W 16. kolejce angielskiej Premier League na pewno nie zabraknie emocji. Kilka świetnych zespołów ma coś do udowodnienia swoim kibicom, teraz nadarzy się ku temu świetna okazja.
Hitem najbliższej kolejki będzie spotkanie Liverpoolu z Arsenalem Londyn na Anfield Road. „Kanonierzy” zajmują co prawda trzecie miejsce w tabeli, ale w tym sezonie przegrali wszystkie mecze ligowe z najsilniejszymi ekipami Premier League. Los skonfrontował już raz w tym sezonie Liverpool i Arsenal w czwartej rundzie Carling Cup. Podopieczni Arsene’a Wengera zwyciężyli to spotkanie 2:1 po golach Frana Meridy i Nicklasa Bendtnera, honorową bramkę dla „The Reds” zdobył Insua. Liverpool jest w fatalnej formie. Z czternastu ostatnich spotkań piłkarze z Anflield Road wygrali tylko trzy. Dwa dni temu Liverpool z wielkim wstydem pożegnał się z Ligą Mistrzów, przegrywając na swoim stadionie z Fiorentiną, dla której ten mecz był już tylko prestiżowy. Arsenal ma ogromne problemy z napastnikami. Na szpicy w spotkaniu z Liverpoolem wystąpi zapewne po raz kolejny Andrei Arshavin. Bilans meczów obu zespołów przemawia na korzyść „The Reds”, ale w niedzielne popołudnie nie będzie miało to większego znaczenia.
W innym ciekawym spotkaniu Manchester United na Old Trafford podejmie Aston Villę. „The Villans” ostatni raz wygrali z Manchesterem w sierpniu 1995 roku. Wydaje się niemożliwe, żeby „Czerwone Diabły” dały się pokonać, będąc w takiej formie, a w dodatku grając na swoim stadionie. Wbrew pozorom goście będą mieli dużą szansę na sprawienie małej niespodzianki. Obrona Manchesteru jest ostatnio dziurawa z powodu kontuzji siedmiu z ośmiu defensorów drużyny z Old Trafford. W ostatnim spotkaniu przeciwko Wolfsburgowi na plac gry wybiegł tylko jeden obrońca i to w dodatku ten najbardziej usposobiony ofensywnie, Patrice Evra. Aston Villa jest w świetnej formie, a kilka tygodni temu pokonała Chelsea. Podopieczni Martina O’Neilla kontynuują passę pięciu spotkań bez porażki i kto wie co wydarzy się na Old Trafford…
Chelsea Londyn jest w małym kryzysie, nie da się ukryć, że w ekipie Carlo Ancellottiego coś nie gra. Ostatnie trzy mecze pokazały, że londyńczykom coś doskwiera. Przegrane z Blackburn i Manchesterem City oraz remis ze słabiutkim APOELEM na własnym stadionie świadczą o tym, że nawet lider w tabeli Premier League miewa słabsze momenty i potrafi przegrywać. Everton nie jest już tym zespołem, co w zeszłym sezonie, ale „The Toffees” pokazali, że grają „w kratkę” i świetne mecze przeplatają z bardzo słabymi. Jeśli Chelsea trafi na dobre spotkanie gości, może mieć problem. Na pewno Everton nie przyjedzie bronić się na Stamford Bridge, a powalczyć z Chelsea o trzy punkty,
Tottenham w sobotę o godzinie 16:00 będzie miał okazję powtórzyć wyczyn sprzed kilkunastu dni, kiedy pokonał Wigan aż 9:1. Na White Hart Lane przyjedzie najsłabszy tegoroczny beniaminek ligi, Wolverhampton. „Wilki” bardzo słabo radzą sobie w lidze i zajmują aktualnie w tabeli trzecie miejsce od końca. Dużo będzie zależało w tym meczu od duetu Lennon – Defoe. Ci dwaj piłkarze „Spurs” wspólnie zdobyli już wiele bramek w tym sezonie, a Defoe jest liderem w tabeli strzelców z dwunastoma trafieniami na koncie.










