Nowy rok zaczął się od poważnego wstrząsu w klubie ze środkowej Anglii. Alan Irvine został zwolniony, a jego miejsce zajął legendarny już na Wyspach, Tony Pulis. Na nowym stanowisku jest ledwie ponad dwa tygodnie, a i tak widać powoli rękę Pulisa w przemianach zespołu „The Baggies”.
Odkąd nowa drużyna Pulisa awansowała do Premier League w 2010 roku, przez klub przewinęło się aż sześciu menedżerów, co daję średnią niecałego sezonu spędzonego na ławce West Bromwich Albion dla każdego szkoleniowca. Klub z powrotem do angielskiej ekstraklasy wprowadził Roberto Di Matteo, zwolniony już w pierwszym sezonie WBA w najwyższej klasie rozgrywkowej. Zastąpił go Roy Hodgson, który jako jedyny z opisywanych sześciu trenerów nie został zwolniony przez władze klubu. Przed Euro 2012 zgłosiła się po niego angielska federacja piłkarska z propozycją objęcia sterów reprezentacji i jak wiemy, Hodgson nie odmówił. Później nastała półtoraroczna era Steve’a Clarke’a, dwie półroczne Pepe Mela i Alana Irvine’a. Teraz czas na byłego menedżera Stoke i Crystal Palace, najlepszego trenera poprzedniego sezonu na Wyspach, człowieka, który wraca na ławkę trenerską po półrocznej przerwie od momentu rozstania z „Orłami” z południowego Londynu.
Ku zmianie mentalności
Pulis już w pierwszych dniach swojej pracy zabrał się za diagnozowanie problemów klubu i z zapałem zabrał się do zmian. Jak sam przyznał, kwestia obecnego miejsca WBA to głównie problem mentalności: „Klub się zadowala tym, co udaje się osiągnąć, nie dążąc do rozwoju. Nie możesz przestać się rozwijać, bo wtedy się cofasz. Popatrzcie na tabelę Championship, ile tam jest klubów z długim stażem w Premier League. W wielu przypadkach w tym klubach zdjęto nogę z gazu, zaprzestano szukania nowych bodźców rozwojowych, co dało efekt pod koniec sezonu, gdy spadali niżej i gdzie tkwią do dzisiaj”.
Później Pulis dodał, że czeka go ogrom pracy, znacznie bardziej wymagającej niż to, co zastał w Crystal Palace w listopadzie 2013, gdy przejmował schedę po Ianie Hollowayu na Selhurst Park. Dlaczego trudniej? Bo przyszedł w późniejszej fazie sezonu. Jest już styczeń i były trener Stoke ma mało czasu na diagnozę czysto piłkarską – kto mu się przyda w walce o utrzymanie, a kto nie, gdyż okno transferowe zamknie się pod koniec obecnego miesiąca. W klubie z południowego Londynu miał więcej czasu na taką diagnozę, co umożliwiło mu trafniejszy dobór w kwestiach kadrowych.
Debiut
57- latek oglądał dokładnie mecz WBA z West Hamem United na Upton Park, gdy drużynę prowadził jeszcze menedżer tymczasowy, Rob Kelly. Do akcji wkroczył w meczu FA Cup z Gateshead, wygranym przez „The Baggies” 7:0, ale to spotkanie nie jest dobre do oceny pierwszych poczynań Pulisa, ponieważ Gateshead to drużyna grająca na co dzień na poziomie piątej ligi. Debiut w Premier League przypadł na domowe starcie z rywalem w walce o utrzymanie, Hull City. I od razu były widoczne zmiany.
Walijski trener zmienił ustawienie drużyny z 4-2-3-1 stosowanego przez Irvine’a, na swoje ulubione 4-4-2. Dzięki temu do składu wskoczył Brown Ideye, który w pierwszej linii współpracował z Saido Berahino. Zestawienie defensywy pozostało bez zmian, zaś w drugiej linii miejsce stracili Mulumbu oraz Dorrans. Nie wiadomo jeszcze, czy na stałe, czy taki był kaprys danego dnia Pulisa, podyktowany dyspozycją poszczególnego z piłkarzy. Linię pomocy stworzyli więc Brunt na prawej stronie, Sessegnon na lewej oraz Yacob i Morrison w środku. W porównaniu z WBA Szkota Irvine’a widzieliśmy o wiele więcej długich, górnych piłek. Nie było też pressingu drużyny, nawet napastników, którzy cofali się na własną połowę, formację w defensywie były blisko siebie, praktycznie nie zostawiające miejsca piłkarzom Steve’a Bruce’a. To na pewno będzie charakteryzowało tę ekipę do końca sezonu. Dodatkowo należy pamiętać, że CP Pulisa kampanii 13/14 miało najniższe średnie posiadanie piłki w lidze, na poziomie 34,5%. „Orły” wówczas wygrywały większość meczów 1:0(choćby z Chelsea na Selhurst Park), co idealnie oddaje cechy, na które stawia były już trener Palace.











