Początek czternastodniowego maratonu piłkarskiego z rozgrywkami T-Mobile Ekstraklasy już za nami. W kolejnym spotkaniu dwutygodniowego raju dla fanów futbolu Pogoń Szczecin zmierzyła się z Zawiszą Bydgoszcz.
Mecz w Szczecinie nie był rozgrywany w zastraszającym tempie. W sposób zdecydowany utrudniały to warunki. Niestety od początku nie było też gorąco. Piłkarze jakby nie dawali z siebie stu procent. Nie pomogli również kibice, którzy postanowili zostać w domu. Spory wpływ musiał mieć na to padający deszcz oraz chłód, który wyraźnie przeszkadzał w składnym rozgrywaniu akcji. W pewnym momencie piłkarze przyzwyczaili się do takich warunków i zaczęli grać dużo lepiej. Gospodarze od początku nastawili się na grę skrzydłami. Na nieszczęście dla nich defensorzy beniaminka byli pewni siebie i zdecydowanie wybijali wszelkie dogrania i dośrodkowania.

Nie da się jednak nie popełnić błędu przez pełne 90 minut. Pierwszy przysnął Luiz Carlos, który nie przypilnował uciekającego Lisowskiego. Ten w idealnym momencie podał do znajdującego się na piątym Frącczaka. Piłkarz Pogoni Szczecin dostawił jedynie nogę, jednak to jemu zawdzięczano otworzenie wyniku spotkania. Chwilkę później mogło być już 1:1. Gevorgyan urwał się obrońcom i ruszył w stronę linii końcowej boiska. Napastnik z polskim paszportem czekał na moment, gdy Janukiewicz trafi go w stopę, ale golkiper Pogoni w ostatniej chwili cofnął rękę, a sędzia nie dał się nabrać na wywrotkę zawodnika i słusznie nakazał kontynuować grę.
Zawisza Bydgoszcz z każdą sekundą meczu zaczynała coraz bardziej przeważać nad swoim przeciwnikiem. W 31. minucie niebezpieczeństwo po dośrodkowaniu zażegnali obrońcy, ale z około dwudziestego piątego metra piekielnie mocno huknął Ziajka. Janukiewicz jedynie odprowadził piłkę wzrokiem, a ta odbiła się od poprzeczki. Co nie udało się dziesięć minut wcześniej Ziajce, powiodło się Drygasowi chwilę później. Zawisza w dziesięć podań trafiła spod własnej „szesnastki” pod pole karne Pogoni. Lewczuk idealnie zacentrował w okolice siódmego metra, a z piłką minął się Wahan Gevorgyana, który był faulowany, a nogę w ostatniej chwili dołożył Kamil Drygas, strzelając swoją drugą bramkę w tym sezonie.
Do końca pierwszych czterdziestu pięciu minut nic ciekawego się nie wydarzyło. Po kwadransie przerwy sędzia zarządził początek drugiej odsłony, która także była rozgrywana w deszczowych warunkach. Z wysokiego C rozpoczęli gospodarze. Już 120 sekund później Bąk minął defensorów Zawiszy i uderzył na bramkę, ale Micael w ostatniej chwili go zablokował. Chwilę później blisko pokonania bramkarza był Kaczmarek, który niefortunnie łapał piłkę w swoim polu karnym. Mało brakowało, a futbolówka znalazłaby się w siatce. Gdyby nie ofiarna interwencja jednego z obrońców, to Pogoń ponownie cieszyłaby się z kolejnego gola.











