Manchester United, po golach Rooneya (dwóch), Welbecka i Naniego wygrał 4:0 z Aston Villą. „Czerwone Diabły” były zespołem zdecydowanie lepszym, ale cień na ich występie kładzie zachowanie Ashleya Younga z początku spotkania, który znowu wywalczył rzut karny (i w konsekwencji bramkę) dzięki swoim umiejętnościom nurkowania.
Kilkadziesiąt sekund wystarczyło, by Weimann przetestował de Geę po raz pierwszy, choć trudniejsze strzały Hiszpan musiał bronić chyba na rozgrzewce, więc i z tym bez problemu sobie poradził. Chwilę później kibice na Old Trafford przeżyli deja vu z zeszłego tygodnia. Tym razem była to jednak 14., a nie 7. minuta, zabrakło również czerwonej kartki dla przeciwnika. Pozostało jednak najważniejsze, czyli dive Ashleya Younga (tym razem w wersji hard, przeciwko byłemu klubowi). Skuteczny, trzeba dodać, bo Mark Halsey, niczym Lee Mason tydzień temu, dał się nabrać, a rzut karny podyktowany za ten „faul” pewnie wykorzystał Wayne Rooney.
W 20. minucie Anglik mógł dopisać jeszcze na swoje konto asystę, gdy po jego dośrodkowaniu groźnie główkował Welbeck. Strzał został jednak w ostatniej chwili zablokowany przez Bakera. Minęło kilkadziesiąt sekund i Rooney tym razem uderzył groźnie na bramkę, ale Given świetnie obronił. Aston Villa próbowała odpowiedzieć po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Bannana i główce Clarka, która okazała się jednak niecelna. Z drugiej strony z narożnika dośrodkował natomiast Young, piłkę przedłużył Carrick, a z kilku metrów nie trafił Rooney. Gdyby Anglik był trochę wyższy, to prawdopodobnie byłoby 2:0.
Goście się jednak nie poddawali. Po błędzie Rafaela piłkę przejął Ireland i ładnie podkręcił ją przy strzale, tyle że trochę przesadził i futbolówka minęła słupek. Wspaniałym uderzeniem z drugiej strony popisał się Scholes, który stojąc na 20. metrze, dostał piłkę wprost z rzutu rożnego i bez zastanowienia uderzył z woleja, jednak z podobnym skutkiem jak Ireland. Dużo groźniej pod bramką Givena było w 35. minucie. Valencia popędził prawą stroną i dośrodkował wprost na nogę stojącego kilka metrów przed bramką Welbecka, który dobrze chciał wykończyć tę akcję i udałoby mu się to, gdyby wspaniałym refleksem nie popisał się irlandzki bramkarz. Tuż przed przerwą gospodarze w końcu podwyższyli swoje prowadzenie. Tym razem ładnym rajdem lewą stroną popisał się Evra, a później zagrał piłkę po ziemi na piąty metr. Po drodze z futbolówką minęli się i Collins, i Baker, a Given nie wyszedł z bramki. Tylko na to czekał Danny Welbek, który wślizgiem wpakował z bliska piłkę do siatki. Minął moment i sędzia Halsey dał drużynom sygnał, że pierwsza połowa została zakończona.
Początek drugiej części gry nie należał do najciekawszych i podsumowuje go bardzo niecelny strzał Bannana z 54. minuty. Obydwaj bramkarze raczej się nudzili, gra się za to zaostrzyła i co chwilę któryś z zawodników potrzebował pomocy medyków. Pierwszą ofiarą, która musiała zejść z tego powodu z boiska, był Ciaran Clark. Zastąpił go Emile Heskey i to on nieco rozruszał de Geę w 66. minucie, groźnie główkując w stronę jego bramki. Hiszpan jednak w tej sytuacji spisał się bez zarzutu. To pobudziło graczy Manchesteru i wyprowadzili oni niezłą kontrę, którą mógł wykończyć Rooney, ale tym razem skiksował. Pod drugą bramką po rzucie rożnym w polu karnym znalazł się Baker i strzelił głową, lecz zabrakło precyzji.










