Czy Man United odkupi swoje europejskie grzechy i zrehabilituje się w jakimś stopniu za porażkę z Bazyleą? Czy zwycięskie serie podtrzymają świetnie ostatnio grające ekipy z północnego Londynu? I wreszcie, czy rozpędzającej się Chelsea uda się, jako pierwszej, zatrzymać płaczący po odpadnięciu z Ligi Mistrzów Manchester City? Odpowiedzi na te i inne pytania poznamy w 15. kolejce Premier League.
W sobotę nie będzie żadnych meczów ani o 13:45, ani o 18:30, za to całe skumulowanie emocji czeka nas o 16. Wtedy bowiem odbędzie się aż siedem spotkań. Można zaryzykować stwierdzenie, że najciekawiej zapowiada się starcie Arsenalu z Evertonem. Dla „The Toffees” twierdza Emirates pozostaje nadal niezdobyta i ciężko przewidywać, żeby jutro miało stać się inaczej. I to mimo problemów Wengera z zestawieniem linii obrony, w Arsenalu bowiem kontuzjowanych jest aż czterech bocznych defensorów. Do Jenkinson, Gibbsa i Sagny dołączył po ostatnim spotkaniu Champions League w Pireusie Andre Santos. Do tego na liście nieobecnych znajdują się Fabiański, Diaby i Wilshere. Takie osłabienia zapewne zmuszą Wengera do wystawienia dość eksperymentalnej linii obrony, ale mimo wszystko to i tak gospodarze będą zdecydowanym faworytem. Moyes i jego podopieczni zanim zaczną się zastanawiać, jak pokonać Szczęsnego, będą musieli wymyślić jakiś sposób na powstrzymanie niezawodnego van Persiego.

Manchester United, który odpadł z Ligi Mistrzów po porażce w Bazylei będzie miał niezłą okazję do choć częściowej rehabilitacji. Na Old Trafford przyjedzie bowiem Wolverhampton. „Wilki” co prawda są podbudowane ostatnią wygraną z Sunderlandem, jednak w starciu z gigantem i tak stoją raczej na przegranej pozycji, i remis byłby już niemałą sensacją. Alex Ferguson ma za to inny ból głowy. Do już i tak długiej listy kontuzjowanych dołączył Nemanja Vidić. Kapitan United doznał urazu więzadeł i na boisko wróci dopiero w przyszłym sezonie.
W tym samym czasie zacznie się także spotkanie Liverpoolu z QPR. „The Reds” będą chcieli zmazać plamę po ostatniej porażce z Fulham i jeśli patrzyć w statystyki, to powinno im się udać. Na Anfield gospodarze ograli bowiem tego rywala aż 17 razy, dwukrotnie remisując i zaledwie raz przegrywając. Chociaż z drugiej strony, jeśli patrzymy na ten sezon, to u siebie LFC wygrało jak do tej pory tylko dwa razy, a zremisowało aż pięć, m.in. z dwoma pozostałymi beniaminkami – Norwich i Swansea. Czy QPR podtrzyma tę tradycję? Utrudnią to na pewno braki kadrowe w postaci pierwszego bramkarza, Kenny’ego, oraz Briana Murphy’ego i DJ’a Campbella. „Czerwoni”, do czego można się już było przyzwyczaić, wystąpią bez Gerrarda i Lucasa, którzy się leczą oraz zawieszonego Spearinga.













