Jak dziurawe sito, jak szwajcarski ser? No dobra, w ekstremalnych przypadkach nie można bać się drastycznych porównań. Jak polskie drogi.
Mowa, rzecz jasna, (zresztą jak mogliście się nie domyśleć?!) o defensywie Cracovii, dziurawej jak wszyscy przedstawiciele pocztu dziur polskich razem wzięci. Jak dach stadionu Lecha Poznań. Jak część ciała, w którą powędrował dobrze wszystkim znany kolumbijski palec. Jak, do cholery, pamięć Zdzisława Kręciny, który nieco pląta się w zeznaniach.

Swoją drogą, media chyba wyolbrzymiły tę sytuację. Mówią, że pił, a ja się pytam – co z tego? Na tym polega przecież dyplomacja. „Kwachu” też pił, nieraz walczył z grawitacją, stojąc przy mównicy. I co, źle wam było? Ja bym się o to na niego nie obrażał, rozliczałbym go raczej z wyników pracy. No, chyba że byłbym pasażerem tamtego samolotu i do moich uszu doszedłby „element chrapania”. :-)
Wracając do defensywy, przypomniała mi się scena z kultowego „Kilera”.
– Podobno już drugiego dnia pobytu Kiler zamordował współwięźnia.
– Udusił współwięźnia na stołówce solniczką. Znaczy nakrętką. Sitkiem.
– … to znaczy sitkiem czy solniczką?
– Denkiem. Znaczy, no, nakrętką z dziurkami.
Taką właśnie nakrętką z dziurkami jest blok defensywny Cracovii. Z tym, że jeśli miałaby ona kogoś zamordować, to tylko własnego bramkarza.
Co robi normalny klub z ambicjami i przede wszystkim z pieniędzmi, planując po sezonie ruchy kadrowe, zdając sobie sprawę, że defensywa była najsłabszym punktem drużyny? Wiadome, kupuje najlepszych środkowych obrońców na polskim rynku, no, może nie najlepszych, ale chociaż wyróżniających się. Tymczasem Cracovia kupiła Nykiela i Żytkę.
„Pasy” straciły w trzech kolejkach sześć bramek. Wynik może nie kompromitujący, ok, mogło być gorzej.
Pierwszy mecz, pierwszy klops. Jovanović wybija piłkę, żeby oddalić zagrożenie. Zieliński myśli sobie: „Pobiegnę, może się uda!”. Kosanović odpuszcza, Żytko został frajersko przepchnięty. Gol.

Drugi mecz. Vrdoljak strzela, piłka odbija się od dwóch zawodników Cracovii. Kaczmarek rozpaczliwie próbuje ratować sytuację. Nie udało się. Gol. Później znowu. Zamieszanie w polu karnym, obrońcy wykładają piłkę Manu, który po raz drugi korzysta z prezentu. Trzeci gol – totalnie osamotniony Radović, piruet obrońcy, który zderza się z bramkarzem. „Rado” robi swoje.











