Kolejny po Mesucie Oezilu czy Serdaru Tascim piłkarz niemiecki pochodzenia tureckiego, który ma perspektywy ku bardzo obiecującej karierze, to Emre Can, od pół roku zawodnik angielskiego Liverpoolu. Kupowany był raczej z myślą o przyszłości, ale już ma miejsce w pierwszym składzie. Pytanie tylko, gdzie jest bardziej pożyteczny – w linii pomocy czy w defensywie, bo z racji swojej uniwersalności może grać i tu, i tu.
O Canie szczególnie głośno było po wtorkowym meczu półfinałowym Pucharu Ligi Angielskiej, w którym Liverpool podejmował na Anfield Chelsea. W pierwszej połowie spotkania Can sprokurował rzut karny, za co został krytykowany przez Jamiego Carraghera, będącego tego dnia ekspertem Sky Sports omawiającym ów mecz.
Były piłkarz Liverpoolu mówił: –Za łatwo dał się ograć, Hazard minął go bez problemów, a później Can chciał naprawić swój błąd, przez co popełnił drugi. Uważam, że to co Can robi dobrze, grając na swojej obecnej pozycji, to kontrola piłki, wyprowadzanie jej z obrony do ataku i wsparcie przy rozegraniu ataku pozycyjnego. Ostatnio wszyscy go chwalą za grę, ale dla mnie to cały czas pomocnik grający w obronie, bo gdy jest bez piłki, a przeciwnik atakuje, to wtedy wychodzą wszystkie jego braki.
Na pewno część tego, co mówi Carragher, ma uzasadnienie w liczbach. Patrząc na dość istotną dla obrońcy statystykę wybić ze strefy swojego pola karnego, widzimy, że Can w spotkaniu z Chelsea zanotował zaledwie dwa wybicia. Dla porównania Skrtel siedem, a Sakho pięć. Również liczbę odbiorów miał najniższą spośród wszystkich trzech stoperów Liverpoolu (Can 1, Skrtel 3 i Sakho 2). Oto jedyny z nich, będący jednocześnie rewanżem na Hazardzie za wcześniejszy faul w polu karnym.
https://twitter.com/MostarLFC/status/557923955416117248
Kolejny dowód na niższą efektywność Cana w działaniach defensywnych? Liczba wygranych pojedynków główkowych – Can 1, Sakho 5, a Skrtel 3. Wiadomo, że nie jest to piłkarz z predyspozycjami do skutecznej gry w powietrzu, lecz jego obecna pozycja na boisku niejako zmusza go do starć w powietrzu dla dobra całej drużyny, aby zapobiec zagrożeniu idącym z tego, że przeciwnik mógłby przejąć piłkę na połowie Liverpoolu.
Mimo to średnia liczba goli traconych na mecz spadła wraz z wejściem Niemca tureckiego pochodzenia do pierwszego składu. W pięciu meczach, które były piłkarz Bayeru Leverkusen rozegrał od pierwszej minuty, Liverpool stracił tylko trzy gole (0,6 na mecz), a wcześniej, gdy Cana nie było w podstawowej jedenastce, były to 24 gole stracone w 17 meczach (co daje znacznie gorszy wynik w postaci 1,4 gola na mecz). Choć trzeba pamiętać, że w większej mierze jest to związane ze zmianą ustawienia „The Reds” z 4-2-3-1 na 3-4-3.













