Ciekawe, czy tworząc tak ciekawe spostrzeżenie, Mark Twain miał w świadomości, że pewnego dnia będzie ono idealnie pasowało do opisania sytuacji… w piłce nożnej? Słowa te nie padł wczoraj, lecz jakiś czas temu, a jednak nadal są aktualne, zwłaszcza gdy mówimy o poczynaniach europejskiej centrali piłkarskiej UEFA.
Szesnastego listopada, raptem parę dni temu, Czesi rozgrywali u siebie, w Pilznie, mecz eliminacyjny do Euro 2016 z Islandią. W 11. minucie spotkania dochodzi do pierwszej spornej sytuacji. Czesi stwarzają groźną sytuację pod bramką gości, ale sędzia liniowy odgwizduje spalonego. Budzi to wątpliwości. Kibice oglądający spotkanie w telewizji siedzą już na skraju fotela w oczekiwaniu na powtórkę, tak aby znów można było nawrzucać sędziemu, jeśli się pomylił. Powtórki jednak nie ma. Komentujący to spotkanie w czeskiej telewizji Jaromir Bosak mówi: „Chętnie pokazalibyśmy Państwu powtórkę, ale niestety nie możemy. UEFA zabrania tego telewizjom”. U ludzi czytających informację o tym incydencie po meczu ciśnienie rośnie, więc trudno sobie wyobrazić, co przeżywali ci, którzy oglądali go przed swoimi telewizorami…
Skąd takie ustalenie? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Ale decyzja została podjęta. Oficjalny komunikat mówi o zakazaniu emisji powtórek w przypadku spornych sytuacji dotyczących spalonych w spotkaniach: Ligi Mistrzów, Ligi Europejskiej oraz eliminacji do Euro 2016. Co ciekawe, centrala piłkarska w Nyonie dość uważnie śledzi również proces… informowania widzów o nowym prawie! Na zagranicznych portalach mało jest informacji na ten temat, co dodatkowo wzmaga aurę tajemniczości. Prawo UEFA dotyczące transmisji piłkarskich zakazuje również pokazywania efektów pirotechnicznych czy pustych miejsc na stadionach (choć przestrzeganie tych przepisów jest czasem trudne bądź kompletnie niemożliwe).
Patrząc głębiej w działalność UEFA, łatwo można zaobserwować, że to nie pierwsze kontrowersyjne decyzje tej instytucji związane, ogólnie mówiąc, z transmisją spotkań pod swoją egidą. W 2008 roku na Euro w Austrii i Szwajcarii w spotkaniu między Polską a Austrią doszło do kontrowersyjnego rzutu karnego w końcówce rywalizacji, który sprawił, że Polacy zremisowali z gospodarzami turnieju 1:1, co w praktyce oznaczało powrót do domu po fazie grupowej. Po meczu obecny prezes PZPN Zbigniew Boniek skrytykował sędziego Howarda Webba, ale film na Youtubie, na którym Boniek krytykuje, przetrwał ledwie trzy godziny.
Na Euro 2012 znów doszło do sytuacji co najmniej spornej. W półfinałowym meczu między Włochami i Niemcami Mario Balotelli trafił dwa razy i zespół Prandelliego prowadził 2:0. Po godzinie gry kamera pokazała płaczącą Niemkę, jakby pokazując bezradność Niemców. Po meczu wybuchł skandal, gdyż okazało się, że płacząca Niemka została nakręcona przed meczem, w trakcie śpiewania hymnów. To już jawna manipulacja, przecież informacja w prawym górnym rogu ekranu mówi nam, że mecz był transmitowany na żywo.
Teoretycznie UEFA to organizacja non-profit, ale patrząc na sprawozdania finansowe, raczej nie można powiedzieć, że ta instytucja ma problemy z pieniędzmi. Kontrakty z: Gazpromem, HTC, Sony, Nissanem, Mastercard czy Heinekenem idą w setki milionów euro. Płynność finansowa organizacji z siedzibą w Nyonie jest lepsza od większości (o ile nie od wszystkich) klubów europejskich. W czasach zaciskania pasa fakt ten musi być szczególnie bulwersujący dla wielu klubów, tym bardziej że same muszą się mierzyć z Financial Fair Play. Kluczowe pytanie w tej kwestii brzmi – czy UEFA rzeczywiście potrzebuje tak dużej ilości pieniędzy? Suto opłacane posady sprawiają, że do pracy w europejskiej centrali piłkarskiej aspirują ludzie niekoniecznie mający na uwadze dobro piłki nożnej.











