AS Nancy w 12. kolejce Ligue 1 pokonało Girondins Bordeaux 1:0. A to oznacza ni mniej ni więcej, że Lech Poznań w czwartek czeka bardzo trudne zadanie.
Piłkarze ze Stade-Marcel Picot w poprzednim sezonie zajęli 4. miejsce w lidze francuskiej, batalię o podium przegrywając dopiero na finiszu rozgrywek Ligue 1. W tym sezonie jednak biało- czerwoni nie spisują się już tak dobrze. Po 12. kolejkach podopieczni Pablo Correry są dopiero na 15. miejscu w tabeli, zaś ich sobotnie zwycięstwo z Żyrondystami było pierwszym od…30 sierpnia, kiedy pokonali u siebie Lorient 2:1. Skuteczność to w tej chwili bez wątpienia największy problem rywala Lecha. Tylko trzy zespoły jak do tej pory (Nantes, St.Etienne i Valenciennes) zdobyły mniej bramek aniżeli Nancy. Dość powiedzieć, że najlepszy strzelec zdobywcy Pucharu Francji z 1978 r., Marokańczyk Youssouf Hadji ma na koncie…dwa gole. O ile z atakiem ASNL ma olbrzymi kłopot, o tyle formacją, której pozazdrościć może niejeden rywal jest defensywa. W zeszłym sezonie Nancy straciło zaledwie 30 goli- najmniej w całej Ligue 1, obecnie przeciwnicy trzynaście razy znajdowali sposób na defensywę, zaś dla porównania, wicelider tabeli Olympique Marsylia stracił już piętnaście bramek. Duża w tym zasługa kapitana zespołu, broniącego pewnie w każdym meczu, Gennaro Bracigliano. Ten 28-letni golkiper to kolekcjoner nagród dla najlepszego bramkarza rozgrywek. Taką nagrodą został uhonorowany w sezonie 2004/2005, kiedy fachowcy uznali go najlepszym specem od bronienia na zapleczu ligi francuskiej, by już rok później uznać go najlepszym bramkarzem Ligue 1. Chociaż Bracigliano to wychowanek Nancy, to jednak pewny plac na Stade- Marcel Picot wywalczył dopiero w sezonie 2003/2004, wcześniej zbierając doświadczenie grając w niższych ligach (CS Louhans- Cuiseaux i Angers SCO). Od momentu powrotu do macierzystego klubu, zdołał rozegrać 141 spotkań. Obok Bracigliano, kawał dobrej roboty w obronie wykonuje trio: Andre Luiz, Abdeslam Ouaddou i Mickael Chretien.
Dobra postawy defensywy nie może jednak dziwić gdy weźmie się pod uwagę przeszłość szkoleniowca Nancy, Pablo Correry, który również był świetnym obrońcą. Całą niemal karierę spędził w ojczyźnie, grając dla CE Rentistas, Penarol Montevideo i Defensor Sporting, z roczną przerwą na występy w argentyńskim San Lorenzo. Dopiero u schyłku kariery zdecydował się na emigrację, przenosząc się właśnie do ASNL, którego stał się symbolem, grając w nim aż do zawieszenia butów na kołku w 2000 r. W tym czasie dla biało- czerwonych rozegrał 119 meczów i strzelił aż 28 goli. W 2002 r. został szkoleniowcem Nancy, w stosunkowo krótkim czasie wyprowadzając ten klub z wielkiego kryzysu w jakim tkwił od jakiegoś czasu. Najpierw, w sezonie 2004/2005 wygrał Ligue 2, sprawiając, że po sześciu latach przerwy, kibice na Stade- Marcel Picot mogli oglądać swoich pupili w akcji w najwyższej klasie rozgrywkowej. Z kolei w sezonie 2005/2006 wraz z Nancy zdobył pierwsze trofeum od 28 lat, triumfując w Pucharze Ligi Francuskiej, w finale pokonując 2:1 Nice, co zaowocowało grą w Pucharze UEFA. Dla kibiców Correa jest więc postacią kultową i nikt nie zamierza wręczać mu wilczego biletu z powodu ostatnich wyników. Te nie poprawią się jednak, jeśli do poziomu obrońców nie dostosują się atakujący. Tyczy się to zwłaszcza Youssouf`a Hadji`ego, który był wyróżniającą się postacią ASNL w latach 1999-2003, ale po powrocie do Nancy w 2006 r. nie błyszczy już skutecznością. W ostatnich dwóch latach zdobył bowiem dla swojego klubu zaledwie trzy gole. Inna sprawa, że na Stade- Marcel Picot wrócił jak niepyszny po kompletnie nieudanej przygodzie z Rennes. Dla czerwono- czarnych rozegrał w przeciągu dwóch lat 34 mecze, zdobywając tylko trzy gole. Kibice na Route de Lorient byli mocno rozczarowani jego postawą, zwłaszcza, że do Rennes przychodził za 1, 6 mln euro, jako niekwestionowana gwiazda Bastii. Grając na Korsyce w sezonach 2003/2004 i 2004/2005 strzelił w sumie trzynaście goli, w każdym z sezonów będąc najskuteczniejszym strzelcem zespołu ze Stade Armand Cesari. Bastia jednak spadła do Ligue 2 i stało się jasnym, że tak dobry piłkarz jak Hadji nie będzie męczył się na zapleczu Ligue 1, stąd decyzja o przenosinach do Rennes. Tam jednak Marokańczykowi kompletnie nie wyszło i dziś ponownie gra w Nancy, szukając formy z okresu, gdy zaczynał swoją grę w tym klubie.










