Swansea City przegrało na własnym stadionie z Evertonem Liverpool 1:2 (0:0) w 17. kolejce Premier League. Dzięki zwycięstwu „The Toffees” awansowali na 4. miejsce w tabeli. Pierwsza połowa przeminęła całkowicie bezbarwnie, natomiast w drugiej części gry drużyny ruszyły do ataku i gra zdecydowanie się otworzyła, a wyraźnie lepiej radzili sobie gracze z Liverpoolu. W otwartej bitwie przyjezdni zdystansowali gości i zapewnili sobie trzy punkty sześć minut przed końcem.

Pierwszą groźną sytuację oglądaliśmy dopiero w 17. minucie, gdy Mirallas zabawił się z walijskim obrońcą i uderzył w krótki róg bramki Tremmela. Niemiec wyczuł intencje strzelca i zapobiegł utracie bramki. Jeszcze jedną sytuację Mirallas miał siedem minut później. Belg odebrał piłkę Chico i pognał na bramkę. Mając dwóch kolegów czekających na podanie, zdecydował, że sam zakończy akcję, jednak strzelił prosto w obrońcę. W pierwszej połowie nie działo się nic więcej. Gospodarze nie weszli najlepiej w mecz, a Everton nie chciał dyktować zbyt wysokiego tempa gry, dlatego kibice zgromadzeni na stadionie mieli prawo narzekać na nudę.
Drugą połowę lepiej rozpoczęli goście. W 57. minucie Pienaar znalazł w polu karnym Brakleya, jednak Anglik potknął się i zaprzepaścił szansę. Dwie minuty później w „szesnastkę” gospodarzy wpadł Coleman, który na pełnej szybkości mijał rywali jak tyczki, jednak w ostatniej chwili powstrzymał go Williams. W 66. minucie kolejną świetną sytuację stworzyli sobie przyjezdni. Barkley po otrzymaniu piłki ruszył z połowy boiska, przed linią pola karnego zdecydował się na strzał, jednak kapitalną interwencją popisał się golkiper Swansea. Minutę później nie było już wątpliwości. Coleman postanowił strzelić z dystansu. Jego potężne uderzenie wpadło w samo okienko bramki Tremmela. Niemiec bez szans. Everton mógł się cieszyć z prowadzenia zaledwie pięć minut, gdy Tiendalli najwyżej wyskoczył do głowy i uderzył w obrońcę gości, i wpakował piłkę do siatki. W 84. minucie Barkley popisał się kolejnym pięknym uderzeniem. Tym razem z rzutu wolnego posłał futbolówkę nad murem i piłka po poprzeczce wpadła do bramki. Po straconej bramce w końcu przebudzili się gospodarze, którzy niemal zamknęli Everton na ich połowie. W 87. minucie Hernandez uderzył z pierwszej piłki, jednak świetnym refleksem wykazał się Howard. W doliczonym czasie gry Lamah potężnie uderzył z powietrza, lecz amerykański bramkarz znów błysnął doskonałą interwencją, wybijając piłkę nad poprzeczkę i ratując zwycięstwo dla swojego zespołu.











