Mecz pomiędzy Polonią Warszawa a Lechem Poznań był pełen emocji. Szybka gra i składne ofensywne akcje na początku spotkania, kontrowersyjne decyzje, czerwona kartka dla Smolarka w drugiej części meczu i rozstrzygający gol dla Polonii, który padł w najmniej oczekiwanym momencie. Kibice mogą być zadowoleni, bo na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej piłkarze obu drużyn zafundowali im bardzo atrakcyjne widowisko.
Mecz poprzedziła minuta ciszy, którą uczczono pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej.
Od pierwszego gwizdka sędziego mecz toczył się w bardzo szybkim tempie. Kibice już po pięciu minutach mieli pewność, że nie są świadkami zwykłego meczu, lecz prawdziwego futbolowego spektaklu, widowiska, które bez dwóch zdań zasługuje na miano hitu Ekstraklasy. Już w 2. minucie Polonia mogła i powinna objąć prowadzenie. Po dośrodkowaniu z prawej strony piłka spadła pod nogi Tomasza Jodłowca. Obrońca „Czarnych Koszul” zupełnie się tego nie spodziewał, lecz zdołał oddać groźny strzał na bramkę. Lechitów przed utratą gola uratowała jedynie ofiarna interwencja Kriwca. W 8. minucie kolejną znakomitą okazję mieli podopieczni trenera Zielińskiego. Artur Sobiech łatwo poradził sobie z defensorami rywali i znalazł się w sytuacji jeden na jednego z Kotorowskim. Poznański golkiper wyszedł zwycięsko z tego pojedynku, a przy dobitce Smolarka z bliskiej odległości błysnął interwencją podobną do tej, jaką popisał się Jerzy Dudek w finale Ligi Mistrzów.

Po 15 minutach do głosu doszedł Lech. Najpierw mistrzowie Polski nie potrafili zakończyć strzałem kontry, w której trzech poznaniaków miało naprzeciwko siebie tylko dwóch polonistów. Chwilę później Stilić w dobrej sytuacji pokazał, dlaczego wystawienie go jako napastnika w spotkaniu z Bragą było błędem. Po tej akcji tempo meczu na jakiś czas spadło, ale za to wzrosła głośność dopingu kibiców. W takiej atmosferze lepiej czuli się podopieczni Jose Marii Bakero, którzy próbowali rozerwać defensywę rywala, atakując raz jednym, raz drugim skrzydłem.
W 33. minucie miało miejsce wydarzenie, które podzieliło kibiców. Manuel Arboleda został sfaulowany przy linii bocznej boiska przez Artura Sobiecha. Reprezentant Polski kopnął Kolumbijczyka w kolano, a ten padł na murawę i zaczął się zwijać z bólu. Zdaniem jednych, snajper Polonii zasłużył na czerwoną kartkę, zdaniem innych, Arboleda odstawił pierwszorzędne przedstawienie, a sędzia pogodził obie strony, pokazując Sobiechowi żółtą kartkę.













