No i się doczekaliśmy. Chcieliśmy większego ruchu na rynku transferowym, to go mamy. Tyle że ruch zrobił się tak chaotyczny, że zrobiło się trochę śmiesznie i trochę strasznie. Nie tego się spodziewaliśmy.
Liczyliśmy na to, że nauczeni poprzednimi sesjami transferowymi działacze będą dokonywać przemyślanych ruchów. No cóż, naiwność. Najpierw na rynku transferowym długo panowała niekomfortowa cisza. Jedynie media napędzały koniunkturę, informując o zainteresowaniu zagranicznych klubów ciekawszymi kąskami z polskiej ekstraklasy. W końcu worek się rozwiał i kilka z tych atrakcyjnych kąsków wyniosło się za zachodnią granicę. To był jasny sygnał, że czas zacząć zabawę na całego.

Zaczęło się wielkie testowanie. Kandydaci na piłkarzy mogą się zgłaszać do polskich klubów i sprawdzić, czy nadają się do tego zawodu. Liderem wielkiego castingu jest Widzew Łódź, choć o palmę pierwszeństwa walczy też Podbeskidzie Bielsko-Biała. Łodzianie upewniają się, że zupełnie niepotrzebny jest im Amerykanin Rudela, Japończyk Hirooka oraz grający do tej pory w czwartej lidze niemieckiej Lincoln Assinouko. To tak, jakby upewniać się, że cukier jest słodki, a ogień jest gorący. Widzewowi nie chce ustąpić Podbeskidzie Bielsko-Biała. Wiadomo, że tonący brzytwy się chwyta, ale sprawdzanie Luki Gusicia jest strzałem w kolano. Widać Dariusz Kubicki czy kto tam zdecydował, że Chorwata trzeba sprawdzić, jest człowiekiem wielkiej wiary i liczy, że kolano wytrzyma uderzenie pocisku, a nawet stanie się dzięki temu silniejsze.
Najniższe miejsce na podium zajmuje PGE GKS Bełchatów. Tam problem jest jednak inny, muszą testować, bo inaczej nie mieliby kim grać. Jednak jeśli połowa kadry składa się z żółtodziobów, to marzenia o honorowym spadku (bo ten jest już przesądzony) można zakopać głęboko pod ziemią.
To wszystko? Nic z tych rzeczy. Media informują, że do ligi polskiej może zawitać nawet tajemniczy Koreańczyk Kim Min-kyun. Śląsk sprawdza, czy Krzysztof Ostrowski po półrocznym odpoczynku od futbolu przyda się w walce o europejskie puchary, a Pogoń Szczecin zamierza przyjrzeć się całej plejadzie Afrykanów. Tylko czekać, kiedy Wisła Kraków zdecyduje się przywrócić do składu Macieja Żurawskiego i ekshumować Artura Sarnata i Grzegorza Patera. W końcu tam lada dzień też nie będzie miał kto grać. Ale co tam, zabawa trwa, a ci co płacą, bawią się całkiem dobrze. Tylko trochę drogi ten kabaret.











