Pozbawiona kilku kluczowych zawodników Odra Wodzisław była jedynie tłem dla mądrze i skutecznie grających bełchatowian. Grający o przetrwanie Górnik Zabrze w „małych” derbach Śląska pokonał 2:0 będącą w fatalnej dyspozycji Polonię Bytom.

Piłkarzom z Górnego Śląska nie udało się podtrzymać serii czterech z rzędu meczów bez porażki. Ich rywale wygrali natomiast czwarte spotkanie z kolei. Do znajdujących się bezpośrednio nad nimi Polonii Warszawa i Wisły Kraków tracą już tylko jeden punkt. Od pierwszej minuty piłkarze Odry zastosowali pressing, znacznie utrudniając życie gospodarzom. Ich ataki były skutecznie rozbijane w środku pola. Do 20. minuty żadna ze stron nie potrafiła skonstruować klarownej akcji. Przełom nastąpił pięć minut później. Zamieszanie w polu karnym Odry wykorzystał Lacić, który huknął z ostrego kąta, zdobywając pierwszą bramkę dla swojego zespołu. Przewaga GKS rosła wraz z upływem czasu. Widać było chęć podwyższenia wyniku, co udało się przed samym końcem pierwszej połowy. Na listę strzelców wpisał się Cetnarski, który wykorzystał doskonałe podanie Popka. Stachowiak musiał po raz drugi wyciągać piłkę z siatki. Druga odsłona rozpoczęła się podobnie jak pierwsza. Odra kontrolowała przebieg gry, próbując zagrozić bramce strzeżonej przez Sapelę. Po niecałym kwadransie częściej do głosu zaczęli dochodzić podopieczni Rafała Ulatowskiego. 65. minuta definitywnie rozstrzygnęła losy pojedynku. Dawid Nowak, świetnie obsłużony przez Gola, wyszedł sam na sam z golkiperem Odry. Posłał piłkę w prawy róg, po raz trzeci uszczęśliwiając kibiców zgromadzonych na stadionie. Do ostatniego gwizdka sędziego gracze z Wodzisławia próbowali nie dopuścić do zwiększenia rozmiarów porażki. Strzały Gola i Wróbla stanowiły naprawdę spore zagrożenie, ale ostatecznie wynik nie uległ już zmianie.
Górnik odbił się od dna
Zabrzanie nie mogli przegrać tego spotkania. Na jednym z treningów gościła nawet prezydent Zabrza, która chciała dodać otuchy piłkarzom i dodatkowo ich zmobilizować. Polonia nie ma ostatnio dobrej passy i mecz z sąsiadem zza miedzy miał być szansą na jej przerwanie. Obie strony grę rozpoczęły niepewnie, co wywołało gwałtowne reakcje trenerów. Henryk Kasperczak długo stał przy linii bocznej, próbując przekazać cenne uwagi swoim piłkarzom. Przyniosło to efekty, bowiem Górnik począł śmielej atakować, niestety bez powodzenia. Do 45. minuty byliśmy świadkami mało emocjonującego spektaklu. Fani, którzy tłumnie przybyli dopingować Górnik, starali się chóralnymi śpiewami pomóc swoim ulubieńcom. Po zmianie stron wciąż wiało nudą na boisku. Polonia ograniczała się do wybijania piłek, przeciwnicy z kolei nieudolnie przeprowadzali akcje ofensywne. 52. minuta przyniosła upragnionego gola dla 14-krotnego mistrza Polski. Szczot wykorzystując opieszałość bytomskich defensorów podał do niekrytego Banasia, który bez problemów wpakował piłkę do siatki. Na obiekcie im. Ernesta Pohla kibice szaleli za szczęścia. Sześć minut później niesieni przez fantastyczną publiczność zabrzanie przeprowadzili kolejny skuteczny atak. Broniewicz odbił piłkę głową, doskoczył do niej Peskovic, jednak interweniował wielce niefortunnie. Do futbolówki doskoczył Jarka i z najbliższej odległości skierował ją do siatki. Polonia po stracie drugiej bramki przebudziła się, jednak nie przyniosło to oczekiwanych efektów. Górnik utrzymywał do końca przewagę i dziś trzy punkty zostały w Zabrzu.










