Zagłębie Lubin na Dialog Arenie pokonało Widzew Łódź 1:0. W 90. minucie bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Costa Nhamoinesu. Ekipa gospodarzy przez całe spotkanie była zdecydowanie lepszym zespołem.
W pierwszym meczu 22. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Zagłębie Lubin zmierzyło się na własnym terenie z Widzewem Łódź. Choć przyjezdni plasowali się znacznie wyżej w tabeli, nie byli murowanym kandydatem do zwycięstwa. Podopieczni Pavla Hapala powoli odbijają się od dna, o czym świadczy remis 1:1 w poprzedniej kolejce w spotkaniu z chorzowskim Ruchem. Jednak punkt nad strefą spadkową to za mało, aby spokojnie myśleć o przyszłości. Widzew przed tygodniem pokonał PGE GKS Bełchatów, dzięki czemu przed meczem z Zagłębiem plasował się na siódmym miejscu. Wysoka pozycja nie oznaczała, że łodzianie przyjechali do Lubina na piknik, o czym przed spotkaniem mówił trener ekipy z Łodzi, Radosław Mroczkowski.

Początek spotkania przebiegał spokojnie. Zarówno jedna, jak i druga drużyna czekała na ruch ze strony przeciwnika. Pierwszą okazję po wrzutce z rzutu wolnego miał Widzew. Dobrze stały fragment gry wykonał Dudu, jednak na posterunku był Aleksander Ptak. Walka toczyła się głównie w środka pola, od czasu do czasu jeden z zespołów starał się wyprowadzić podbramkową akcję. Taką sytuację stworzył sobie Szymon Pawłowski, przedzierając się prawą stroną boiska. Skrzydłowy zdołał uderzyć na bramkę, ale Maciej Mielcarz nie miał problemów z obroną tego strzału. Kwadrans minął, a kibice nie doczekali się żadnego błyskotliwego zagrania. Na taki obrót sprawy nie mogli narzekać goście, którzy w obecnej sytuacji nie musieli narzucać tempa gry. W 20. minucie Elton Lira oddał strzał zza pola karnego, ale fani „Miedziowych” mogli jedynie złapać się za głowę. Próbował też Łukasz Hanzel, lecz w niewiele lepszym stylu.
Jeśli gracze Widzewa czy Zagłębia zbliżali się pod pole karne przeciwnika, brakowało ostatniego, kluczowego podania. Jednym z najaktywniejszych zawodników gospodarzy był Darvydas Sernas, który całkiem niedawno był piłkarzem Widzewa. Litewski napastnik w zeszłym sezonie pogrążył ekipę z Lubina, strzelając jej bramkę, która przesądziła o zwycięstwie Widzewa. Wspomniany Sernas szukał okazji, ale po raz kolejny strzał z dystansu w wykonaniu jednego z „Miedziowych” nie był wysokiej jakości. Zagłębie przez 30 minut zdobyło optyczną przewagę, lecz nie przyniosło to bramkowej sytuacji.
Warty odnotowania był strzał Łukasza Brozia w 32. minucie, po którym piłka minęła bramkę Ptaka. Pierwsza połowa nie mogła zachwycić kibiców. Zagłębie próbowało długich podań z głębi pola, które miały zagrozić Mielcarzowi. Obrońcy Widzewa radzili sobie jednak dość pewnie, co nie było żadną nowością. W 44. minucie groźnie z rzutu wolnego uderzał Dudu, jednak Ptak sparował piłkę na rożny. Chwilę później jeszcze bliżej zdobycia bramki byli goście po potężnym uderzeniu Krzysztofa Ostrowskiego. Gdyby futbolówka wpadła do siatki, trafienie z pewnością kandydowałoby do bramki kolejki. W końcowych minutach pierwszej połowy mecz nabrał rumieńców, jednak większość minęła pod znakiem szarpanej gry bez groźniejszych akcji.












