Na 99% tylko jeden, góra dwóch piłkarzy, z tej listy faktycznie zabłyśnie w RPA. Mistrz świata może być tylko jeden, a żaden z poniżej wymienionych piłkarzy nie zadowoli się drugim czy trzecim miejscem. Póki jednak nie znamy końcowych rezultatów XIX finałów MŚ, powróżmy z fusów, kto może zachwycać kibiców podczas afrykańskiego mundialu.
Jeszcze nigdy w historii MŚ zespołowi z Europy nie udało się triumfować poza Starym Kontynentem, co niewątpliwie zwiększa szanse na wywalczenie tytułu mistrza świata przez ekipę z Ameryki Południowej. Pojawia się zatem pytanie: Argentyna czy Brazylia?
Jeśli Argentyna, to tylko Lionel Messi. Kibice, zwłaszcza FC Barcelona, nie mają żadnych wątpliwości – „La Pulga” to najlepszy piłkarz w historii futbolu, który już dawno o kilka długości prześcignął Diego Maradonę i Pelego. Jeśli wziąć pod uwagę tylko i wyłącznie dokonania na niwie klubowej, Messi faktycznie osiągnął wszystko, co tylko można. Był czołową postacią „Dumy Katalonii”, która w zeszłym sezonie wywalczyła wszystkie możliwe trofea. Patrząc jednak na jego CV w zespole „Albicelestes”, śmiało można powiedzieć: mało! Do tej pory 23-latek z „Biało-błękitnymi” wywalczył tylko złoty medal podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie w 2008 roku. Brał udział także wraz z „Albicelestes” w Copa America 2007, ale tam w finale górą była Brazylia.
Nikt nie wyobraża sobie, by za kilka dni w RPA kto inny mógł zachwycać kibiców aniżeli Leo Messi (fot. Skysports.com)
Jedyny dotychczasowy występ Messiego na MŚ miał miejsce cztery lata temu, ale najlepszy piłkarz roku 2009 na świecie nie wspomina go dobrze – Argentyna z marzeniami o złocie pożegnała się już w ćwierćfinale, a Lionel, w związku z tym, że od lutego leczył poważną kontuzję, w zespole Jose Nestora Pekermana nie był podstawowym zawodnikiem.
Pele aż trzykrotnie był mistrzem świata. Maradona, aktualny przełożony Messiego, tylko raz triumfował jako mistrz, ale raz był również wicemistrzem. Messi z Argentyną grał tylko w ćwierćfinale. Zatem, mimo niekwestionowanej klasy i kosmicznych wręcz umiejętności, jeśli ktoś chce chrzcić „Pchłę” na króla futbolu, musi poczekać, aż w jego rękach w końcu znajdzie się wymarzony Puchar Świata.
Messi to jeden z nielicznych piłkarzy, który sam potrafi wygrywać mecze, ale w razie czego, w każdej chwili może liczyć na wsparcie kolegów z reprezentacji. Kapitalny sezon, uwieczniony potrójną koroną i dwoma golami w finale Ligi Mistrzów ma za sobą Diego Milito, który w wieku 30 lat osiągnął życiową formę. Głodny sukcesów jest również Carlos Tevez, do którego umiejętności na razie nie potrafią zbliżyć się partnerzy z Manchester City.
Sergio Aguero do Pucharu Ligi Europejskiej koniecznie chce dołożyć mistrzostwo świata, by dorównać swojemu teściowi, czyli… Maradonie właśnie. Gonzalo Higuain z kolei ma wiele do udowodnienia, bo mimo że od trzech lat utrzymuje wysoką formę, to wciąż zdarzają się tacy, którzy kwestionują jego przydatność w Realu Madryt.
Żądna rehabilitacji za poprzedni mundial jest Brazylia, która nie zdołała w Niemczech obronić tytułu mistrza świata. Później jednak, choć wielu narzekało, że „Canarinhos” pod wodzą Dungi to maksimum efektywności i minimum efektowności, przyszły triumfy w Copa America i Pucharze Konfederacji, mówiące same za siebie, że taki sposób prowadzenie reprezentacji jest słuszny. O to, żeby Puchar Świata wrócił do Kraju Kawy, zadbać ma przede wszystkim Kaka.
On co prawda, w przeciwieństwie do Messiego, ma na swoim koncie mistrzostwo świata, ale kiedy w 2002 r. Brazylia wygrywała mundial w Korei Płd. i Japonii, popisy takich piłkarzy jak Rivaldo, Roberto Carlos czy Ronaldo oglądał z ławki rezerwowych. Czas więc, by tym razem miał aktywny, a nie bierny udział w triumfie Brazylijczyków. Sezon Kaka ma za sobą tragiczny – w Realu Madryt na razie się nie sprawdza, a przecież „Królewscy” wydali na niego aż 65 mln euro, co czyni go drugim, po Cristiano Ronaldo, najdroższym piłkarzem świata.
Jeśli ktoś może poprowadzić Anglików do tytułu mistrza świata, to tylko Wayne Rooney (fot. skysports.com)
Ricardo Izecson dos Santos Leite to jednak profesjonalista w każdym calu i z pewnością w okresie przygotowawczym do mundialu wyciągnie wnioski ze swoich niepowodzeń. Poza tym, w Niemczech również nie pomógł Brazylii w wywalczeniu tytułu najlepszej drużyny globu, a przecież sezon w Milanie miał kapitalny. Może więc tym razem historia nieco się odwróci.
Obok Kaki, oczy całej Brazylii skierowane będą na Robinho, który chcąc wywalczyć miejsce w kadrze na MŚ, specjalnie przeniósł się z Manchester City do Santos FC, czym chyba definitywnie zadał kłam tezie, że liczą się dla niego tylko pieniądze. W ojczyźnie znów czaruje umiejętnościami, więc kibice mogą być spokojni o jego dyspozycję. Poza Kaką i Robinho, o wysoki poziom gry „Canarinhos” zadbają także Lucio i Maicon, którzy mają za sobą najbardziej owocny w trofea klubowe sezon.
Nie można jednak zapominać o trzecim, obok „Albicelestes” i „Canarinhos”, mistrzu świata z Ameryki Południowej, a zatem Urugwaju. Utracony dawno temu blask „Urusom” ma przywrócić Luis Suarez. 33 mecze i 35 goli – ten bilans mówi sam za siebie. Poza napastnikiem Ajaksu Amsterdam, który na pewno po mundialu przeniesie się do klubu lepszego niż Joeden, głodny sukcesów w kadrze jest Diego Forlan, który był ojcem triumfu Atletico Madryt w Lidze Europejskiej, zaś MŚ w RPA będą chyba już jego ostatnimi w karierze.
Europa jednak się nie podda. Czas, by piłkarze ze Starego Kontynentu przełamali impas poza domem i również zaczęli zdobywać tytuły mistrza świata na innych kontynentach. Anglicy liczą na Wayne’a Rooneya. Co prawda „Wazza” miniony sezon zakończył bez sukcesów, ale wszystko przez to, że w końcówce marca doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry do końca rozgrywek. Najlepiej zatem świadczy to o jego klasie, że bez niego w składzie Manchester United nie był w stanie wygrać Ligi Mistrzów ani obronić tytułu mistrza Anglii.
Wiele do udowodnienia ma również John Terry, który stracił sympatię kibiców po tym, jak wyszło na jaw, iż miał romans z żoną swojego najlepszego przyjaciela, Wayne’a Brigde’a. W Afryce JT chce być jak Bobby Charlton i także poprowadzić synów Albionu do mistrzostwa świata, na które czekają już 44 lata. Podobnie myślą Steven Gerrard i Frank Lampard. Pierwszy ma za sobą najgorszy sezon w karierze, drugi jeden z lepszych, ale wciąż nie mają w swojej kolekcji trofeów tego najważniejszego i koniecznie muszą je zdobyć właśnie teraz, bo nie jest powiedziane, że selekcjoner reprezentacji Anglii będzie chciał korzystać z ich usług podczas MŚ 2014 w Brazylii.
Cristiano Ronaldo nie marzy o niczym innym aniżeli mistrzostwie świata (fot. Footy-boots.com)
W zespole francuskim najbardziej starać się powinni ci, którzy w ostatnim czasie na całej linii zawodzili zarówno na boisku, jak i poza nim. Yoan Gourcuff w zeszłym sezonie poprowadził Girondins Bordeaux do pierwszego od 10 lat mistrzostwa Francji, przerywając tym samym siedmioletnią dominację Olympique Lyon, w tym sezonie, głównie przez jego słabszą dyspozycję, „Żyrondystów” zabraknie nawet w Lidze Europejskiej.
Thierry Henry stracił wszystkich fanów po tym, jak w perfidny sposób w barażach oszukał Irlandczyków, zagrywając piłkę ręką nim podał ją do Wiliama Gallasa, a później długo zapierał się, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. Franck Ribery z kolei przed laty „zabawiał” się z nieletnią prostytutką, a przecież od zawsze uchodził za wzorowego męża i ojca. Jeśli ktoś w zespole Raymonda Domenecha ma w RPA rządzić i dzielić, to tylko ta trójka, bo oni poza walką o mistrzostwo świata, toczą jeszcze inny pojedynek – o poprawę reputacji, nadszarpniętej do granic możliwości.
W zespole Hiszpanii gwiazdami pierwszej wielkości powinni być fenomenalni napastnicy – Fernando Torres i David Villa. Obaj w swoich klubach są od dłuższego czasu bez wielkich sukcesów, więc chcą to zrekompensować sobie w zespole „La Furia Roja”. Z pewnością mocnym punktem ekipy Vincente del Bosque będą Andres Iniesta i Xavi, ale kto wie, czy jednego z nich z wyjściowej jedenastki „La Seleccion” nie wygryzie Cesc Fabregas, który ma już dość bycia w cieniu tej dwójki, jak i braku sukcesów z Arsenalem Londyn. Dla niego więc afrykański mundial w końcu może okazać się momentem przełomowym w karierze, który kto wie, czy nie zaowocuje transferem do FC Barcelona albo Realu Madryt.
Postawa Holandii w głównej mierze będzie uzależniona od Arjena Robbena i Wesleya Sniejdera, których zespoły zmierzyły się w finale Ligi Mistrzów. Głodni gry są również Robin van Persie i Rafael van der Vaart, którzy większą część sezonu stracili ze względu na poważne kontuzje. Niemcy stracili Michaela Ballacka, ale sam piłkarz Chelsea Londyn na swojego następcę w środku pola wyznaczył Bastiana Schweinstiegera, zaś opaskę kapitańską nosić będzie Philip Lahm i gra naszych zachodnich sąsiadów opierać się będzie na tej dwójce, choć wszyscy liczą również na przebudzenie Miroslava Klose i Lukasa Podolskiego.
Portugalia tradycyjnie liczy na Cristiano Ronaldo. „CR9” miał w Realu, w przeciwieństwie do Kaki, naprawdę udany sezon, a jeśli do tego doszłaby jeszcze pomoc takich graczy jak Simao Sabrossa, Liedson czy Miguel Veloso, piłkarze Carlosa Querioza mogą sięgnąć nawet po złoto.
Drużyna Włoch zbytnio nie zmieniła się od czasu ostatnich mistrzostw świata, które w wielkim stylu wygrała, zatem powodzenie misji o kryptonimie „obrona tytułu” zależeć będzie od starej gwardii piłkarzy takich, jak Gianluigi Buffon, Fabio Cannavaro, Gennaro Gatusso i Andrea Pirlo. Wiadomo, że cała trójka jest o cztery lata starsza, ale czy dalej tak dobra jak w Niemczech?
Jak więc widać, typowanie gwiazd zbliżającego się mundialu to istne wróżenie z fusów, bo naprawdę wiele czynników może zadecydować, że żaden z wyżej wymienionych zawodników nie błyśnie, a swoje pięć minut będzie miał tu ktoś inny. Dopóki nie zabrzmiał jeszcze pierwszy gwizdek XIX finałów MŚ, nie padł pierwszy gol, nie odpadł pierwszy zespół – bawmy się do woli. Na rozliczenia naszych przewidywań przyjdzie jeszcze czas. Oh Africa!
Naszym zdaniem
Tomasz Bejnarowicz (dziennikarz iGola)
Życzyłbym sobie, aby gwiazdą mistrzostw został któryś z zawodników z Bundesligi. Arjen Robben ma za sobą znakomity sezon i powinien błyszczeć na zbliżającym się mundialu. Warto zwrócić również uwagę na napastnika Borussii Dortmund, Lucasa Barriosa. Argentyńczyk nie znalazł uznania w oczach Diego Maradony, przyjął obywatelstwo Paragwaju i będzie jednym z filarów drużyny Gerardo Martino.
Nie zapominajmy o Wybrzeżu Kości Słoniowej – tam nie brakuje świetnych graczy: bracia Toure, Drogba, Zokora. Potencjał „Słoni” jest ogromny i ten zespół stać na strefę medalową.
Sławomir Kruczek (komentator iGol FM)
Każdy mundial to inny turniej, inna gwiazda, inna niespodzianka. Doświadczenie uczy tego, że wszelkie przewidywania przed MŚ pozostają w sferze zwykłych spekulacji, a rzeczywistość przynosi nieoczekiwane rozwiązania. Gdybym miał jednak typować gwiazdę turnieju w Afryce, to postawiłbym na Lionela Messiego. Może i nieco irracjonalnie, ale z czystej sympatii dla niespodzianek. Argentyna ze swoim charyzmatycznym trenerem może zostać największym przegranym turnieju, ale i największym wygranym.
Messi w reprezentacji grać nie potrafi, kibice oczekują wiele, presja jest duża, ale i umiejętności piłkarza są niebywałe – sztuką jest podnieść się, pokazać klasę, zaskoczyć. Dla Messiego przyszedł czas udowodnić kunszt piłkarski. Argentyńczyk jest ambitnym człowiekiem i cieszyłbym się, gdyby udowodnił to na boiskach RPA w koszulce narodowej reprezentacji. Reprezentacji, w której grać nie potrafi.
Arkadiusz Przybyłkiewicz (dziennikarz iGola)
Biorąc pod uwagę ostatnie mecze towarzyskie, uważam, iż jedną z największych gwiazd MŚ może być reprezentacja Paragwaju i jej napastnik Lucas Barrios. To, co pokazuje od momentu debiutu w kadrze „Guarani” napastnik Borussii Dortmund, rzuca na kolana.
Dość powiedzieć, że w trzech meczach w narodowym trykocie strzelił już trzy gole. Widać, że Lucas ma zamiar pokazać wszystkim będącym przeciwko jego grze w kadrze Paragwaju, jak się mylili. Miejmy tylko nadzieję, czego mu życzę, że nie okaże się drugim Olisadebe.
Na 99% tylko jeden, góra dwóch piłkarzy, z tej listy faktycznie zabłyśnie w RPA. Mistrz świata może być tylko jeden, a żaden z poniżej wymienionych piłkarzy nie zadowoli się drugim czy trzecim miejscem. Póki jednak nie znamy końcowych rezultatów XIX finałów MŚ, powróżmy z fusów, kto może zachwycać kibiców podczas afrykańskiego mundialu.
Jeszcze nigdy w historii MŚ zespołowi z Europy nie udało się triumfować poza Starym Kontynentem, co niewątpliwie zwiększa szanse na wywalczenie tytułu mistrza świata przez ekipę z Ameryki Południowej. Pojawia się zatem pytanie: Argentyna czy Brazylia?
Jeśli Argentyna, to tylko Lionel Messi. Kibice, zwłaszcza FC Barcelona, nie mają żadnych wątpliwości – „La Pulga” to najlepszy piłkarz w historii futbolu, który już dawno o kilka długości prześcignął Diego Maradonę i Pelego. Jeśli wziąć pod uwagę tylko i wyłącznie dokonania na niwie klubowej, Messi faktycznie osiągnął wszystko, co tylko można. Był czołową postacią „Dumy Katalonii”, która w zeszłym sezonie wywalczyła wszystkie możliwe trofea. Patrząc jednak na jego CV w zespole „Albicelestes”, śmiało można powiedzieć: mało! Do tej pory 23-latek z „Biało-błękitnymi” wywalczył tylko złoty medal podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie w 2008 roku. Brał udział także wraz z „Albicelestes” w Copa America 2007, ale tam w finale górą była Brazylia.
Nikt nie wyobraża sobie, by za kilka dni w RPA kto inny mógł zachwycać kibiców aniżeli Leo Messi (fot. Skysports.com)
Jedyny dotychczasowy występ Messiego na MŚ miał miejsce cztery lata temu, ale najlepszy piłkarz roku 2009 na świecie nie wspomina go dobrze – Argentyna z marzeniami o złocie pożegnała się już w ćwierćfinale, a Lionel, w związku z tym, że od lutego leczył poważną kontuzję, w zespole Jose Nestora Pekermana nie był podstawowym zawodnikiem.
Pele aż trzykrotnie był mistrzem świata. Maradona, aktualny przełożony Messiego, tylko raz triumfował jako mistrz, ale raz był również wicemistrzem. Messi z Argentyną grał tylko w ćwierćfinale. Zatem, mimo niekwestionowanej klasy i kosmicznych wręcz umiejętności, jeśli ktoś chce chrzcić „Pchłę” na króla futbolu, musi poczekać, aż w jego rękach w końcu znajdzie się wymarzony Puchar Świata.
Messi to jeden z nielicznych piłkarzy, który sam potrafi wygrywać mecze, ale w razie czego, w każdej chwili może liczyć na wsparcie kolegów z reprezentacji. Kapitalny sezon, uwieczniony potrójną koroną i dwoma golami w finale Ligi Mistrzów ma za sobą Diego Milito, który w wieku 30 lat osiągnął życiową formę. Głodny sukcesów jest również Carlos Tevez, do którego umiejętności na razie nie potrafią zbliżyć się partnerzy z Manchester City.
Sergio Aguero do Pucharu Ligi Europejskiej koniecznie chce dołożyć mistrzostwo świata, by dorównać swojemu teściowi, czyli… Maradonie właśnie. Gonzalo Higuain z kolei ma wiele do udowodnienia, bo mimo że od trzech lat utrzymuje wysoką formę, to wciąż zdarzają się tacy, którzy kwestionują jego przydatność w Realu Madryt.
Żądna rehabilitacji za poprzedni mundial jest Brazylia, która nie zdołała w Niemczech obronić tytułu mistrza świata. Później jednak, choć wielu narzekało, że „Canarinhos” pod wodzą Dungi to maksimum efektywności i minimum efektowności, przyszły triumfy w Copa America i Pucharze Konfederacji, mówiące same za siebie, że taki sposób prowadzenie reprezentacji jest słuszny. O to, żeby Puchar Świata wrócił do Kraju Kawy, zadbać ma przede wszystkim Kaka.
On co prawda, w przeciwieństwie do Messiego, ma na swoim koncie mistrzostwo świata, ale kiedy w 2002 r. Brazylia wygrywała mundial w Korei Płd. i Japonii, popisy takich piłkarzy jak Rivaldo, Roberto Carlos czy Ronaldo oglądał z ławki rezerwowych. Czas więc, by tym razem miał aktywny, a nie bierny udział w triumfie Brazylijczyków. Sezon Kaka ma za sobą tragiczny – w Realu Madryt na razie się nie sprawdza, a przecież „Królewscy” wydali na niego aż 65 mln euro, co czyni go drugim, po Cristiano Ronaldo, najdroższym piłkarzem świata.
Jeśli ktoś może poprowadzić Anglików do tytułu mistrza świata, to tylko Wayne Rooney (fot. skysports.com)
Ricardo Izecson dos Santos Leite to jednak profesjonalista w każdym calu i z pewnością w okresie przygotowawczym do mundialu wyciągnie wnioski ze swoich niepowodzeń. Poza tym, w Niemczech również nie pomógł Brazylii w wywalczeniu tytułu najlepszej drużyny globu, a przecież sezon w Milanie miał kapitalny. Może więc tym razem historia nieco się odwróci.
Obok Kaki, oczy całej Brazylii skierowane będą na Robinho, który chcąc wywalczyć miejsce w kadrze na MŚ, specjalnie przeniósł się z Manchester City do Santos FC, czym chyba definitywnie zadał kłam tezie, że liczą się dla niego tylko pieniądze. W ojczyźnie znów czaruje umiejętnościami, więc kibice mogą być spokojni o jego dyspozycję. Poza Kaką i Robinho, o wysoki poziom gry „Canarinhos” zadbają także Lucio i Maicon, którzy mają za sobą najbardziej owocny w trofea klubowe sezon.
Nie można jednak zapominać o trzecim, obok „Albicelestes” i „Canarinhos”, mistrzu świata z Ameryki Południowej, a zatem Urugwaju. Utracony dawno temu blask „Urusom” ma przywrócić Luis Suarez. 33 mecze i 35 goli – ten bilans mówi sam za siebie. Poza napastnikiem Ajaksu Amsterdam, który na pewno po mundialu przeniesie się do klubu lepszego niż Joeden, głodny sukcesów w kadrze jest Diego Forlan, który był ojcem triumfu Atletico Madryt w Lidze Europejskiej, zaś MŚ w RPA będą chyba już jego ostatnimi w karierze.
Europa jednak się nie podda. Czas, by piłkarze ze Starego Kontynentu przełamali impas poza domem i również zaczęli zdobywać tytuły mistrza świata na innych kontynentach. Anglicy liczą na Wayne’a Rooneya. Co prawda „Wazza” miniony sezon zakończył bez sukcesów, ale wszystko przez to, że w końcówce marca doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry do końca rozgrywek. Najlepiej zatem świadczy to o jego klasie, że bez niego w składzie Manchester United nie był w stanie wygrać Ligi Mistrzów ani obronić tytułu mistrza Anglii.
Wiele do udowodnienia ma również John Terry, który stracił sympatię kibiców po tym, jak wyszło na jaw, iż miał romans z żoną swojego najlepszego przyjaciela, Wayne’a Brigde’a. W Afryce JT chce być jak Bobby Charlton i także poprowadzić synów Albionu do mistrzostwa świata, na które czekają już 44 lata. Podobnie myślą Steven Gerrard i Frank Lampard. Pierwszy ma za sobą najgorszy sezon w karierze, drugi jeden z lepszych, ale wciąż nie mają w swojej kolekcji trofeów tego najważniejszego i koniecznie muszą je zdobyć właśnie teraz, bo nie jest powiedziane, że selekcjoner reprezentacji Anglii będzie chciał korzystać z ich usług podczas MŚ 2014 w Brazylii.
Cristiano Ronaldo nie marzy o niczym innym aniżeli mistrzostwie świata (fot. Footy-boots.com)
W zespole francuskim najbardziej starać się powinni ci, którzy w ostatnim czasie na całej linii zawodzili zarówno na boisku, jak i poza nim. Yoan Gourcuff w zeszłym sezonie poprowadził Girondins Bordeaux do pierwszego od 10 lat mistrzostwa Francji, przerywając tym samym siedmioletnią dominację Olympique Lyon, w tym sezonie, głównie przez jego słabszą dyspozycję, „Żyrondystów” zabraknie nawet w Lidze Europejskiej.
Thierry Henry stracił wszystkich fanów po tym, jak w perfidny sposób w barażach oszukał Irlandczyków, zagrywając piłkę ręką nim podał ją do Wiliama Gallasa, a później długo zapierał się, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. Franck Ribery z kolei przed laty „zabawiał” się z nieletnią prostytutką, a przecież od zawsze uchodził za wzorowego męża i ojca. Jeśli ktoś w zespole Raymonda Domenecha ma w RPA rządzić i dzielić, to tylko ta trójka, bo oni poza walką o mistrzostwo świata, toczą jeszcze inny pojedynek – o poprawę reputacji, nadszarpniętej do granic możliwości.
W zespole Hiszpanii gwiazdami pierwszej wielkości powinni być fenomenalni napastnicy – Fernando Torres i David Villa. Obaj w swoich klubach są od dłuższego czasu bez wielkich sukcesów, więc chcą to zrekompensować sobie w zespole „La Furia Roja”. Z pewnością mocnym punktem ekipy Vincente del Bosque będą Andres Iniesta i Xavi, ale kto wie, czy jednego z nich z wyjściowej jedenastki „La Seleccion” nie wygryzie Cesc Fabregas, który ma już dość bycia w cieniu tej dwójki, jak i braku sukcesów z Arsenalem Londyn. Dla niego więc afrykański mundial w końcu może okazać się momentem przełomowym w karierze, który kto wie, czy nie zaowocuje transferem do FC Barcelona albo Realu Madryt.
Postawa Holandii w głównej mierze będzie uzależniona od Arjena Robbena i Wesleya Sniejdera, których zespoły zmierzyły się w finale Ligi Mistrzów. Głodni gry są również Robin van Persie i Rafael van der Vaart, którzy większą część sezonu stracili ze względu na poważne kontuzje. Niemcy stracili Michaela Ballacka, ale sam piłkarz Chelsea Londyn na swojego następcę w środku pola wyznaczył Bastiana Schweinstiegera, zaś opaskę kapitańską nosić będzie Philip Lahm i gra naszych zachodnich sąsiadów opierać się będzie na tej dwójce, choć wszyscy liczą również na przebudzenie Miroslava Klose i Lukasa Podolskiego.
Portugalia tradycyjnie liczy na Cristiano Ronaldo. „CR9” miał w Realu, w przeciwieństwie do Kaki, naprawdę udany sezon, a jeśli do tego doszłaby jeszcze pomoc takich graczy jak Simao Sabrossa, Liedson czy Miguel Veloso, piłkarze Carlosa Querioza mogą sięgnąć nawet po złoto.
Drużyna Włoch zbytnio nie zmieniła się od czasu ostatnich mistrzostw świata, które w wielkim stylu wygrała, zatem powodzenie misji o kryptonimie „obrona tytułu” zależeć będzie od starej gwardii piłkarzy takich, jak Gianluigi Buffon, Fabio Cannavaro, Gennaro Gatusso i Andrea Pirlo. Wiadomo, że cała trójka jest o cztery lata starsza, ale czy dalej tak dobra jak w Niemczech?
Jak więc widać, typowanie gwiazd zbliżającego się mundialu to istne wróżenie z fusów, bo naprawdę wiele czynników może zadecydować, że żaden z wyżej wymienionych zawodników nie błyśnie, a swoje pięć minut będzie miał tu ktoś inny. Dopóki nie zabrzmiał jeszcze pierwszy gwizdek XIX finałów MŚ, nie padł pierwszy gol, nie odpadł pierwszy zespół – bawmy się do woli. Na rozliczenia naszych przewidywań przyjdzie jeszcze czas. Oh Africa!
Naszym zdaniem
Tomasz Bejnarowicz (dziennikarz iGola)
Życzyłbym sobie, aby gwiazdą mistrzostw został któryś z zawodników z Bundesligi. Arjen Robben ma za sobą znakomity sezon i powinien błyszczeć na zbliżającym się mundialu. Warto zwrócić również uwagę na napastnika Borussii Dortmund, Lucasa Barriosa. Argentyńczyk nie znalazł uznania w oczach Diego Maradony, przyjął obywatelstwo Paragwaju i będzie jednym z filarów drużyny Gerardo Martino.
Nie zapominajmy o Wybrzeżu Kości Słoniowej – tam nie brakuje świetnych graczy: bracia Toure, Drogba, Zokora. Potencjał „Słoni” jest ogromny i ten zespół stać na strefę medalową.
Sławomir Kruczek (komentator iGol FM)
Każdy mundial to inny turniej, inna gwiazda, inna niespodzianka. Doświadczenie uczy tego, że wszelkie przewidywania przed MŚ pozostają w sferze zwykłych spekulacji, a rzeczywistość przynosi nieoczekiwane rozwiązania. Gdybym miał jednak typować gwiazdę turnieju w Afryce, to postawiłbym na Lionela Messiego. Może i nieco irracjonalnie, ale z czystej sympatii dla niespodzianek. Argentyna ze swoim charyzmatycznym trenerem może zostać największym przegranym turnieju, ale i największym wygranym.
Messi w reprezentacji grać nie potrafi, kibice oczekują wiele, presja jest duża, ale i umiejętności piłkarza są niebywałe – sztuką jest podnieść się, pokazać klasę, zaskoczyć. Dla Messiego przyszedł czas udowodnić kunszt piłkarski. Argentyńczyk jest ambitnym człowiekiem i cieszyłbym się, gdyby udowodnił to na boiskach RPA w koszulce narodowej reprezentacji. Reprezentacji, w której grać nie potrafi.
Arkadiusz Przybyłkiewicz (dziennikarz iGola)
Biorąc pod uwagę ostatnie mecze towarzyskie, uważam, iż jedną z największych gwiazd MŚ może być reprezentacja Paragwaju i jej napastnik Lucas Barrios. To, co pokazuje od momentu debiutu w kadrze „Guarani” napastnik Borussii Dortmund, rzuca na kolana.
Dość powiedzieć, że w trzech meczach w narodowym trykocie strzelił już trzy gole. Widać, że Lucas ma zamiar pokazać wszystkim będącym przeciwko jego grze w kadrze Paragwaju, jak się mylili. Miejmy tylko nadzieję, czego mu życzę, że nie okaże się drugim Olisadebe.