Korona miała poważny problem ze zwycięstwami ligowymi na własnym stadionie. Po tym, jak kielczanie zremisowali w ostatniej kolejce ze Śląskiem Wrocław, przyszedł czas na przełamanie i zwycięstwo z Piastem.
Podopieczni Marka Motyki przystępowali do tego meczu w dobrych humorach po zwycięstwie z GKS-em Bełchatów w Pucharze Polski. Piast w tym sezonie bardzo dobrze się spisuje. Przed meczem na Arenie Kielc gliwiczanie zajmowali siódme miejsce w tabeli po udanym początku rozgrywek.
Mecz rozpoczął się pod dyktando gospodarzy, a mimo to na prowadzenie wyszli goście. W 18. minucie, po zamieszaniu w polu karnym, przy piłce znalazł się Sebastian Olszar i bez problemu pokonał bramkarza Korony. Całą pierwszą połowę przyjezdni grali dużo słabiej, ale potrafili utrzymać czyste konto i do szatni piłkarze Piasta schodzili prowadząc 1:0. Korona nie wyciągnęła wniosków z pierwszej części i ponownie straciła gola. Na 2:0 dla Piasta podwyższył Muszalik po świetnie wyprowadzonej kontrze.
Ta bramka sprawiła, że gospodarze poprawili swoją skuteczność w ataku i szybko, bo w 54. minucie, Edi zdobył bramkę kontaktową bezpośrednio z rzutu wolnego. Korona złapała wiatr w żagle i nie schodziła już z połowy rywala. Piast był pod presją, a podopieczni Fornalaka skupiali się nad tym żeby nie stracić bramki. „Najlepszą obroną jest atak” – tego powiedzenia nie znali chyba piłkarze Piasta, którzy w 73. minucie dali sobie strzelić drugą bramkę. Do wyrównania doprowadził Aleksandar Vuković, nie dając szans Muszalikowi, bramkarzowi gości. Piast walczył jeszcze o jeden punkt, ale znów zbyt pasywnie i po raz kolejny zemściło się to na gliwiczanach. Dwanaście minut przed końcem ładnie z prawej strony dośrodkowywał Zganiacz, Vuković przedłużył lot piłki, a na koniec głową uderzył Wilk, pokonując Szmatułę po raz trzeci.
Wynik 3:2 dla Korony jest jak najbardziej sprawiedliwy. Gospodarze przeważali w każdym aspekcie i należą im się trzy punkty. Podopieczni Marka Motyki po meczu ze Śląskiem na treningach w tym tygodniu przykładali dużą wagę do wykańczania akcji i to dziś zaprocentowało. Kielczanie w końcu odczarowali też swój stadion, na którym nie potrafili wygrać w lidze przez dłuższy czas.










