Wisła Kraków zwyciężyła w Bielsku-Białej tamtejsze Podbeskidzie, rewanżując się tym samym za wcześniejsze niepowodzenia w starciu z „Góralami”. Na największe pochwały zasłużył Ivica Iliew, który co prawda nie strzelił gola, ale dwa razy wypracował doskonałe sytuacje partnerom.
Rok temu Podbeskidzie Bielsko-Biała wyrzuciło Wisłę Kraków za burtę Pucharu Polski. W rundzie jesiennej bielszczanie pokonali ówczesnego mistrza Polski w Krakowie 1:0. Choć obie drużyny w tym sezonie nie walczą już o nic poza miejscem w górnej części tabeli, to ten mecz nie mógł być traktowany jako piłkarski piknik. Wisła była zdeterminowana do zrewanżowania się drużynie, która powoli wyrasta na oprawcę „Białej Gwiazdy”.

Początek spotkania nie zawiódł. Jako pierwsza zaatakowała Wisła i Melikson mógł jako pierwszy wpisać się na listę strzelców, ale uderzył niecelnie. Chwilę później również niecelnym strzałem odpowiedział Patejuk, a następnie mocnym uderzeniem z dystansu Mateusza Bąka próbował zaskoczyć Wilk. Z czasem tempo zaczęło spadać, ofensywnie nastawiona Wisła gubiła swoje walory wobec paraliżującej strategii Podbeskidzia. Celem podopiecznych trenera Kasperczyka było wybicie rywala z rytmu i powolne przejmowanie inicjatywy. I tak właśnie się działo w pierwszej połowie spotkania. Piłkarze „Białej Gwiazdy” nie dali się jednak stłamsić bielskiej maszynie i wciąż szukali coraz to nowych rozwiązań na rozpracowanie defensywy rywala, jednak nieskutecznie. Taki stan rzeczy powodował, że gra się zaostrzała, co tylko podgrzewało atmosferę.
Drugą połowę z wysokiego C rozpoczęli wiślacy. Po strzale Iliewa piłka o mały włos nie wylądowała w siatce, zabrakło centymetrów, a może silniejszego wiatru, ostatecznie jednak poszybowała obok słupka. To był wyraźny sygnał, że krakowianie są bardzo zdeterminowani do zemszczenia się za wcześniejsze wpadki w meczach z „Góralami”. Bramkę Bąka ostrzeliwali Wilk, Diaz i Melikson. I choć golkiper gospodarzy miał wysoko postawioną poprzeczkę, to za każdym razem stawał na wysokości zadania, wyrastając na bohatera spotkania. W końcu jednak musiał uznać klasę rywali, a konkretnie Jirsaka. Bohaterem akcji był jednak kto inny, mowa o Ivicy Iliewie, który minął trzech zawodników i wyłożył piłkę czeskiemu pomocnikowi jak na tacy, ten tylko dopełnił formalności.
Na piłkarzy Podbeskidzia stracony gol podziałał jak płachta na byka. Wyglądało to tak, jakby dotychczasowy oprawca oberwał otwartą dłonią w twarz i w napadzie furii usiłował odwdzięczyć się za taki podarunek. Doskonałe sytuacje na wyrównanie mieli Dancik i Górkiewicz, lecz to Wisła wymierzyła gospodarzom kolejny policzek, tym razem otrzymany niemal na własne życzenie. Po długim wykopie Pareiki obrońcy gospodarzy tak nieudolnie usiłowali wybić piłkę, że w końcu Kirm wpakował ją do siatki. Wydawało się, że jest już po meczu.











