Biorąc pod uwagę wcześniejsze występy Bayernu, wcale nie było wykluczone, że Werder może pokusić się o niespodziankę. „Bawarczycy” w lidze wygrali tylko jeden z ostatnich czterech meczów, ogrywając w poprzedniej kolejce Eintracht Brunszwik po długich męczarniach 2:0. O mały włos i musieliby uznać wyższość Werderu Brema, ale nagłe przebudzenie gospodarzy doprowadziło do pogromu.
Mecz zaczął się wyśmienicie dla piłkarzy z Bremy. W 9. minucie szybki kontratak, błędy w asekuracji Bayernu i bramkę zdobywa czeski skrzydłowy, Gebre Selassie. Szybko strzelony gol pokazał, że Bayern Monachium wyszedł na to spotkanie mocno zdekoncentrowany. Zresztą to nie pierwsza stracona bramka z kontrataku – widać, że podopieczni Guardioli nie radzą sobie z tym elementem gry. Rozluźnienie gospodarzy mogło być spowodowane szybko zdobytym mistrzostwem i perspektywą meczu rewanżowego z Realem Madryt. Jednakże drużyna taka jak Bayern nie może pozwolić sobie na utratę takich bramek – oraz pierwsze zagrożenie na bramkę rywali dopiero w 19. minucie meczu.
Minutę po pierwszym strzale na bramkę Werderu – Bayern wyrównuje. Gola na 1:1 zdobywa Franck Ribery, który ponoć przechodzi kryzys formy. Warto odnotować świetne podanie Pizarro, który walnie przyczynił się do remisu. „Bawarczycy” starali się grać swoje, ale często dochodziło do sytuacji, gdy któryś z zawodników w czerwonej koszulce holował piłkę, w konsekwencji ją tracąc. Czy łamanie schematów w taktyce Josepa Guardioli tak się właśnie kończy?
W 34. minucie pięknie w polu karnym znalazł się Claudio Pizarro, posłał piłkę lobem, ale cudownie wybił ją obrońca Werderu Brema, Sebastian Prodl. Obu panom należy pogratulować zdolności akrobatycznych. Sześć minut później, w polu karnym postanowił zabawić się Manuel Neuer, który wdał się w drybling z napastnikiem bremeńczyków. To tylko pokazuje, jak słaba była defensywa „Bawarczyków” w pierwszej połowie. Ponownie wykorzystał to Werder – gol na 2:1 padł w końcówce pierwszej połowy, a strzelcem był Aaron Hunt. W tej sytuacji Boateng został ograny jak junior.
Początek drugiej połowy nie zwiastował tego, co miało przyjść za chwilę. Piłkarze Bayernu grali zbyt indywidualnie, bez koncepcji w poczynaniach. Nie przeszkodziło to jednak w zdobyciu bramki – 53. minuta i Claudio Pizarro strzela swoją 173 bramkę w Bundeslidze. Nie był to ostatni gol żywej legendy Werderu i Bayernu. W 57. minucie spotkania ponownie Peruwiańczyk umiejscawia piłkę w siatce bramkarza gości Wolfa. Radości po strzelonych bramkach nie okazywał Pep Guardiola, który najwidoczniej przeżywa utratę swojego przyjaciela, Tito Vilanovy.
Kolejny szybki cios gospodarzy i w 61. minucie było już 4:2. Bastian Schweinsteiger wyskoczył w powietrze i potężnym strzałem głową umieścił piłkę w siatce. Reprezentant Niemiec wyrasta na specjalistę od bramek głową. Niewiele można powiedzieć o grze gości. Od bramki na 2:2 gra podopiecznych Dutta przygasła i do głosu dochodzili już tylko gospodarze. W 74. minucie byliśmy świadkami prawdziwego „wejścia smoka”. Arjen Robben nie zdążył nawet porządnie założyć żałobnej opaski, a już zdobywa bramkę w swoim stylu.








