Cechą specyficzną Premier League jest to, że żadne wydarzenie nie jest jej straszne. Dlatego tradycyjnie w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, zwanym na Wyspach Boxing Day, swoje spotkania 19. kolejki rozegrają wszystkie drużyny ligi. Obejdzie się wprawdzie bez hitów, a najciekawsze spotkanie rozgrywane będzie w Birmingham, gdzie zmierzy się Aston Villa i Arsenal.
Kolejkę otworzy jednak pojedynek Stoke z Manchesterem United. Goście powrócili do kraju w glorii zwycięzców Klubowych Mistrzostw Świata i rozpoczynają nadrabianie ligowych zaległości. W jutrzejszym meczu są murowanymi faworytami, mimo że nie do końca wiadomo, w jakiej formie będą piłkarze sir Alexa Fergusona. Wiadomo za to, że Stoke nie wygrało od pięciu spotkań, a w pierwszym meczu tych drużyn padł wynik aż 5:0 dla „Czerwonych Diabłów”. Być może jutro tyle bramek nie zobaczymy, ale każdy inny wynik niż zwycięstwo gości będzie odbierany jako spora sensacja.
Potyczki liderów
Liverpool podejmie na Anfield Road dziewiąty w tabeli Bolton. Na ławce trenerskiej powinien już zasiąść Rafa Benitez, który z powodu wizyty w szpitalu opuścił ostatni mecz ligowy z Arsenalem. Do składu może powrócić Fernando Torres, ale zapewne nie wybiegnie w podstawowym składzie. Tym bardziej, że w spotkaniu z „Kanonierami” swoją wartość dla drużyny udowodnił Robbie Keane. Z kolei szanse na występ Ebiego Smolarka są bliskie zeru.
Jeżeli „The Reds” się potkną, w tabeli zapewne ich wyprzedzi i zajmie pozycję lidera Chelsea Londyn, która zagra u siebie z ostatnim w tabeli West Bromwich Albion. Przy absencji Johna Terry’ego i kontuzji Ricardo Carvalho Felipe Scolari będzie miał problem z obsadą pary stoperów. Być może obok Alexa pojawi się Wayne Bridge, ale największe szanse na występ ma jednak Bronislav Ivanovic, sprowadzony jeszcze za czasów Jose Mourinho. Na środku ataku być może wystąpi Didier Drogba i da odpocząć najlepszemu strzelcowi Premier League – Nicolasowi Anelce.
„The Villans” przed szansą
Trudne zadanie stoi przed Markiem Hughesem. Jego Manchester City, być może najbogatszy klub na świecie, sensacyjnie znajduje się w strefie spadkowej, a w piątek podejmie nie byle kogo, bo rewelacyjnego beniaminka z Hull. „Citizens” wygrali zaledwie jedno z ostatnich dziewięciu spotkań i w poprawie sytuacji mogą im nie pomóc nawet styczniowe zakupy. Tak więc faworytem tego meczu są raczej goście, mimo iż w ostatniej kolejce zostali rozgromieni przed własną publicznością przez rozpędzony Sunderland. Nie należy jednak zapominać, że wcześniej zatrzymali Liverpool na Anfield Road i tracą zaledwie jeden punkt do Arsenalu Londyn.
I właśnie zakończenie kolejki w Birmingham pomiędzy solidną Aston Villą a zdziesiątkowanym Arsenalem wydaje się być najciekawszym wydarzeniem Boxing Day. Obie drużyny już raczej nie mają co myśleć o mistrzostwie, a Arsenal musi się zacząć obawiać o pozycję, która zagwarantuje im udział w Lidze Mistrzów. W listopadzie na Emirates Stadium górą byli podopieczni Martina O’Neilla, którzy w tym sezonie wreszcie zaczęli grać na miarę swoich możliwości. Były manager Celticu najbardziej wychwala skrzydłowego Ashley’a Younga, którym poważnie zainteresowany jest Real Madryt. Jutro „The Villans” zagrają bez swojej podpory defensywy, wiekowego Duńczyka, Martina Laursena. Ta jednak absencja w porównaniu z sytuacją kadrową „Kanonierów” wydaje się jeszcze łatwa do przełknięcia. Arsene Wenger nie będzie mógł skorzystać z pauzującego za czerwoną kartkę Adebayora oraz kontuzjowanych: Fabregasa, Walcotta, Toure i Bendtnera, nie wspominając już o Rosickim i Eduardo. Francuz nie traci optymizmu, ale Arsenal w tym spotkaniu na pewno nie jest faworytem. A jeżeli Aston Villa wygra z nimi po raz drugi, „Kanonierzy” będą musieli się poważnie zastanowić nad startem w Pucharze UEFA w przyszłym sezonie.










