Gospodarze z Bydgoszczy pewnie wygrali z Widzewem 2:0. Podopieczni Rafała Pawlaka robili wszystko, żeby zdobyć punkty w zespole beniaminka ekstraklasy, jednak w wielu aspektach byli gorsi od przeciwników.
Początek tego spotkania był wymarzony dla piłkarzy gospodarzy. W 3. minucie gry Luis Carlos zagrał piłkę w pole karne. Futbolówka odbita przez Kevina Lafrance’a wpadła do bramki. Podopiecznym Ryszarda Tarasiewicza nie brakowało polotu w budowaniu akcjach ofensywnych. Bez wątpienia pierwsze fragmenty należały do bydgoskiej drużyny. Doskonałą szansę miał Zawisza, kiedy Wahan Gewogrian wyłożył jak na tacy futbolówkę Michałowi Masłowskiemu, który oddał minimalnie niecelny strzał. Widzew w tym spotkaniu nie potrafił wyprowadzić składnej akcji, gdyż rywale uniemożliwiali budowanie skutecznych akcji.

Drużynie Rafała Pawlaka brakowało pomysłu, jak zaskoczyć ekipę beniaminka tegorocznego sezonu T-Mobile Ekstraklasy. Gospodarze schodzili do szatni bardzo zadowoleni, bo po pierwszej części spotkania prowadzili i byli lepszym zespołem. Widzewowi nic kompletnie nie wychodziło i podczas pierwszych trzech kwadransów niczym nie zachwycił. Zawodnicy obu ekip mieli nadzieję, że po zmianie stron uda się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Po przerwie Widzew chciał wziąć sprawy w swoje ręce i wrócić do równorzędnej walki. Było bardzo blisko w 49. minucie, gdy młody i ambitny Mariusz Rybicki oddał strzał, jednak nie trafił w światło bramki. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i to piłkarskie porzekadło odzwierciedliło się sześć minut później. Sebastian Ziajka podał piłkę w pole karne do Luisa Carlosa, który z dużą pewnością wpakował ją do siatki.
Widzew robił, co mógł, żeby wyrównać, jednak gracze Zawiszy nie pozwalali sobie na większy błąd. Gospodarze w dalszym ciągu kontrowali przebieg całego spotkania. Mieli oni kilka szans do zdobycia trzeciego gola, jednak piłka więcej razy już nie wpadła. W najdogodniejszej sytuacji znalazł się Luis Carlos, który mógł zdobyć gola w ostatniej minucie regulaminowego czasu, jednak zbyt długo zwlekał ze strzałem i cała akcja spaliła na panewce. Piłkarze dowodzeni przez Ryszarda Tarasiewicza zasłużenie odnieśli triumf i kolejny raz zadowolili swoich sympatyków na stadionie.











