Zagłębie Lubin po golu w końcowych minutach spotkania zremisowało 2:2 z Lechią Gdańsk. Po raz kolejny na listę strzelców wpisali się Szymon Pawłowski i Abdou Razack Traore.
Od początku było jasne, na kogo trzeba zwrócić największą uwagę. Pawłowski i Traore – teorie, że ci zawodnicy stanowią jakieś 50% siły ofensywnej swoich drużyn nie są trafione. To co najmniej 80%. Wpływ Traore na grę Lechii najwyraźniej widać wtedy, kiedy go brakuje, jak na przykład w meczu z Bełchatowem. Z kolei Pawłowski to chyba jedyny piłkarz Zagłębia, który nie tylko potrafi grać, ale nawet mu na dobrej grze zależy.

Początek meczu w wykonaniu ligowych asów wyglądał blado. Ani jeden z nich przez dobre 20 minut nie podkreślił swojej obecności na boisku ciekawą akcją. Zresztą o czym tu mówić, jeśli żadna drużyna tego nie uczyniła. Aż tu nagle w 25. minucie drzemiących na stadionie w Gdańsku kibiców przebudził nikt inny jak Szymon Pawłowski. Ale co miał zrobić, kiedy został zostawiony zupełnie bez opieki w niebezpiecznej odległości od bramki przeciwnika? Szymek tym golem obudził nie tylko kibiców obu ekip, lecz także śpiącą defensywę Lechii.
Chwilę później sędzia dopatrzył się przewinienia w polu karnym i podyktował rzut karny dla gdańszczan. Czy była ręka? Na pewno warto przyjrzeć się tej sytuacji z bliska, żeby do końca wyjaśnić wątpliwości. Do piłki podszedł Traore i po chwili było 1:1.
Gorąco zrobiło się jeszcze w ostatnich minutach pierwszej połowy. Najpierw na bramkę Lechii mocną piłkę posłał Jeż, ale zabrakło odrobiny precyzji. Gdańszczanie odpowiedzieli strzałem Ricardinho i gdyby jeden z napastników poszedł za akcją, szukając dobitki, to pewnie wepchnąłby wyplutą przez Buchalika futbolówkę do siatki.

Druga połowa zaczęła się od bramki w brazylijskim stylu. Co prawda strzelił ją rzeczywiście Brazylijczyk, ale nie supersnajper, tylko prawy obrońca Deleu, który gra w Polsce już ponad trzy lata, a do siatki trafił dopiero po raz pierwszy. Piłkarz Lechii Gdańsk popisał się efektownym strzałem z fałsza, zaskoczony Gliwa nie miał szans na udaną interwencję. Kilka chwil później mogło być już 3:1, jednak Adam Duda w dogodnej sytuacji posłał piłkę nad poprzeczką.
Zagłębie nie dało rady przeciwstawić się dobrze dysponowanym lechistom. Kolejne szanse na zdobycie gola mieli Deleu i Traore. Zawiódł ten ostatni, który zamiast podać do lepiej ustawionych partnerów, holował piłkę tak długo, aż ją stracił. Jakby dla przypomnienia powiedzenia „niewykorzystane sytuacje lubią się mścić” Costa Nhamionesu kilka minut później doprowadził do wyrównania. Lechia chciała się jeszcze zerwać, ale z jednej strony zabrakło sił, a z drugiej skonstruowanie dobrej akcji mocno utrudniała widoczność, na którą wpłynęły odpalone przez kibiców race. Mecz zakończył się więc remisem, choć może się wydawać, że dla gdańszczan ten wynik jest równoznaczny z porażką.











