Swego czasu myślałem, że szczytem braku elegancji (prostactwa?) przy rozstaniach na linii klub (reprezentacja) – zawodnik jest to, w jaki sposób „pożegnano” Michała Żewłakowa po reprezentacyjnej dekadzie. Ale potem zobaczyłem historię z Bartoszem Bosackim w roli głównej. Chamstwo i drobnomieszczaństwo.
Panie Bakero, panie Kadziński, panie Rutkowski. Dno. To jak poinformować żonę SMS-em o pozwie rozwodowym. Dno, upadek, żenada. Tak to sobie mogliście Zapotokę czy innego Golika żegnać, a nie legendę klubu!

335 spotkań w barwach Lecha, łącznie 17,5 roku spędzone w tym klubie. Opuścił go tylko na moment, na półtoraroczną próbę podboju Bundesligi. Był czymś więcej niż tylko piłkarzem. Ulubieniec kibiców, kapitan, ikona. Spory potencjał marketingowy, ba, kiedyś nawet sam przyniósł na biurko Rutkowskiego gotową umowę o sponsoring.
Przypomnę, było mniej więcej tak.
Bakero: Bartek, potrzebuję Cię w drużynie! Nie mogę się doczekać, aż podpiszesz nowy kontrakt!
Bosacki: Cieszę się trenerze, rozmowy trwają.
—
Pogorzelczyk: To co, szczegóły ugadane?
Bosacki: Owszem. Świetnie, że obyło się bez rozbieżności. To kiedy podpisujemy?
Pogorzelczyk: Jeszcze nie teraz. Na razie spokojnie, dograj sezon.
Bosacki: OK, dzięki!
—
Bakero: No co jest Bartek, gdzie ta umowa?! Czemu tak długo to trwa?!
—
Bosacki: To co, podpisujemy?
Rutkowski: Bartek…
Kadziński: Bo widzisz…
Rutkowski: Jesteś…
Kadziński: …nam…
Rutkowski: …nie…
Bosacki: Niezbędny? Ha, ha!
Kadziński i Rutkowski: Niepotrzebny.
—

Przyznacie, budzi niesmak. Rezygnacja z zawodnika to normalna rzecz, już nawet abstrahując od sportowych powodów tej decyzji. Fakt, to nie była najlepsza runda Bosackiego, parę błędów mu się zdarzyło (Arboleda też nie był święty…), OK. Załóżmy, że wiek robi swoje, w porządku. Chociaż i tak uważam, że to nadal jeden z najlepszych obrońców ligi.
Takie rzeczy załatwia się twardo, ale z klasą. Jak Korona z Edim. Wcześniej w eter poszła informacja, że Brazylijczyk odejdzie z Kielc. Było elegancko. Były kwiaty, uściski, owacja na stojąco, łezka w oku. Niby tak niewiele…












