Hit kolejki rzeczywiście okazał się hitem. Po świetnym widowisku i bramce Silvy piłkarze Manciniego wrócili na pierwsze miejsce.
Największe wydarzenie 16. kolejki Premiership odbyło się na Etihad Stadium w Manchesterze. „The Citizens”, którzy stracili wraz z zakończeniem meczu swojego największego wroga prowadzenie w lidze, podjęli rywalizację z Arsenalem. Na papierze to oczywiście piłkarze Roberta Manciniego wyglądali na mocniejszych, droższych i bardziej popularnych.
W składzie gospodarzy zabrakło wyautowanego za żółte kartki Gaela Clichiego. Nie wspominam o tym bezpodstawnie, na murawę w błękitnych koszulkach wybiegło bowiem dwóch byłych piłkarzy z Londynu: Kolo Toure i Samir Nasri. Atmosfera w zespole z Manchesteru jest wzorcowa. Przed pierwszym gwizdkiem Nasri wraz z największym żartownisiem „City” Balottellim przybijali piątki, żartowali, a ich twarze szeroko się uśmiechały.
Początek meczu był bardzo wyrównany. Jakby obie drużyny badały przeciwnika i sprawdzały, na co go stać. Trzy tygodnie temu to Manchester City wygrał w Carling Cup. Z minuty na minutę gospodarze przejmowali inicjatywę, spychając Kanonierów do głębokiej defensywy. Broniło zawsze pięciu czy sześciu piłkarzy w czerwonych koszulkach. Najciekawszym zdarzeniem w pierwszych minutach był drybling bramkarza Arsenalu. Wojtek Szczęsny znów popisał się tzw. Cruyffs turn. W 10. minucie przed ogromną szansą stanął Sergio Aguero, ale z „piątki” strzelił nad poprzeczką bramki Szczęsnego. Pierwsze ostrzeżenie dla piłkarzy Wengera.
Goście ograniczali swoje poczynania do szybkich kontr, bazując głównie na szybkim Walcottcie, Gervinho i „can’t miss player” van Persiem. Kolejne minuty należą właśnie do tych nazwisk. Swoją szansę najpierw miał reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej Gervinho. Zbiegając ze skrzydła, uderzył po krótkim słupku – Hart bezpiecznie wybił za linię końcową. Po rzucie rożnym zza pola karnego uderzył Ramsey. Zaskoczony Anglik również i tym razem wybił piłkę. Kolejny korner dla gości przyniósł strzał Kościelnego, jednak nie stanowił on większego zagrożenia.
Mimo trzech szybkich okazji dla Arsenalu, to gospodarze cieszą się przejętą inicjatywą. Szybkie, kombinacyjne wyprowadzanie piłki i podania są zbyt łatwe dla świetnych tego dnia Mertesackera, Kościelnego i Vermaelena. Najlepszą okazję zaprzepaścił Balotelli, który wyłuskał piłkę po dośrodkowaniu i z najbliższej odległości, leżąc, nie potrafił pokonać Szczęsnego.
W pierwszej połowie jeszcze usłyszeliśmy o polskim golkiperze. Dryblujący Aguero zostawiał kolejnych rywali za sobą, strzał z ośmiu metrów nie zaskoczył Szczęsnego, który, już leżąc, czekał na piłkę.
Brawa należą się Laurentowi Kościelnemu, który był dzisiaj zbyt potężną przeszkodą dla niesfornego Balottellego. Francuz wygrywał wszystkie pojedynki, na ziemi, w powietrzu czy nawet na 30 metrów sprintem.
Druga odsłona spotkania zaczęła się od zmiany, za kontuzjowanego Djourou na boisku zameldował się Ignasi Miguel. Przestawienie formacji defensywnej szybko okazało się nieskuteczne. W 53. minucie lewą stroną urwał się Balotelli. Zszedł do środka, ogrywając po drodze Songa, i oddał strzał. Górą z tego pojedynku wyszedł Szczęsny, wybijając piłkę pod nogi Vermaelena. Futbolówka odbiła się od Belga i padła łupem Davida Silvy, który z tej odległości nie mógł się pomylić.










