Podczas przerwy na reprezentację całe Trójmiasto elektryzowało się na mecz derbowy. Spotkanie pomiędzy Lechią a Arką nie spełniło oczekiwań kibiców, którzy liczyli na dużo większe emocje.
Poziom pierwszej połowy pozostawiał wiele do życzenia – gra toczyła się głównie w środku pola. Na dobre widowisko ogromne apetyty mieli sympatycy obu ekip na czele z premierem Rzeczypospolitej Donaldem Tuskiem, jednak mogą czuć się zawiedzeni obrotem spraw w pierwszych 45 minutach. Zadowolony był za to Dariusz Pasieka, Arka perfekcyjnie wykonała bowiem założenia taktyczne polegające na wybijaniu rywala z rytmu.

Lechia zupełnie nie przypominała drużyny, która w imponującym stylu odprawiała z kwitkiem Legię czy Górnika. Gospodarze nie stworzyli sobie żadnej klarownej sytuacji, a jedyne zagrożenie sprawiali po strzałach z dystansu. Już w 2. minucie swoich sił spróbował Traore, jednak futbolówka minęła światło bramki. Nieskuteczny był również Deleu – najpierw trafił wprost w Witkowskiego, później jego strzał podzielił los poprzednika. Dogodną okazję do strzelenia gola miał ponownie Traore w 35. minucie, kiedy to uderzał z rzutu wolnego z 18 metrów. Piłka trafiła jednak w mur, a nie było nikogo, by ją dobić.
Druga odsłona zaczęła się od zdecydowanych ataków Lechii. Najpierw bardzo blisko znalezienia się w klarownej sytuacji był Buval, jednak źle przyjął piłkę. Minutę później Francuzowi udało się oddać strzał, lecz czujnością popisał się Witkowski. Gospodarze próbowali również strzelać z dystansu, ale w dobrej dyspozycji był golkiper gdynian, który bronił uderzenia Wiśniewskiego i Nowaka w 51. i 52. minucie.
Mogłoby się wydawać, że początek drugich 45 minut był zwiastunem emocji w kolejnej połowie. Nic bardziej mylnego – kibice zgromadzeni przy Traugutta oglądali znów marne widowisko. Aż do 78. minuty, kiedy to do rzutu wolnego podszedł Nowak. Pomocnik Lechii posłał precyzyjną piłkę w pole karne, gdzie pozostawiony bez opieki stał Wiśniewski. 28-latek dopełnił tylko formalności, kierując piłkę głową do bramki. Bez szans przy tej akcji był Witkowski.
W 85. minucie sfrustrowani piłkarze Arki nie wytrzymali ciśnienia i doszło do bójki z piłkarzami Lechii. W przepychankach brali udział wszyscy piłkarze obu ekip. Zapędy zawodników ostudził jednak arbiter, który pokazał trzy żółte kartoniki. Minutę później sięgnął do kieszeni raz jeszcze – tym razem czerwoną kartką za agresywne wejście wślizgiem w nogi został ukarany Bożok.
Lechiści wygrali to spotkanie, lecz ich styl gry niczym nie przypominał Lechii z poprzednich spotkań. Najważniejsze są jednak punkty – 17 oczek w dziewięciu spotkaniach to imponujący wynik. Arka ma na swoim koncie dziewięć punktów, co daje im średnią jednego punktu na mecz.










