Po ponadtygodniowej przerwie spowodowanej rozgrywkami FA Cup wracamy na boiska Premier League. Tym razem zespoły będą walczyły o ligowe punkty w ramach 21. kolejki obecnego sezonu. Co prawda zabraknie wielkich hitów, ale i tak będzie ciekawie, bo kiedy w ogóle na angielskich boiskach jest nudno?
Tradycyjnie najwięcej meczów rozegranych zostanie w sobotę o 16. Tutaj na czoło wysuwa się chyba spotkanie Chelsea z Sunderlandem. Wydawać by się mogło, że gospodarze są zdecydowanym faworytem, ale czy na pewno? Po pierwsze „Czarne Koty” od przejęcia sterów przez Martina O’Neilla grają wspaniale. Jedyny mecz za jego kadencji przegrały na White Hart Lane prawie miesiąc temu i od tego czasu są niepokonane. W gronie przegranych znalazł się nawet sam Manchester City i jeśli weźmiemy pod uwagę tabelę z pięciu ostatnich spotkań, to Sunderland jest na trzecim miejscu. Jedenaście pozycji wyżej niż Chelsea! „The Blues”, co prawda, podnoszą się ze świąteczno-noworocznego kryzysu, ostatnio wygrali z „Wolves” i Portsmouth, ale i tak ich forma pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Poza tym w zeszłym sezonie na Stamford Bridge było 3:0 dla… przyjezdnych. Czy i tym razem będziemy świadkami niespodzianki?

Ciekawie powinno być również na Anfield, gdzie Liverpool podejmie Stoke. Co prawda „The Reds” u siebie jeszcze nie przegrali, ale i tak mogą narzekać na grę u siebie, aż sześć razy bowiem remisowali, przy zaledwie czterech wygranych. Stoke to natomiast bardzo solidna ekipa, która zresztą w obecnych rozgrywkach już raz odprawiła LFC z kwitkiem. Zawodnicy z miasta Beatlesów są jednak w bardzo dobrej formie, ostatnio wygrali na wyjeździe z samym Manchesterem City. Do dobrej dyspozycji wraca Steven Gerrard, który w czterech ostatnich spotkaniach zdobył trzy bramki. Z drugiej strony niedawno barierę stu goli strzelonych w Premier League przekroczył Peter Crouch. Czy zemści się on na swoich byłych kolegach z zespołu?
Na Old Trafford natomiast Manchester United podejmie Bolton. „Czerwone Diabły” z powodu wielu kontuzji i błędów bramkarzy tracą ostatnio mnóstwo goli – aż siedem w trzech poprzednich meczach. Po dwóch fatalnych występach z Blacburn (2:3) i Newcastle (0:3) podopieczni Fergusona nieco odbili się od dna, pokonując na wyjeździe Manchester City 3:2, ale i tak dali sobie wbić dwie bramki, grając z przewagą jednego zawodnika. Teraz dochodzą problemy zdrowotne kolejnych obrońców – Ferdinand dopiero wyleczył grypę żołądkową, a pod znakiem zapytania stoi gra Jonesa i Smallinga. Spotkanie z trzecim od końca w tabeli Boltonem wydaje się spacerkiem, jednak pomni sylwestrowych wydarzeń na Old Trafford gospodarze podejdą pewnie do niego maksymalnie skoncentrowani. Może być im łatwiej, jeśli Gary Cahill porozumie się ostatecznie z Chelsea (według Skysports.com pojechał on w piątek do Londynu na testy medyczne i by podpisać kontrakt) i nie zagra w Manchesterze. Zobaczymy również, czy kolejną okazję do gry otrzyma ściągnięty z emerytury Paul Scholes i kto stanie między słupkami bramki United – De Gea czy Lindegaard.











