Po słabym, chaotycznym i pełnym niedokładności meczu Zagłębie Lubin wygrało z Polonią Warszawa 1:0. Jedyną bramkę zdobył Traore, który pojawił się na placu gry dopiero w drugiej połowie. Dla trenera Pavela Hapala było to pierwsze zwycięstwo w T-Mobile Ekstraklasie.
Na początku spotkania był chaos. Z jednej i drugiej strony gra była szarpana i nierówna. Jak piłkarz Zagłębia ładnie minął rywala, to później fatalnie podał. Jeżeli zawodnik Polonii dobrze dograł, to jego partner nie potrafił futbolówki opanować. I tak przez początkowe 10 minut.

Pierwszą ładną akcję przeprowadzili gospodarze. Kilka dobrych, szybkich podań wymienili między sobą gracze „Miedziowych”, ostatecznie piłka trafiła do Woźniaka, który uderzył jednak obok bramki. Jak mówi stare przysłowie, jedna jaskółka wiosny nie czyni, i w Lubinie jedna sytuacja meczu nie uczyniła. Kiedy liczba niedokładnych podań z jednej i drugiej strony przekroczyła tysiąc, to uaktywnili się protestujący kibice, którzy każde dokładne podanie kwitowali gromkim, ironicznym „Ole!”. Było to mniej więcej w 25. minucie.
W 28. minucie mogło być groźnie pod bramką gospodarzy. I pewnie byłoby, gdyby Szultes nie postanowił poczekać, aż doskoczy do niego trzech obrońców. Chwilę później ładnie po rzucie rożnym uderzał zza pola karnego Baszczyński, ale piłka po jego uderzeniu minimalnie minęła bramkę strzeżoną przez Ptaka.
Na Dialog Arenie piłkarze urządzili sobie konkurs, w którym punktowane były niedokładne podania, głupie dryblingi i wybijanie piłki na oślep. Do przerwy mieliśmy remis bezbramkowy. Warto też dodać, że żadna drużyna nie potrafiła w pierwszych 45 minutach oddać celnego strzału na bramkę.
Druga połowa zaczęła się tak jak pierwsza, czyli według schematu: ja do ciebie, ty do mnie, ja do niego, on w aut/do przeciwnika. Piłka niby szybko krążyła po murawie, ale co z tego, skoro rzadko trafiała do swojego docelowego punktu.

W 69. minucie stało się coś niezwykłego. Dobrze i przede wszystkim celnie z narożnika pola karnego uderzał Sernas, ale na posterunku był Gliwa. Chwilę później znów musiał wykazać się bramkarz Polonii. Tym razem ładnie z piłką zabrał się Gancarczyk, wpadł w pole karne i mocno strzelił, ale znów górą był Gliwa.











