Siedemnasta kolejka mimo że bez wielkich „hitów”, będzie mogła się podobać. Na szczególną uwagę zasługują przede wszystkim dwa spotkania. W Liverpoolu, do którego przyjedzie Hull, oraz w Londynie pomiędzy Tottenhamem a Man U.
Meczem, który zainauguruje siedemnastą kolejkę, będzie potyczka Middlesbrough z Arsenalem Londyn. Piłkarze Boro ulegli ostatnio w Hull 1:2, lecz beniaminek jest już znany z tego, że walczy do końca i potrafi wygrywać z dużo lepszymi od siebie. „Kanonierzy” zaś wracają na właściwe tory, o haniebnych porażkach z Aston Villą (0:2) czy z Manchesterem City (0:3) już raczej zapomnieli i biorą się za odrabianie strat. Arsene Wenger na ostatni mecz fazy grupowej LM do Porto nie zabrał swoich kilku najważniejszych zawodników i zapowiedział, że Arsenal wraca do walki o tytuł mistrza w lidze. Middlesbrough w tamtym sezonie z Arsenalem nie przegrało, na Emirates padł remis 1:1, a na Riverside Stadium Boro wygrało 2:1.
Aston Villa ma szansę kolejny raz udowodnić, że jest poważnym kandydatem do „bójki” o pierwsze cztery miejsca w tabeli Premiership. „The Villans” zmierzą się na Villa Park z Boltonem. Bolton gra w tym sezonie „w kratkę”. Dobre występy przeplata z bardzo słabymi. Na wyjazdach gra jednak całkiem przyzwoicie, więc gospodarze tego spotkania, aby osiągnąć korzystny rezultat, będą musieli się bardziej postarać. Miejmy nadzieję, że trener Boltonu, Gary Megson, pozwoli zagrać Euzebiuszowi Smolarkowi i desygnuje naszego reprezentanta na plac gry choćby na kilka ostatnich minut, jak zwykł to robić wcześniej.
Dużo emocji szykuje nam się w ten weekend na Anfield Road. Do Liverpoolu przyjeżdża Hull City po kolejne punkty. Lider zespołu, Brazylijczyk Geovanni zapowiedział, że „Tygrysy” nie boją się grać z takimi zespołami i na pewno nie jadą się bronić. Powalczą do ostatnich minut o jak najkorzystniejszy wynik. Wiele w tym meczu zależy tak naprawdę od dyspozycji dwóch zawodników, Stevena Gerrarda i Alberta Riery. Pierwszy jest siłą napędową „The Reds”, drugi jest w znakomitej formie i ostatnio świetnie sobie radzi. W sobotę nie zagrają natomiast Torres, Fabio Aurelio i Skrtel. Hull City mierzyło się z Liverpoolem dwanaście razy, dwa razy padł remis, a wszystkie pozostałe mecze wygrywali zawodnicy „The Reds”. Jutro będzie szansa zakończyć tę niechlubną passę.
„Bogacze” z Manchesteru City na swoim stadionie ugoszczą w sobotę drużynę Evertonu. Ktokolwiek w Liverpoolu wierzy w spektakularne transfery City, w styczniu na pewno zda sobie sprawę z tego, że jest to chyba ostatnia taka niepowtarzalna szansa na pokonanie drużyny z Manchesteru. W przyszłym roku, kiedy arabscy właściciele „naszpikują” swój klub, jak zapowiadali, „gwiazdami światowego formatu”, ciężko będzie urwać im punkty, szczególnie na City of Manchester Stadium.
Mniej wesoło zapowiada się pojedynek w Londynie. Tottenham zagra z Manchesterem United. Tam walka na całego. „Koguty” zaczęły wygrywać. Przemieszczają się w górę tabeli, ale przed nimi bardzo poważny sprawdzian. „Diabły” muszą wygrywać, żeby dogonić dwóch samotnych liderów tabeli. Manchester ma ku temu aspiracje, a już na pewno napastników, którzy potrafią strzelać bramki.










