Derby Manchesteru to zawsze wielkie widowisko, niezależnie od rangi rozgrywek. Ci wszyscy, którzy obserwowali dzisiejszy pierwszy półfinałowy pojedynek Pucharu Ligi, między City a United, także się nie zawiedli.
Spekulowano, że sir Alex Ferguson może postawić na młodzież, ale Szkot najwyraźniej postanowił zwodzić kibiców i rywali. Roberto Mancini, dla którego pierwszy poważniejszy mecz w lidze (sobotnie spotkanie z Evertonem) skończył się porażką także chciał pokazać, że to był po prostu wypadek przy pracy. Obie drużyny rozpoczęły spotkanie nerwowo, a więcej składnych akcji zaczął przeprowadzać Manchester United. Goście szybciej opanowali boiskowe wydarzenia i już w 17. minucie sektor wypełniony kibicami „Czerwonych Diabłów” cieszył się z pierwszej bramki. Patrice Evra zagrał świetną piłkę do Valencii, który zbyt łatwo ograł Bellamy’ego i dośrodkował w pole karne. Jego zagranie odnalazł Rooneya. Z uderzeniem Anglika Shay Given jeszcze sobie poradził, ale nie miał nic do powiedzenia przy dobitce Giggsa. Gospodarze długo czekali na odpowiedź swoich ulubieńców i doczekali się tuż przed przerwą. Głupie zachowanie Rafaela, który nie potrafił dopilnować Bellamy’ego dało City rzut karny, a po potężnym uderzeniu Teveza tym razem cieszyli się kibice MC.
Jeśli pierwsza połowa była emocjonująca, to co powiedzieć o drugiej? Rozpoczęło się od wymiany ciosów, ale bez klarownych sytuacji. Dopiero po rzucie rożnym w 65. minucie za słabe wybicie Van der Sara trafiło do Zabalety, który zgrał do Kompany’ego. Ten z powrotem posłał piłkę na piąty metr, gdzie na swoją okazję tylko czekał Carlos Tevez, uderzeniem głową wyprowadzając gospodarzy na prowadzenie. Rozzłoszczeni piłkarze United ruszyli do przodu i stwarzali sobie kolejne sytuacje. W ataku brylował zwłaszcza Wayne Rooney, bez którego ciężko wyobrazić sobie drużynę Fergusona w obecnym sezonie. Jednak Anglik przegrywał kolejne pojedynki z świetnie dysponowanym Givenem, a raz golkiper City wyręczył Onuoha, który wybił piłkę z linii bramkowej. Momentami w polu karnym gospodarzy znajdowało się nawet dziesięciu ich zawodników, którzy z coraz większą desperacją wybijali piłkę. Goście atakowali do ostatnich chwil, jednak to Roberto Mancini zatryumfował w swoich pierwszych derby Manchesteru w roli trenera „Citizens”.
Na szczęście to nie koniec rywalizacji, wszakże w półfinale Carling Cup rozgrywane są dwa mecze. Już za tydzień to United ugoszczą swoich rywali z Manchesteru i z pewnością ostatnie 20 minut spotkania, w którym City tak desperacko się broniło, było przetarciem przed meczem rewanżowym. Przewaga, minimalna, jest jednak po stronie „Citizens”.










