Jagiellonia Białystok, pokonując poznańskiego Lecha, zdobyła swoje drugie trofeum w historii. Do tej pory jedynym sukcesem białostoczan było zdobycie Pucharu Polski w minionym sezonie. Jednak zarówno Jacek Zieliński, jak i Michał Probierz nie byli po spotkaniu w pełni usatysfakcjonowani.
Trener Jacek Zieliński podkreślił, że Lech przegrał trochę na własne życzenie. Zdaniem szkoleniowca „Kolejorz” stworzył zbyt mało akcji podbramkowych, żeby osiągnąć sukces, a postawa defensywy również pozostawiała wiele do życzenia.

− Gratuluję trenerowi Probierzowi i Jagiellonii zdobycia Superpucharu, bo zawsze na początek sezonu takie trofeum jest pozytywnym bodźcem. Mieliśmy takie samy plany, niestety nie udało się. W końcówce pozwoliliśmy sobie na mega błąd, zostawiając Tomka Frankowskiego bez opieki, a mieliśmy doskonały obraz tego, jak to się kończy. Skąd mogą się wziąć bramki, skoro nie stwarzamy sobie do tego sytuacji, a to co miał Joël w końcówce to… naprawdę trzeba mieć szczęście, żeby marzyć o zwycięstwie – powiedział szkoleniowiec mistrza Polski, Jacek Zieliński.
Trener Michał Probierz nie ukrywał zadowolenia ze zwycięstwa. Jednak szkoleniowiec białostoczan zaznaczył, że ten mecz był jednym z etapów przygotowań do meczu rewanżowego z Arisem Saloniki. Opiekun Jagiellonii zauważył także z jakim poświęceniem grali zawodnicy. Możliwe też, że kilku z nich nie będzie w stanie zagrać w kolejnym meczu z powodu urazów odniesionych w meczu z Lechem.
− Do dzisiaj nie udało mi się wygrać z Jackiem Zielińskim, więc tym bardziej się cieszę ze zwycięstwa. Pierwsze minuty zdecydowanie należały do Lecha. Nie potrafiliśmy sobie uporządkować gry, mieliśmy problem zwłaszcza w środku pola. Z czasem jednak opanowaliśmy taktykę. Próbowaliśmy różnych ustawień pod kątem rewanżowego meczu z Arisem i naprawdę dało mi to dużo odpowiedzi. Najgorsze jest to, że mamy trzy kontuzje i są to urazy mechaniczne, które wykluczają naszych trzech zawodników z występu w Salonikach. W drugiej połowie po zmianach trenera Zielińskiego było wiadomo, że Lech będzie coraz groźniejszy. Nie potrafiliśmy utrzymać piłki tak, jakbym sobie życzył, do tego warunki atmosferyczne były fatalne, skoro człowiek siedział z boku i się pocił. Jednak zawodnicy wytrzymali trudy spotkania a Tomek Frankowski zakończył mecz zdobyciem bramki − powiedział szczęśliwy Michał Probierz.










