„Niewykorzystane okazje lubią się mścić”. To wyświechtane piłkarskie powiedzenie boleśnie dotknęło dziś Zawiszę Bydgoszcz, który pomimo zdecydowanie lepszej grze w pierwszej połowie w ostatnich minutach meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała stracił nawet punkt.Od pierwszej minuty na boisko wybiegły nowe nabytki bydgoszczan – Argyriou i Porcellis. Szczególnie wyróżniał się ten drugi, który samodzielnie w ciągu pół godziny mógł ustrzelić hat-tricka, ale albo uderzał niecelnie, albo świetnie interweniował Pesković. W ogóle Zawisza do przerwy mógł swoim rywalom zaaplikować kilka bramek, ale równie nieskuteczny był Kadu, a kapitalnie pomiędzy słupkami spisywał się bramkarz Podbeskidzia, broniąc chociażby uderzenie Drygasa. Bardzo aktywne były skrzydła Zawiszy, a obrońcy nie dopuszczali do zagrożenia pod własną bramką. Jedną z nielicznych sytuacji, w której goście mogli strzelić gola, była próba Kołodzieja z dystansu, jednak piłka zatrzymała się na słupku. Podopieczni Ojrzyńskiego wydawali się kompletnie bezradni i mieli problemy z konstruowaniem jakikolwiek składnych akcji.
Pomimo dobrej gry Zawiszy do zdobycia gola potrzebny był mu błąd rywala. Pesković popełnił błąd w stylu Zajaca, fatalnie wybijając piłkę z własnego pola bramkowego. Wykorzystał to Carlos, który „fałszem” podał do wybiegającego Kadu, a ten bez wahania pokonał bramkarza. To tylko napędziło zespół gospodarzy, którzy rzucili się do kolejnych ataków, ale ciągle czegoś im brakowało. Schodząc na przerwę, mogli być jednak spokojni o przebieg spotkania i pewni, że kolejne bramki są tylko kwestią czasu.
Na ich nieszczęście Leszek Ojrzyński bardzo mocno podziałał w tych piętnastu minutach i odpowiednio nastawił swoich piłkarzy na walkę w drugiej części meczu. Zaowocowało to bardzo szybko zdobytą bramką, po fatalnym błędzie Strąka, który nieudanym wślizgiem podarował piłkę rywalom. Ci bezwzględnie z tej sytuacji skorzystali, choć Kołodziejowi przy zdobyciu bramki na pewno pomogło odbicie piłki od Argyriou. Wyraźnie podbudowało to zawodników Podbeskidzia, którzy w drugiej połowie byli o wiele agresywniejsi w walce o piłce, a także skuteczniejsi w defensywie i nie pozwalali już rywalom na tak łatwe przedzieranie się w pole karne.
Gra się bardzo wyrównała, ale tylko momentami na murawie było ciekawie. Jak chociażby przy wymianie ciosów, kiedy to najpierw Alvarinho w sytuacji sam na sam trafił prosto w Peskovicia, a chwilę później Witan wykazał się refleksem po strzale Chmiela. Bramkarz Zawiszy zaprezentował się o wiele lepiej od Grzegorza Sandomierskiego i nie jest wykluczone, że po powrocie byłego piłkarza Jagiellonii do zdrowia Witan pozostanie pomiędzy słupkami. Miejsce w pierwszym składzie powinien odzyskać Vasco, który po wejściu na boisko był bardzo aktywny i mocno dał się we znaki obrońcom Podbeskidzia. Mógł też zapewnić swojemu zespołowi zwycięstwo, ale piłka po jego strzale głową trafiła w słupek.
Bielszczanie walczyli do końca i w samej końcówce wyszarpali trzy punkty. Osamotniony Argyriou na prawej stronie dał się ograć Paziowi i Kwame, a ten drugi dograł w pole karne, gdzie pewnym strzałem Chmiel zapewnił swojemu zespołowi zwycięstwo. Choć trudno powiedzieć, że Podbeskidzie w ciągu całego meczu było drużyną lepszą, to za swoją determinację zasłużyło na tę wygraną. Z drugiej strony, Zawisza ewidentnie ma problem – po zwycięstwie nad Koroną nadeszła seria trzech porażek z rzędu i nad Jorgem Paixao powoli zbierają się ciemne chmury.











