Nadchodząca kolejka angielskiej ekstraklasy zapowiada się niezwykle ciekawie. Na boiskach odbędą się między innymi spotkania pomiędzy liderem, Arsenalem Londyn, a Manchesterem City, który zamierza przeszkodzić w zdobyciu mistrzostwa ekipie rozpędzonych „Kanonierów” i zgarnąć im tytuł sprzed nosa.
Sobota, 14 grudnia, 13:45
Manchester City – Arsenal Londyn
Czy Aaron Ramsey postraszy ekipę „The Citizens”? (fot. Skysports.com)
16. kolejka Premier League będzie obfitowała w interesujące spotkania, jednak zdecydowanie najciekawszym starciem będzie mecz pomiędzy Manchesterem City a Arsenalem Londyn. „Kanonierzy” stracili w poprzedniej kolejce angielskiej ekstraklasy punkty, remisując na Emirates Stadium 1:1 z Evertonem. W ostatnim rozegranym spotkaniu w Lidze Mistrzów zostali pokonani przez Napoli i o mały włos nie zostali wyrzuceni za burtę najbardziej elitarnych klubowych rozgrywek europejskich. Manchester City z drugiej strony również gubił punkty w lidze, remisując 1:1 z Southamptonem, jednak ostatnim meczem rozegranym przez „The Citizens” było fenomenalne widowisko, w którym nie zabrakło dramaturgii, czyli potyczka z Bayernem Monachium, uznawanym przez wielu za aktualnie najlepszą drużynę Europy, w ostatniej kolejce Ligi Mistrzów. Piłkarze City dali swoim kibicom wiele powodów do radości. Odwrócili losy, jak się wydawało, spisanego na straty meczu na wyjeździe, w którym przegrywali w pierwszych 12 minutach 2:0, ostatecznie zwyciężając 3:2. Oba kluby mają mistrzowskie aspiracje. W lidze prezentują podobną formę, bo w ostatnich sześciu spotkaniach wygrali po cztery mecze, jeden remisując, a jeden przegrywając. Statystyki pokazują, że drużyny zawsze toczą zacięte boje ze sobą, gdyż w ostatnich dziesięciu spotkaniach pomiędzy nimi czterokrotnie wygrywał Manchester City, trzykrotnie Arsenal i również trzykrotnie punkty zostały podzielone. Mający sześciopunktową przewagę nad gospodarzami sobotniego spotkania Arsenal przegrał w tym sezonie Premier League na wyjeździe tylko raz, jednak ostatnie starcie Manchesteru City z Bayernem Monachium pokazuje, że kimkolwiek przeciwnik by nie był, piłkarze dadzą z siebie wszystko i nikt nie może być pewien wyniku. Dodatkowym atutem przemawiającym na korzyść „The Citizens” jest fakt, że wygrali na Etihad Stadium wszystkie siedem spotkań, które na nim rozegrali, strzelając ponad cztery bramki na mecz. Czy będący w fenomenalnej formie Aaron Ramsey połączony w sile z robiącym furorę w angielskiej ekstraklasie Mesutem Oezilem będą w stanie zatrzymać rozpędzone City, w którym ponownie jak na zawołanie strzela Sergio Aguero, dowiemy się już w sobotnie popołudnie.
Nadchodząca kolejka BPL zapowiadająca się pasjonująco (fot. skysports.com)
Spotkanie pomiędzy okupującymi odpowiednio 16. i 15. miejsce w tabeli Cardiff City i West Bromwich Albion wcale nie spowoduje, że mecz nie będzie ciekawy. Jest to pierwsze starcie w historii Premier League pomiędzy tymi drużynami. Gospodarze szukają formy po ostatnim przegranym meczu z Crystal Palace, chcą odskoczyć od strefy spadkowej, nad którą mają jeden punkt przewagi. Z kolei West Bromwich Albion w ostatnich pięciu spotkaniach zdobył tylko dwa oczka, remisując na wyjeździe z Chelsea wynikiem 2:2 i na własnym stadionie z Aston Villą tym samym wynikiem. Cardiff City nie spisuje się najlepiej w pierwszym, historycznym sezonie walijskiego klubu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Fraizer Campbell z pewnością będzie starał się pomóc kolegom z zespołu, by zostać na kolejny sezon w Premier League, a pierwszym krokiem, by osiągnąć ten cel, będzie pokonanie rezerwowego bramkarza West Brom, gdyż Ben Foster, podstawowy golkiper Albionu, leczy uszkodzoną stopę. Niepewny jest również występ Nicolasa Anelki, który ostatnio również zmagał się z kontuzją. Kto oddali się od strefy spadkowej, będzie jasne około godziny 18.
Sobota, 14 grudnia, 16:00
Chelsea – Crystal Palace
Yoan Gouffran to wiodąca postać w drużynie dowodzonej przez Alana Pardew (fot. francefootball.fr)
Goniąca lidera Premier League Chelsea z pewnością będzie chciała zdetronizować zajmujące przedostatnie miejsce w tabeli Crystal Palace. Zespoły spotykały się ze sobą ośmiokrotnie, Crystal Palace nigdy nie zdołało wygrać ze Stamford Bridge. Drużyna Jose Mourinho w ostatnich pięciu meczach zgromadziła dziesięć punktów, nie przegrała u siebie żadnego meczu w tym sezonie i tylko raz zremisowała. By mieć jeszcze szanse dogonienia w tabeli fenomenalnie radzącej sobie drużyny Arsenalu, piłkarze „The Blues” takie mecze muszą po prostu wygrywać. Z drugiej strony humory może pokrzyżować graczom były piłkarz lokalnego rywala i aspirującego do tytułu Arsenalu, Marouane Chamakh, który pomimo słabego początku sezonu, kiedy strzelił tylko jedną bramkę w ciągu 13 spotkań, w ostatnich dwóch meczach zdobył dwa gole i może zachować podobną skuteczność przeciwko „Niebieskim”. Crystal Palace poczuło wiatr w skrzydłach, zdobywając w ciągu pięciu ostatnich meczów tyle samo punktów, co sobotni przeciwnicy. Wygrało trzy z pięciu spotkań, jedno remisując, a jedno przegrywając. Czy Marouane Chamakh postara się uprzykrzyć ekipie Jose Mourinho pościg za liderem Premier League? Po drodze będzie musiał minąć zdecydowanie wyżej notowanych przeciwników, a Frank Lampard, który przeżywa drugą młodość wespół z Edenem Hazardem i Oscarem, zdecydowanie nie ułatwią bramkarzowi gości życia, gdyż trio ma w tym sezonie strzelonych razem już piętnaście bramek, co znacznie przyczyniło się do tego, że Chelsea znajduje się na 3. miejscu w tabeli i nadal zachowuje szanse na mistrzostwo kraju.
Sobota, 14 grudnia, 16:00
Everton – Fullham
Sam Allardyce, szkoleniowiec West Ham United (fot. skysports.com)
Świetnie spisujący się w tym sezonie Everton jakby zyskał na odejściu Davida Moyesa do Manchesteru United. Zajmujący miejsce premiowane awansem do europejskich rozgrywek klub podejmuje na Goodison Park Fullham, który musi zdobywać wszystkie możliwe punkty, jakie się da, by uniknąć spadku. Faktem przemawiającym zdecydowanie na korzyść gospodarzy, poza dobrą formą i pokonaniem już w tym sezonie chociażby Manchesteru United i Chelsea, jest to, że „The Toffees” w tym sezonie nie przegrali jeszcze na własnym stadionie. W historii spotkań pomiędzy tymi drużynami Fullham nigdy nie zdołało wyrwać chociażby punktu na Goodison Park, a w dziesięciu pojedynkach zdołało tylko raz wygrać u siebie, a także dwukrotnie zremisować. Fullham szuka formy. W ostatnich sześciu spotkaniach zdołało wygrać tylko z Aston Villą, za to piłkarze Roberto Martineza przegrali tylko jedno dotychczasowe spotkanie z Manchesterem City na początku października. Do fenomenalnej formy sporo dokłada wypożyczony z Chelsea Romelu Lukaku, który zajmuje 4. miejsce w tabeli strzelców Premier League z ośmioma trafieniami. Wynik meczu jest do przewidzenia, jednak wiadomo, że niejednemu faworytowi zdarzały się błędy, a teoretycznie słabsze kluby robiły niemiłe niespodzianki rywalom.
Sobota, 14 grudnia, 16:00
Newcastle United – Southampton
Czy Crouch i spółka pokonają Hull City? (fot. Skysports.com)
Newcastle nie jest już tym samym klubem, co za czasów występów Alana Shearera, ale Alan Pardew ma na niego pomysł. Powoli masowe sprowadzanie obcokrajowców do „The Magpies” powoduje, że Newcastle znajduje się na siódmym miejscu w tabeli tylko dwa punkty za strefą promowaną występami w europejskich pucharach. Najskuteczniejsi w szeregach piłkarzy z St. James’ Park Loic Remy i Yoan Gouffran z pewnością nie mogę doczekać się strzelania, które urządzą sobie przeciwko Southampton, gdyż plaga kontuzji piłkarzy Southampton dotknęła nie tylko podstawowego bramkarza „The Saints” , Artura Boruca, który fenomenalne spotkania przeplata kolosalnymi wpadkami, ale również jego nominalnego zastępcę, więc w bramce stanie trzeci golkiper zespołu. W drużynie z St. Mary’s Stadium kontuzjowani są również Nathaniel Clyne, Victor Wanyama, Kelvin Davis. Wystawiając w większości rezerwowy skład, Southampton musi się liczyć z tym, że zostanie postawione naprzeciw drużyny, która w ubiegłym tygodniu pokonała po raz pierwszy Manchester United od 1972 roku na Old Trafford. Newcastle z pewnością będzie chciało pokazać, że wynik ten nie był dziełem przypadku i umocnić się na pozycji, z której mogą atakować europejskie puchary.
Sobota, 14 grudnia, 16:00
West Ham United – Sunderland
W obliczu kontuzji Robina van Persiego to Wayne Rooney decydować będzie o sile ofensywnej MU (fot. Skysports.com)
Szkoleniowiec gospodarzy, Sam Allardyce, uważa, że jest to kluczowe spotkanie dla jego klubu. Znajdujący się na ostatniej lokacie w tabeli Sunderland jest tylko pięć punktów za sobotnim przeciwnikiem. W ostatnich dziesięciu spotkaniach pomiędzy tymi drużynami kluby podzieliły się punktami, oba wygrały po cztery pojedynki, a dwa zakończyły się remisem, w tym ostatnie, rozegrane w sierpniu 2012 roku. Sunderland jest w zdecydowanie gorszej sytuacji w tym sezonie, gdyż w meczach wyjazdowych zdobył do tej pory tylko dwa punkty, remisując na początku sezonu z Southampton, a potem z Aston Villą pod koniec listopada. „Młoty” wygrały do tej pory tylko dwa mecze na własnym stadionie, ale z pewnością dołożą wszelkich starań, by oddalić się od strefy spadkowej i pogrążyć jednego z głównych pretendentów do spadku.
Sobota, 14 grudnia, 18:30
Hull City – Stoke City
Luis Suarez może pokrzyżować plany Tottenhamu (fot. skysports.com)
Typowy mecz środka tabeli, czyli może się wydarzyć dosłownie wszystko. To „The Potters” zwyciężyli w meczu z Chelsea, gdy skazywano ich na miażdżącą porażkę. Piłkarze z Brittania Stadium w ostatnich czterech meczach dwukrotnie pokonywali rywali, raz zremisowali i raz przegrali spotkanie. „The Tigers” z kolei w ostatnich czterech kolejkach dwukrotnie zostali pokonani, w tym przez jedną z najgorzej prezentujących się drużyn w tym sezonie, czyli Crystal Palace oraz lidera tabeli, Arsenal. Jedyna wygrana w ostatnich czterech meczach przyszła z świetnie spisującym się Liverpoolem. Oba kluby spotykały się na murawie tylko czterokrotnie, dwukrotnie z pełną zdobyczą punktową po stronie Stoke, raz na korzyść Hull City. Nie można jednak pominąć faktu, że piłkarze z KC Stadium całkiem nieźle radzą sobie na własnym terenie, gdzie zdobyli aż 14 z 18 dotychczas zgromadzonych punktów, pokonując poza Liverpoolem Norwich, Sunderland i West Ham, za to „The Potters” zebrali tylko 4 punkty na wyjeździe, w tym trzy z West Ham. Ze strony gospodarzy kontuzjowani są: Paul McShane, Stephen Quinn oraz Sone Aluko, natomiast goście nie będą mogli za kartki wystawić Jonathana Waltersa, a urazy leczą Erik Pieters oraz Charlie Adam, którego kontuzja powoduje, że Steve Bruce, menedżer Hull, nie jest pewien, czy gracz pojawi się na boisku.
Niedziela, 15 grudnia, 14:30
Aston Villa – Manchester United
Spisujący się zdecydowanie poniżej oczekiwań w pierwszym sezonie urzędującego jako menedżer Davida Moyesa Manchester United wyjeżdża na Villa Park w poszukiwaniu punktów. Nie będzie to jednak łatwe zadanie. W przypadku „Czerwonych Diabłów” trudno jest w tym sezonie powoływać się na statystyki, mając w pamięci pierwsze od wielu lat porażki z Evertonem czy Newcastle. Mimo tego w dziesięciu poprzednich spotkaniach pomiędzy tymi drużynami sześciokrotnie z tarczą wychodził z pojedynku Manchester United, a tylko raz udało się piłkarzom Aston Villi zdobyć trzy punkty. To Aston Villa ma lepszy bilans ostatnich czterech spotkań, w których zebrał pięć punktów, remisując dwukrotnie, a raz pokonując Southampton. Aktualni mistrzowie Anglii w takiej samej liczbie spotkań zaliczyli po dwie porażki i remisy, notując właśnie dwie historyczne klęski z Newcastle i byłym klubem aktualnego szkoleniowca United. Zdecydowanie największym problemem mistrzów, poza fatalną formą, jest kolejna już w tym sezonie kontuzja Robina van Persiego, który nie zagra przez co najmniej cztery następne tygodnie. To właśnie bramki i wypracowane akcje Holendra wspólnie z Waynem Rooneyem, który w przeciwieństwie do klubu ma kolejny, świetny sezon, powodują, że Manchester strzelił aż 15 z 22 zdobytych przez klub bramek i sytuacja nie jest jeszcze gorsza. Z drugiej strony piłkarze z Villa Park zdobyli na własnym terenie jedynie siedem punktów, zgarniając pełną pulę punktową tylko dwukrotnieprzeciwko drugiemu z Manchesterów i Cardiff. Nie ma co ukrywać, „Czerwone Diabły” są osłabione, grają zdecydowanie poniżej oczekiwań i teraz jest najlepszy czas, by z tą drużyną wygrywać. Może nawet pobić kolejny rekord, czyli brak zwycięstwa nad United na Villa Park od 1995 roku. Za to Wayne Rooney postara się zostać samotnym liderem w historii Premier League, jeśli chodzi o bramki przeciwko jakiemukolwiek przeciwnikowi. Anglik ma ich ustrzelonych przeciwko Aston Villi aż dziesięć i zdecydowanie będzie próbował zdobyć kolejne.
Niedziela, 15 grudnia, 14:30
Norwich – Swansea
Podopieczni Chrisa Hughtona przeplatają przegrane mecze wygranymi. W ostatnich sześciu pojedynkach zdobyli dziewięć punktów przeciwko West Brom, Crystal Palace i West Ham. Swansea z gorszym dorobkiem punktowym o jedno oczko postanowiła wykorzystać wszystkie możliwe wyniki meczów i dwukrotnie wygrała, zremisowała i przegrała z rywalami, zdobywając pełną pulę punktów przeciwko Fullham i Newcastle. Obie drużyny spotykały się tylko czterokrotnie, ale „Łabędzie” zdobyły wówczas tylko jeden punkt. Warto również wspomnieć o tym, że piłkarze z Liberty Stadium mogą być zmęczeni zintensyfikowaną ilością spotkań, gdyż pomimo porażki ze szwajcarskim St. Gallen awansowali w czwartek do fazy pucharowej Ligi Europejskiej. Z pewnością zmęczenie da o sobie znać. Jeśli „Kanarkom” uda się zwyciężyć nad walijską drużyną, przeskoczą ich w tabeli. Oczywiście piłkarze Michaela Laudrupa tanio skóry nie sprzedają.
Niedziela, 15 grudnia, 17:00
Tottenham Hotspur – Liverpool
Bezprecedensowo najciekawsze niedzielne spotkanie nie bez powodu przesunięte na późniejszą godzinę niż pozostałe. Oba kluby zwyciężyły swoje dwa poprzednie pojedynki, z tym że podopieczni Brendana Rodgersa ponieśli kompromitującą porażkę z Hull City na początku grudnia, a „Spurs” zremisowali z Manchesterem United. Przyjeżdżający na White Hart Lane Reds zaskakująco nie mają czym się jednak chwalić, jeśli chodzi o mecze wyjazdowe, gdyż dwukrotnie ponieśli porażkę, a trzykrotnie podzielili się punktami z rywalami. Tottenham zatrzymał za to rozpędzoną Chelsea, remisując z nią na własnym terenie, co może pokazywać, jak w tym sezonie bronią dostępu do własnej bramki „Spurs”. W dziesięciu poprzednich spotkaniach to gospodarze zwyciężali sześciokrotnie, a „Reds” potrafili pokonać „Spurs” trzykrotnie. Jednak teraz Liverpool ma atut, przed którym drży cała liga: duet Daniel Sturridge i Luis Suarez. Wspólnie panowie strzelili już aż 24 bramki w 15 spotkaniach, co daje ponad półtorej bramki na mecz. Mimo że pozycja Arsenalu na tę chwilę jest niezagrożona, gdyż „Kanonierzy” mają pięciopunktową przewagę nad Liverpoolem i Chelsea, nic nie stoi na przeszkodzie, by zmniejszyć stratę do dwóch punktów. Jednak przy idealnym scenariuszu „Spurs” mogą awansować nawet na drugie miejsce, a dla klubu, który chce walczyć o najwyższe trofea taka motywacja jest bardziej niż wystarczająca.
Widzę, że Premier League wraca na igol.pl – to
cieszy :)
Co do Crystal Palace – są w pewnego rodzaju dobrej
formie (kilka remisów i zwycięstw), a patrząc na
obecną formę Chelsea, będzie strasznie ciężko.
~
~Kanonier90
No pierwszy meczyk i już hicior mam nadzieje że
będzie warto i może jakieś punkciki wpadną maybe
:P
~
~josif
W lfc nie zagra STU z powodu kontuzji, redaktor
powinien to wiedziec zanim zabierze się za pisanie
artykułu. Takie głupoty to każdy może napisać,
oczywistą oczywistość.
CHelsea gra tak słabo, ze boje sie o posade mou.:)
Manu to też kompletne dno, jeśli moyes nie wymysli
czegoś ciekawego to o top4 nie mają co marzyć.
Spursi maja jeden z najmocniejszych składów,
napewno jeśli chodzi o sumę warrości piłkarzy,
ale nie ma to przełożenia na wynik.
Jedynie arsenal, citizens i lfc pokazują jakiś
poziom, chociaż i u nich jakieś wpadki były np.
lfc z hull :)