Mecz 8. kolejki Ekstraklasy na Dialog Arena w Lubinie zakończył się remisem, a kibice goli nie zobaczyli. Mimo że gospodarze mieli przewagę, nie przełożyło się to na zdobycz bramkową.
Jako pierwsi naprawdę groźnie zaatakowali piłkarze „Pasów” i to już w 5. minucie. Mocnym strzałem zza pola karnego popisał się Ntibazonkiza, jednak piłka minęła słupek bramki Isailovicia. Gospodarze od początku meczu imponowali szybkim rozegraniem oraz atakiem pozycyjnym, jednak lubinianom brakowało napastnika, który uzasadniłby przewagę golami. Po 20 minutach na strzał z blisko 30 metrów zdecydował się Dawid Plizga. Zaskoczony Cabaj zdołał jedynie odbić piłkę, jednak obrońcy Cracovii wyjaśnili tę sytuację.

Pół godziny gry i Cracovia stworzyła sobie bardzo dobrą okazję do otwarcia wyniku spotkania. Lewą flanką ruszył Ntibazonkiza, ale jego strzał odbiegał od ideału, a rajd można było zakończyć w odmienny sposób. Ostatni kwadrans pierwszej odsłony rywalizacji zdecydowanie odstawał od minionych 30 minut, a sytuacji bramkowych kibice zgromadzeni na Dialog Arena w Lubinie nie uświadczyli.
Krótko po zmianie stron Zagłębie przysporzyło sporo problemów Cabajowi, a wszystko za sprawą akcji indywidualnej Grzegorza Bartczaka. Zawodnik „Miedziowych” oddał strzał z linii pola karnego, a piłka po rykoszecie omal nie zaskoczyła golkipera Cracovii. Chwilę później dwójkowa akcja Traore oraz Plizgi zakończyła się strzałem tego drugiego, ale dobrze ustawiony Cabaj nie dał się zaskoczyć.
Bardzo dobrą okazję przyjezdni wypracowali sobie po godzinie gry. Na czystą pozycję po prostopadłym podaniu wyszedł Ntibazonkiza. Obrońcy Zagłębia nie zdążyli odebrać piłki graczowi Cracovii, jednak ten kolejny raz popisał się fatalnym wykończeniem. Niewiele brakowało, by Stasiak wpakował piłkę do własnej siatki po błędzie w 72. minucie, ale znakomitym refleksem popisał się Isailović.
Kwadrans przed końcem precyzyjnym strzałem z dystansu Cabaja postanowił zaskoczyć Wilczek. Piłka nabrała niecodziennej trajektorii lotu, co całkowicie zaskoczyło bramkarza „Pasów”, ale z pomocą przyszła poprzeczka. W doliczonym czasie gry wynik otworzyć mógł Pawlusiński, który zameldował się na placu gry chwilę wcześniej. Strzał z około sześciu metrów został zablokowany przez obrońców gospodarzy.











