Po wygranej Wigan nad Wolverhampton w Premiership rozegrano kolejne mecze. Po nich powody do radości mieli kibice Evertonu i Stoke. Pierwsi pokonali 2:0 Birmingham, a drudzy 1:0 Blackburn.
Birmingham – Everton 0:2
Gdyby ten mecz odbywał się w poprzednim sezonie, za faworyta należałoby uznać ekipę z Liverpoolu. W przypadku obecnych rozgrywek więcej szans na zwycięstwo przyznawano raczej gospodarzom. Wszystko za sprawą bardzo słabej formy podopiecznych Davida Moyesa objawiającej się ostatnim miejscem w tabeli Premiership. Jednak od początku meczu lepsze wrażenie sprawiali przyjezdni. Szczególnie aktywny wśród nich był Seamus Coleman. W pierwszych fragmentach meczu stworzył kilka okazji, których nie udało się wykorzystać. Po dziesięciu minutach w niezłej sytuacji znalazł się Arteta, lecz został powstrzymany przez Carra. Więcej do powiedzenia miał Everton, lecz również Birmingham miało swoje okazje. Fantastyczną zmarnował Jerome. Chwilę później szczęścia zabrakło Yakubu. Następnie nigeryjski napastnik uderzył ponad poprzeczką. W końcówce pierwszej połowy ciekawych akcji było jak na lekarstwo. Kibice, którym mecz się nie podobał, dawali pokaz swojej frustracji. Na postawę Birmingham i Evertonu to nie wpłynęło i ta część meczu zakończyła się bezbramkowym remisem.
Druga zaczęła się od okazji Rogera Johnsona. Po tym inicjatywę przejął Everton, lecz defensywa Birmingham ze wspomnianym piłkarzem na czele spisywała się bez zarzutu. Lecz im również zdarzył się błąd. W 53. minucie piłka wpadła do bramki gospodarzy, a tym, który ją tam skierował, okazał się Johnson. Niedługo potem liverpoolczycy domagali się rzutu karnego, lecz sędzia nie dopatrzył się przewinienia Carra. Everton zaczął kontrolować wydarzenia na boisku. W 64. minucie kolejną okazję zmarnował Fellaini. W rewanżu nad poprzeczką uderzył Bowyer. Gospodarze przycisnęli, lecz nie potrafili poważniej zagrozić bramce Tima Howarda. Czas uciekał, a do Birmingham zbliżała się pierwsza od 18 meczów domowa porażka. Na pięć minut przed końcem po raz kolejny bez powodzenia próbował Fellaini. To jednak nie było ostatnie słowo Evertonu. W ostatniej minucie regulaminowego czasu przeciwników dobił Tim Cahill, podwyższając na 2:0, co przypieczętowało trzy punkty gości.
Stoke – Blackburn 1:0
Wytypowanie pewniejszego kandydata do zwycięstwa przed tym meczem sprawiało sporo problemów. Teoretycznie więcej szans ze względu na wyższą pozycję w tabeli można było dać przyjezdnym. Pierwsze minuty upłynęły na pojedynczych atakach nie sprawiających rywalom większych problemów. Po sześciu minutach Kenwyne Jones zdecydował się na uderzenie z dystansu, lecz Robinson znakomicie sobie z nim poradził. Po kwadransie gry strzelał Emerton, lecz piłkę lecącą w kierunku bramki zablokował Huth. Po niezłym początku tempo gry wyraźnie spadło, coraz mniej było ciekawych akcji. W 36. minucie podania Pennanta na bramkę nie zamienił Etherington. Niedługo potem Faye zablokował Phila Jonesa. Do końca pierwszej połowy było jeszcze kilka akcji, lecz nie zmieniły one rezultatu, który utrzymał się do przerwy.










