W ostatnim sobotnim spotkaniu 35. kolejki Barclays Premier League pomiędzy Queens Park Rangers a Tottenhamem Hotspur doszło do nieoczekiwanego rozwiązania. Zwyciężyli bowiem gracze zagrożonej spadkiem ekipy „The Hoops”. Jedyna bramka padła za sprawą świetnego uderzenia z rzutu wolnego Adela Taarabta. Podopieczni Harry’ego Redknappa coraz bardziej pogrążają się w kryzysie. Spadli na piątą pozycję w tabeli, ustępując tym samym miejsca rozpędzonej niczym lokomotywa drużynie Newcastle United.
W początkowych fragmentach kolejnych dziś derbów Londynu żadna z drużyn nie zdołała wypracować zdecydowanej przewagi. Jako pierwsi groźnie zaatakowali gracze „Spurs”. Już w 2. minucie Assou-Ekotto mógł zaskoczyć Kenny’ego strzałem z rzutu wolnego. Francuz uderzył jednak niecelnie. W odpowiedzi parę chwil później Jamie Mackie ładnie ograł kilku zawodników Tottenhamu, po czym zdecydował się na uderzenie. Brad Friedel nie musiał jednak nawet interweniować.

Po niezwykle żywym początku spotkania kilkanaście kolejnych minut było już nieco spokojniejsze. Na uwagę zasługiwały jedynie okazje Garetha Bale’a. Tuż przed upływem pierwszego kwadransa meczu Walijczyk próbował zaskoczyć bramkarza gospodarzy potężnym huknięciem z dalszej odległości. Próba ta była jednak wysoce nieprecyzyjna. Po kilku minutach szybkonogi skrzydłowy po raz kolejny stanął przed szansą na bramkę. Tym razem było już dużo bliżej – główkę Bale’a z trudem zdołał wybić na róg Patrick Kenny. W 24. minucie było 1:0 dla… QPR. Rzut wolny podyktowany po faulu Sandro na Zamorze w piękny sposób na bramkę zamienił Adel Taarabt. Uderzenie Marokańczyka było naprawdę wysokiej klasy.
Mimo dużej różnicy w posiadaniu piłki na korzyść Tottenhamu, goście swej faktycznej przewagi nie potrafili przypieczętować trafieniem. Dwie dobre sytuacje na wyrównanie miał Defoe, ale wyraźnie zabrakło mu zimnej krwi. Zwłaszcza pierwsza okazja – z 30. minuty – mogła przynieść „Kogutom” gola. Napastnik uderzył jednak głową ponad bramką, próbując dobić groźny strzał Van der Vaarta umiejętnie sparowany kilka sekund wcześniej przez Kenny’ego. Holender co chwila nękał zawodników QPR groźnymi wrzutkami w pole karne, formacja defensywna podopiecznych Marka Hughesa zawsze potrafiła jednak wyjść z opresji. Do przerwy 1:0 dla gospodarzy.
Drugą odsłonę meczu z impetem rozpoczęli zawodnicy „The Hoops”. Niekonwencjonalnym dryblingiem popisał się Diakite. Ośmieszył on kilku graczy przyjezdnych, po czym oddał strzał na bramkę Friedela. Niecelny. Ten sam zawodnik niecałe dziesięć minut później ponownie stanął przed szansą na podwyższenie rezultatu – znów jednak zabrakło precyzji.
Tottenham nadal częściej utrzymywał się przy piłce, mimo to ofensywna indolencja podopiecznych Harry’ego Redknappa coraz bardziej się pogłębiała. Większość akcji przeprowadzanych przez gości rozbijana była przez defensorów QPR w okolicach ich pola karnego, a gdy już udawało się w jakiś sposób sforsować szyki obronne rywali, strzały zawodników „Spurs” nie dochodziły nawet w okolice bramki Kenny’ego. Chlubnym wyjątkiem były próby niezwykle aktywnego Van der Vaarta, ale ten doświadczony zawodnik nie był w stanie wskórać zbyt wiele w pojedynkę.











