Bez wątpienia ostatnie mecze zespołu Podbeskidzia nie mogą napawać optymizmem kibiców w Bielsku-Białej. Nerwowe zwycięstwo w meczu ze Stomilem Olsztyn, gdzie spotkanie można było spokojnie zamknąć w pierwszej połowie. Do tego remis w starciu z Zagłębiem Sosnowiec, które jest rywalem zdecydowanie niżej notowanym, oraz wyszarpane zwycięstwo z Chrobrym Głogów. Pomimo tego, że w każdym z tych meczów „Górale” zdobywali punkty, to poziom gry od 1. do 90. minuty nie był zadowalający, o czym również otwarcie mówili trenerzy.
Nie da się ukryć, że Podbeskidzie w tym sezonie nie było tak oczywistym kandydatem do awansu, jak niektórzy typowali. Zespół miał stworzyć solidne fundamenty pod walkę o ten cel w następnym sezonie. Niemniej jednak wraz z dobrymi wynikami apetyt na szybki powrót do elity w Bielsku-Białej wzrósł. Były ku temu oczywiście solidne podstawy, bo „Górale” prezentowali się w wielu spotkaniach naprawdę dobrze. Nawet jeśli nie wygrywali, to wstydu absolutnie nie przynosili – jak w meczu z Koroną Kielce. Jednak w ostatnich spotkaniach widać, że drużyna Podbeskidzia złapała lekką zadyszkę, jeśli chodzi tylko o swoją grę. Nawet pomimo tego, że punktują, to w wielu meczach, gdyby rywal wykorzystywał nadarzające się sytuacje, to liczba „oczek” na ich koncie mogłaby być mniejsza.
Obronne problemy
To, co w zespole spod Klimczoka jest zdecydowanie najsłabszym ogniwem na boisku na przestrzeni dotychczasowych meczów, to linia defensywna. Podbeskidzie jako jedyna drużyna z czołówki ligi (pierwsze osiem miejsc w tabeli) straciło 20 bramek w 15 spotkaniach. Drugie w tym zestawieniu są GKS Tychy i ŁKS Łódź z 15 straconymi bramkami. To pokazuje, że podopieczni trenera Jawnego i Dymkowskiego mają duży problem z bronieniem własnej bramki. Ale co może cieszyć, to fakt, że defensywne braki są nadrabiane przez ofensywę. Ale w tym momencie nasuwa się pytanie, czy aby na pewno powinno to tak wyglądać, że ofensywa musi nadrabiać błędy defensywy?
Wydaje się, że głównym problemem przy straconych bramkach są błędy indywidualne. Zarówno te popełniane przez obrońców, jak i pomocników. I bez znaczenia jest moment ich popełnienia, bo zdarzają się one zarówno w fazie wyprowadzenia piłki przez stoperów, wyjścia spod pressingu, jak i obrony kontry rywala. Niestety dla zawodników i kibiców „Górali” często kończą się one stratą bramki. W całej sytuacji w linii obrony z pewnością nie pomaga fakt, że do dyspozycji szkoleniowców klubu z województwa śląskiego jest tylko pięciu stoperów. A właściwie to czterech. Ponieważ Costa praktycznie od początku sezonu jest kontuzjowany. A gdy przypomnimy, że drużyna gra na trzech stoperów, to widzimy, że sytuacja z pewnością nie jest wesoła.
Potrzeba stabilizacji w grze i punktowaniu
Jednym z elementów, które w grze Podbeskidzia szwankują, jest stabilizacja. Zespół od początku sezonu nie może złapać serii zwycięstw trwającej dłużej niż trzy mecze. Do tego często wyniki się przeplatają. W jednym tygodniu zwycięstwo, a w następnym remis albo porażka. Krótko mówiąc, Podbeskidzie punktuje w kratkę. Bardzo podobnie jest, jeśli chodzi o styl i poziom gry zespołu.











