Legia Warszawa mocno skomplikowała sobie, wydawać by się mogło, prostą i łatwą drogę do mistrzostwa Polski. Po remisie z Jagiellonią Białystok stołeczna drużyna musi wygrać pozostałe dwa spotkania, by nie oglądać się na konkurencję. Po meczu Michał Żewłakow powiedział, że Legia wciąż jest liderem i jego zespół wierzy w końcowy triumf.
Po dzisiejszym remisie w pozostałych dwóch spotkaniach musicie zdobyć sześć punktów. Nie ma innego wyjścia.
Tak to już jest. Końcówka w naszej lidze jest bardzo emocjonująca. Drużyna, która wygra jedno spotkanie, może przeskoczyć trzy, cztery lokaty. Z naszej perspektywy na pewno jest to szkoda, bo dzisiaj utrudniliśmy sobie pracę i walkę o mistrzostwo. Natomiast dalej nasz zespół jest liderem i ciągle wierzymy. Może dzisiaj nastroje nie są najlepsze, ale mam nadzieję, że to nas tylko zmobilizuje.
Zwycięstwo w Pucharze Polski miało być dla Was turbodoładowaniem, a wyglądało to tak, jakby Wasze baterie się rozładowały.
Nie będę w jakiś sposób oponował. Ten mecz nie wyglądał tak jak finał Pucharu Polski. Ale cóż, dziś było nas stać na tyle. Daliśmy z siebie wszystko.
„Frania” nie można było powstrzymać?
Na pewnie można było. Natomiast on to zrobił w taki sposób, że wszystkich nas uprzedził. Trochę szkoda, bo w zasadzie chyba bardziej dogodna sytuacja dla Jagiellonii nie została zamieniona na gola, głównie dzięki Dusanowi. Z kolei w tej sytuacji, kiedy wydawało się, że mogliśmy uniknąć bramki, Jagiellonia tę bramkę strzeliła.
Michał, teraz jest Twoja rola, Ivicy i jeszcze pewnie kilku chłopaków, bo musicie przede wszystkim wyczyścić głowy.
Paradoksalnie taki mecz może podziałać mobilizująco. Tak jak w dzisiejszym starciu ta stracona bramka. Tak naprawdę od tej straconej bramki zaczęły się konstruktywne akcje i zaczęło się dziać coś pozytywnego ze strony Legii na boisku. Taka już jest specyfika naszego zawodu, że nie wszystko układa się tak jak choćby w poprzednim meczu. A my jesteśmy od tego, żeby te wszystkie problemy rozwiązać i zakończyć sprawę tak, abyśmy na końcu byli uśmiechnięci i szczęśliwi.
Drużyna, która zdobędzie mistrzostwo, to chyba na kolankach pójdzie do Częstochowy. Wy macie tylko 300 kilometrów.
Nie wiem, na razie zdobądźmy mistrzostwo, a później będziemy się zastanawiać, co zrobimy.
Relacja ze spotkania dostępna tutaj










