Kilkanaście dni temu Widzew Łódź ogłosił transfer Osmana Bukariego, który kosztował rekordowe 5 milionów euro. Tym samym padł najwyższy transfer w historii PKO Ekstraklasy. Nic więc dziwnego, że ruch ten jest szeroko komentowany przez media, dziennikarzy i ekspertów. Mówimy bowiem o bardzo poważnej kwocie jak na realia naszej ligi. Opinie o samym piłkarzu są przy tym mocno podzielone.
Choć tekstów o Osmanie Bukarim pojawiło się już wiele, warto spojrzeć szerzej. Nie tylko na jednego zawodnika, lecz także na cały trend wydatkowy w PKO Ekstraklasie. Kluczowe jest tempo wzrostu transferów oraz to, jak dziś wypadamy na tle innych lig europejskich. Jeszcze kilka lat temu takie kwoty wydawały się abstrakcją. Dziś stają się faktem.
Rekordowe transfery w PKO Ekstraklasie – kiedyś obciach, dziś klasa?
Ostatnie trzy sezony są pod względem rekordów transferowych wręcz przełomowe. Dziś, poza nielicznymi wyjątkami, trudno znaleźć klub PKO Ekstraklasy bez piłkarza kupionego za minimum 700–800 tysięcy euro. Jeszcze niedawno takie kwoty były domeną jedynie ligowej czołówki. Teraz są coraz bardziej powszechne. To pokazuje, jak bardzo zmieniły się realia finansowe. Obecnie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W trwającym sezonie mówimy o około 310 transferach przychodzących. Ich łączna wartość sięga aż 46 milionów euro. Oznacza to niemal sześciokrotny wzrost wydatków w porównaniu z sezonem 2020/2021. Tak duża różnica najlepiej pokazuje skalę zmian, jakie zaszły w polskiej lidze w bardzo krótkim czasie.
Cofnijmy się o pięć lat
Dla porównania warto cofnąć się do sezonu 2020/2021. W tamtym sezonie kluby PKO Ekstraklasy przeprowadziły 336 transferów przychodzących. Łączna kwota wszystkich wyniosła jednak zaledwie 8 milionów euro. Sama liczba ruchów była więc większa, ale pieniądze zdecydowanie mniejsze. Najdroższym transferem tamtego okienka było sprowadzenie Jespera Karlstroma do Lecha Poznań za 800 tysięcy euro.
Dziś taka kwota przestaje robić większe wrażenie. Dla porównania, w ostatnim oknie transferowym GKS Katowice zapłacił około miliona euro za Mateusza Kowalczyka. Transfery na poziomie 500 tysięcy do miliona euro stały się niemal codziennością. To wyraźnie wpływa na jakość ligi. Większe wydatki oznaczają lepszych piłkarzy i wyższy poziom sportowy. Oczywiście kluby mogą czasem przestrzelić z transferem, a czasem trafić idealnie. Różnica polega jednak na tym, że coraz rzadziej trafiają do PKO Ekstraklasy zupełnie anonimowi zawodnicy. Zamiast tego pojawiają się piłkarze już sprawdzeni na solidnym poziomie.
Rynek wewnętrzny nabiera znaczenia
Zmienia się również tzw. rynek wewnętrzny. Przez lata transfery pomiędzy klubami PKO Ekstraklasy były rzadkością. W praktyce korzystały z nich głównie Legia Warszawa i Lech Poznań. Latem 2020 roku tylko jeden taki ruch znalazł się w top 10 największych transferów. Był nim transfer Iwo Kaczmarskiego z Korony Kielce do Rakowa Częstochowa za około 350 tysięcy euro.












