W 13. kolejce na Stadionie Miejskim we Wrocławiu zmierzą się dwie ekipy, które sąsiadują ze sobą w tabeli T-Mobile Ekstraklasy. Będą to Śląsk Wrocław oraz Zawisza Bydgoszcz, przy czym ten pierwszy ma w zestawieniu o jeden punkt więcej. Obecnie to jednak goście niedzielnego pojedynku są w lepszej dyspozycji i właśnie oni przyjadą do Wrocławia w roli faworyta.
W niedzielę do stolicy Dolnego Śląska zawita zespół z Bydgoszczy, który nie przegrał w T-Mobile Ekstraklasie od dwóch meczów i z pewnością piłkarze Zawiszy zrobią wszystko, aby z Wrocławia wyjechać z trzema punktami. Śląsk ostatnio wybitnie nie radzi sobie w lidze. Dość powiedzieć, że w poprzednim meczu z Górnikiem Zabrze, nie dowieźli pewnego zwycięstwa do końca i w doliczonym czasie gry dali sobie strzelić dwa gole, co w efekcie dało zabrzanom trzy punkty.

Dla Ryszarda Tarasiewicza niedzielny mecz jest szczególny, ze względu na to, że będzie to jego powrót do Wrocławia w roli trenera, ale tego, który jest po drugiej stronie barykady. Kibice pamiętają zasługi trenera Zawiszy i zapewne bardzo ciepło przyjmą Tarasiewicza na Stadionie Miejskim we Wrocławiu.
Jego podopieczni są ostatnio w świetnej formie, co procentuje w lidze, Zawisza bowiem będzie teraz bardzo potrzebować kolejnych punktów. To właśnie bydgoszczanie jako pierwsi w tym sezonie poradzili sobie z Wisłą Kraków, która na stadionie Zawiszy przerwała swą cudowną passę.
Stanislav Levy jest w znacznie gorszej sytuacji, ponieważ coraz częściej mówi się, że czas tego szkoleniowca powoli się kończy i jeżeli szybko nie sprawi, że Śląsk bardzo intensywnie zacznie piąć się w górę, to najprawdopodobniej straci pracę. Obecnie Levy ma olbrzymi problem, jakim jest brak Sebastiana Mili, który w wyniku kontuzji nie zagra przez najbliższe trzy tygodnie. To dla klubu z Dolnego Śląska katastrofa, ponieważ drużyna opiera się na tym piłkarzu, który jest jej fundamentem. Podobną, choć wydaje się, że lżejszą gatunkowo stratę będzie miał zespół z Bydgoszczy. W składzie na pewno nie pojawią się Kamil Drygas i Michał Masłowski, którzy odpoczną od futbolu, ze względu na otrzymane żółte kartki.
Teoretycznie Mila i Masłowski są bardzo podobnymi piłkarzami, bo obaj są kimś w rodzaju reżysera i motoru napędowego gry, jednak Mila dla Śląska znaczy coś zdecydowanie więcej. Dorzucając do tego słabą postawę w ostatnich meczach, wydaje się, że gorzej być nie może. Piłkarze z Wrocławia będą mieli szansę na pokazanie, że potrafią sobie radzić w kryzysowych sytuacjach.
Zawisza przyjedzie na Dolny Śląsk w roli faworyta, gdyż ostatnie mecze wygrywał, natomiast Śląsk wręcz przeciwnie.












