Fatalnie spisują się ostatnio w naszej Ekstraklasie piłkarze Lecha Poznań. Ekipa ze stolicy Wielkopolski tym razem musiała uznać wyższość Zagłębia Lubin i była to kolejna, trzecia porażka mistrza Polski na krajowym podwórku. Trzy punkty zespołowi „Miedziowych” zapewnił celnym strzałem Mateusz Bartczak.
Obaj trenerzy nie mogli dziś skorzystać z usług wszystkich zawodników. W szeregach gospodarzy zabrakło pauzującego za kartki Manuela Arboledy, kontuzjowanych Grzegorza Wojtkowiaka i Tomasza Bandrowskiego oraz Artura Wichniarka, który w ubiegłym tygodniu przeszedł operację usunięcia wyrostka robaczkowego. Szkoleniowiec „Miedziowych”, Marek Bajor, nie mógł z kolei zabrać do Poznania Costy Nhamoinesu, Grzegorza Bartczaka i Martinsa Ekwueme. Cała trójka leczy obecnie urazy. Z powodu tych perturbacji w pierwszym składzie Zagłębia nieoczekiwanie znaleźli się Bartosz Rymaniak oraz Damian Dąbrowski.

Od pierwszego gwizdka arbitra do ataku ruszyli lechici. Szczególnie aktywny w pierwszym kwadransie był Sławomir Peszko. Skrzydłowy „Kolejorza” w 8. minucie dobrze szarżował po lewej stronie boiska, ale jego dośrodkowanie zdołali wybić obrońcy gości, natomiast pięć minut później uderzenie przeleciało minimalnie nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Bojana Isailovicia.
Nie minęło wiele czasu, a podopieczni Jacka Zielińskiego ponownie zmarnowali świetną okazję. Tym razem Semir Stilić zagrał do Artjoma Rudnevsa, jednak Łotysz nie przyjął piłki i ta wylądowała w rękach Isailovicia. Serbski golkiper nie dał się zaskoczyć również w 19. minucie, kiedy to Rudnevs strzelał zza pola karnego. Chwilę później Bartosz Bosacki wypatrzył wybiegającego przed obrońców Zagłębia Semira Stilicia i popisał się precyzyjnym kilkudziesięciometrowym podaniem do rozgrywającego „Kolejorza”. Bośniak znalazł się w sytuacji sam na sam z Isailoviciem, ale zmarnował świetną okazję, przenosząc piłkę obok słupka.
W 27. minucie kibice zgromadzeni na stadionie przy Bułgarskiej byli świadkami dramatycznego w skutkach starcia pomiędzy Artjomem Rudnevsem a Csabą Horvathem. Obaj piłkarze zderzyli się głowami, przy czym słowacki obrońca nabawił się kontuzji. Po chwili stoper gości brocząc krwią opuścił boisko, a jego miejsce zajął Sergio Reina.
Wraz z kolejnymi minutami malała liczba groźnych ataków Lecha. Po jednym z rzutów rożnych futbolówkę trącił głową Bartosz Bosacki, Bojan Isailović był jednak na posterunku. W odpowiedzi z ponad trzydziestu metrów strzelał Reina, ale Jasmin Burić nie miał problemów z wyłapaniem piłki. Już w doliczonym czasie gry Bartosz Bosacki obejrzał żółtą kartkę za faul na Wojciechu Kędziorze. Niespełna 60 sekund później gracze obu drużyn udali się do szatni.











