Po emocjach związanych z Pucharem Anglii do gry wraca Premier League. Kolejka numer 24 rozegrana zostanie nietypowo, ponieważ w środku tygodnia. Szykuje się kilka naprawdę ciekawych spotkań, a najbardziej obiecująco wyglądają pojedynki Arsenalu z Liverpoolem oraz Manchesteru United z Southamptonem, w którym magiczny ofensywny kwartet sir Aleksa Fergusona będzie starał się powstrzymać nasz Artur Boruc.
Gol Clinta Dempseya na 1:1, zdobyty w zeszłej kolejce przeciwko United w doliczonym czasie gry, uatrakcyjnił nam niezwykle sytuację w tabeli BPL. Różnica pomiędzy oboma sąsiadami z Manchesteru wynosi bowiem już zaledwie pięć punktów, co możemy przełożyć na dosłownie dwa rzuty beretem. Sir Alex wie, że to nie przelewki i był już taki klub, który miał w styczniu przewagę 12 punktów nad drugim zespołem w tabeli, a mimo to przegrał wyścig o mistrzostwo Premier League. Tym klubem było Newcastle, a przewagę straciło właśnie na rzecz ekipy sir Aleksa w sezonie 1995/1996. Ferguson wie, że pięć punktów to nic i trzeba pilnować się podwójnie, nerwowo spoglądając przez ramię na galopujących sąsiadów z niebieskiej części Manchesteru. Będzie się działo.

Cztery mecze rozegrane zostaną dzisiaj, a pozostałych sześć jutro. Na pierwszy ogień idzie Newcastle. O dziwnym styczniu na St James’ Park pisałem już tutaj, nie ma więc sensu ponownie rozpisywać się o Alanie Pardew i jego poświątecznych zakupach w Leroy Merlin. Pewne jest jedno. „Sroki” będą mocne, a po wzmocnieniach wyglądają na papierze imponująco. Ekipa z Newcastle potrzebuje jednak punktów, ale przyjeżdża do drużyny spisującej się jeszcze mizerniej niż „Sroki” w obecnej kampanii. Aston Villa to obecnie zbieranina na poziomie Championship i mogą ją uratować jedynie indywidualne przebłyski Bentekego bądź Agbonlahora. Zdecydowanym faworytem „Le Chateau Nouveau”.
Ciekawie będzie na Loftus Road, gdzie aktualny mistrz Manchester City przyjeżdża, by zmierzyć się z ekipą Harry’ego Redknappa. Sytuacja w QPR wygląda trochę jak czeski film – dodamy trochę tu, trochę tam i zobaczymy, co z tego wyjdzie. „Harry Houdini” wrzuca co rusz nowe składniki do swojego magicznego kociołka Panoramiksa, szukając zwycięskiej magicznej formuły. W styczniu doszedł Loic Remy, „Rangersi” starają się także o pozyskanie mocno sfrustrowanego Petera Odemwingie z WBA. City natomiast znów są mocni. Zdaje się, że poczuli krew „Czerwonych Diabłów” i ruszyli w pogoń za odwiecznymi rywalami. Pięć punktów to niedużo. Ekipa Manciniego nie powinna mieć problemów ze zdobyciem kompletu punktów przeciwko QPR.














