Austria drugi raz jedzie na europejski czempionat, z tym że pierwszy występ, w 2008 roku, zaliczyła z racji bycia gospodarzem turnieju. Wówczas piłkarsko mocno odstawała (co nie przeszkodziło jej w zdobyciu punktu w starciu z Polakami), ale dziś sytuacja wygląda nieco inaczej. Ekipa Marcela Kollera bez skrupułów niszczyła kolejnych rywali w eliminacjach, a rankingu FIFA zajmuje 10. lokatę, co sporo mówi o jej potencjale. Czy we Francji zdoła choć trochę nawiązać do słynnego „Wunderteamu” lat 30.?
Owy „Wunderteam” spokojnie mógłby zostać zaklasyfikowany jako jeden z najlepszych zespołów z tych, które nigdy nie wygrały mistrzostwa świata czy Europy. W okresie międzywojennym nie było drużyny grającej atrakcyjniejszy i przyjemniejszy dla oka futbol, zachodząc jednocześnie do półfinału mundialu i wygrywając rozgrywany wówczas Puchar Państw Środkowoeuropejskich (w którym grali m.in. Polacy, Węgrzy, Włosi i parę innych krajów). Styl, klasa, efektowność, jakość – kadra tak dobrze oddawała to, czym wówczas była i nadal jest ich stolica, Wiedeń.
Jakim cudem Austriacy byli taką potęgą? Przyczynili się do tego wyjątkowi ludzie, inne podejście do futbolu niż w uznawanej wówczas za potęgę Anglii, ale i zmieszanie się piłki z kulturą i codziennymi obyczajami.
W tamtych czasach motorem napędowym do rozwoju piłki były dyskusje o grze, jakie często toczyły się między uprawiającymi ten sport, tymi, którzy go uczyli i zajmowali się jego organizacją, i najliczniejszą grupą, która po prostu obserwowała wszystko z wysokości trybun. W Anglii do wymiany poglądów między tymi trzema grupami dochodziło przede wszystkim w pubach. I nie ma co ukrywać, brała w tym udział niemal tylko niższa klasa społeczeństwa, robotnicza. Brakowało intelektualistów.
Inaczej sprawa się miała w Austrii. Gra została rozpropagowana przez pracowników brytyjskiej ambasady, biznesmenów, bankierów. Ale nie została pozostawiona tylko i wyłącznie robotniczej części społeczeństwa.
W szczególności w Wiedniu,w latach 20. i 30. bardzo popularna była kultura kawiarniana. Ludzie przesiadywali w nich całymi dniami. Dlaczego? W stolicy Austrii wielu mieszkało w ciasnych mieszkaniach, brakowało im przestrzeni, dlatego „domy kawowe”, jak określa się je po angielsku, stały się przedłużeniem ich mieszkań. Prawdziwym salonem, pokojem służącym do odpoczynku, relaksu i przyjemności. Inni przychodzili, bo było to centrum życia społecznego. Tam mogli usiąść przy marmurowych stołach, poczytać prasę, porozmawiać. W takich miejscach spotykali się literaci tworzący swoje kolejne dzieła.
Każdy klub miał swoją własną, upatrzoną kawiarnię, gdzie gracze, sympatycy, dyrektorzy i pisarze spotykali się, by podczas wielogodzinnych dyskusji rozprawiać na tematy dotyczące ich ulubionej drużyny. Fani Austrii Wiedeń na przykład robili to w Cafe Parsifal, z kolei ci popierający Rapid Wiedeń gromadzili się w Cafe Holub. Ale centrum wszelkich dysput był Ring Cafe. Jonathan Wilson, „Odwrócona piramida”.
Kawiarnie działały wtedy jak takie demokratyczne kluby, miejsca spotkań, gdzie każdy był mile widziany w dyskusji. Ceną była w zasadzie tylko jedna kawa. Nie trzeba było wiele wydawać, by móc siedzieć godzinami, rozmawiając, pisząc, czytając gazety, grając w karty czy otrzymując swoje przesyłki pocztowe – pisał Stefen Zweig. Zgadza się – niektórzy, np. pisarz i poeta Peter Altenberg, woleli mieć zaadresowaną do siebie pocztę dostarczaną w kawiarniach aniżeli w domach, bo tam częściej przesiadywali. Freud, Kafka i wielu innych w tej atmosferze tworzyło wybitne dzieła. Nie było też lepszego miejsca dla polityków, jeśli chodzi o promocję samych siebie – organizowano wiece, spotkania z wyborcami.













