Między Gdańskiem, a Bydgoszczą jest godzina drogi. Utrzymanie Zawiszy i europejskie puchary Lechii, to kawał o wiele dłuższy i bardziej czasochłonny. W starciu tych drużyn na boiskach ekstraklasy padł bezbramkowy remis.
Wielką niewiadomą był Jerzy Brzęczek, jako trener klubu z ekstraklasy. W dodatku objął Lechię w bardzo trudnej sytuacji. Dwa wiosenne mecze pokazały, że Brzęczek poskładał wszystkie (a było ich wiele) klocki i drużyna przez niego prowadzona, wreszcie prezentuje odpowiedni poziom.
https://twitter.com/M_Kujawinski/status/569141522354073600
Zawisza Bydgoszcz walczący o utrzymanie w lidze, początek rundy miała bardzo kiepski. Remis 0:0 z Górnikiem Łęczna przyprawiał kibiców o ataki ziewania i wzdychania nad słabym poziomem spotkania. Lechia pokonała natomiast Wisłę Kraków, ale umówmy się – w Gdańsku zagrała po prostu beznadziejnie. Dlatego dzisiejsze starcie z Zawiszą miało być odpowiedzią na kilka pytań.
Generalnie to nie było złe spotkanie. Wiadomo, że nie zostanie w naszej pamięci na długo, ale były momenty warte uwagi. Chociażby Bartłomiej Pawłowski, który błąkał się po trybunach PGE Areny. Zapytawszy mnie z prośbą o udzielenie informacji, nie wyglądał na specjalnie zmartwionego faktem, że musi patrzeć na mecz… swoich klubów. Lechia wypożyczyła byłego zawodnika Malagi właśnie do Zawiszy, ale ten nie mógł dziś zagrać. W takim wypadku Zawisza musiałby zapłacić kary pieniężne.

Na początku spotkania warto zwrócić uwagę na strzał Rafała Grzelczaka. Ten piłkarz przypomina trochę malarza rysującego piękne obrazy palcem. Piłka może odskoczyć na parę metrów, może źle podać, nieumiejętni kiwać. Jednak strzał tego zawodnika, to malina w najczystszej postaci. Wiele szczęścia miał Zawisza, kiedy piłka po strzale Grzelczaka uderzyła poprzeczkę, a potem linię bramkową. Bardzo fajnie prawą stroną szarżował Maciej Makuszewski. Naprawdę przyjemnie patrzy się na tego chłopaka, ale brakuje mu czegoś, żeby stać się gwiazdą w ekstraklasie.
Lepsze spotkanie niż to z Wisłą zagrał kapitan Lechii, Sebastian Mila. Jednak, jego wrzutki nie są tak precyzyjne i skuteczne jak przyzwyczaił grając w Śląsku Wrocław. Spotkanie z Waldusiem było na pewno bardzo wartościowe i pożyteczne dla umiejętności piłkarskich Mili, bo może nie wszyscy wiedzą, ale Waldek Kiepski na niejednym meczu bywał, ale z dośrodkowań Seby na pewno zadowolony nie był.











