Bundesliga mecze 14. kolejki rozgrywa we wtorek i środę. Oznacza to, że drużyny będą miały mało czasu na odzyskanie sił po ostatnich spotkaniach. Czy doprowadzi to do zaskakujących rezultatów?
We wtorek swój mecz rozegra Borussia Dortmund. Pojedynek z Fortuną Düsseldorf będzie niejako rozgrzewką przed hitowym spotkaniem z Bayernem Monachium. W związku z tym Jürgen Klopp raczej nie zdecyduje się na wystawienie w pierwszej jedenastce wracającego do składu Sebastiana Kehla, a pod znakiem zapytania stoi występ poobijanych Ilkaya Gündogana i Mario Götzego. To właśnie Götze wraz z Marco Reusem i Robertem Lewandowskim stanowią o sile ofensywnej BVB. Kluczem do zdobycia punktów przez Fortunę będzie odcięcie polskiego napastnika od podań młodych, niezwykle dynamicznych Niemców. Może o to być bardzo trudno, gdyż kontuzjowani są defensywny pomocnik Olivier Fink i dwójka obrońców, Stelios Malezas oraz Bruno Soares. Również atak ekipy z Düsseldorfu nie będzie optymalny, gdyż Norbert Meier nie może korzystać z usług Daniego Schahina. Nie ulega wątpliwości, że to mistrzowie Niemiec są faworytem tego meczu. Po przeciętnym początku sezonu notują zwyżkę formy, od pięciu spotkań są niepokonani (jeden remis – z VfB) i awansowali na lokatę wicelidera. Jeśli Borussii marzy się udana pogoń za Bayernem, musi pokonać drużynę, która w ostatnich ośmiu spotkaniach tylko raz wygrała i zdobyła zaledwie pięć punktów. Co prawda to jedyne ostatnim czasem zwycięstwo przyszło w meczu z Hamburger SV, ale i tak podopieczni Norberta Meiera nie mają zbyt wielkich szans na wyszarpanie chociażby punktu.
Wspomniane HSV zmierzy się z Schalke Gelsenkirchen. Zapewne to spotkanie moglibyśmy z czystym sumieniem polecić na wtorkowy wieczór. Niestety, w drużynie z Hamburga w ostatnim meczu kontuzji doznali Rafael van der Vaart (prawdopodobnie nie zagra do końca roku) i Heung-Min Son. Oznacza to, że ofensywa ekipy Thorstena Finka raczej nie będzie atutem w tym spotkaniu. Jakby tego było mało, w nie najlepszej formie jest Schalke. Drużyna z Gelsenkirchen gra przeciętnie i traci punkty. Zaprezentowała się fatalnie przeciwko Bayerowi Leverkusen, a w ostatniej kolejce pierwszy raz straciła punkty na swoim stadionie, remisując z Eintrachtem Frankfurt. Raczej nie ma co liczyć na niezapomniane widowisko. Zmęczeni podopieczni Huuba Stevensa, którzy grają w niemal tym samym zestawieniu co trzy dni, będą wzajemnie unicestwiać się z drużyną HSV. Chyba że któryś z tych zespołów odzyska blask sprzed kilku tygodni.
W środę wszystkie kibicowskie pary oczu będą zwrócone na poczynania Bayernu Monachium. Może się okazać, że to wcale nie będzie spacerek dla „Bawarczyków”. SC Freiburg w ostatnich tygodniach jest w świetnej dyspozycji. Po porażce z BVB przyszły dwa remisy z M’Gladbach i HSV, a potem wygrane z Hannoverem i Stuttgartem. Z kolei piłkarze Juppa Heynckesa po dwóch remisach (w Bundeslidze z FC Nürnberg i w Lidze Mistrzów z Valencią) w ostatniej kolejce rozgromili Hannover, wygrywając 5:0. Talizmanem monachijczyków jest rozgrywający świetny sezon Franck Ribery. Jeśli zagra na sto procent swoich możliwości, da swojemu zespołowi rozpęd, który będzie nie do zatrzymania dla rywali. Freiburg jest jednak dobrze przygotowany i być może powtórzy osiągnięcie sprzed ponad szesnastu lat, kiedy to po raz ostatni pokonał Bayern. Nie pomoże w tym na pewno Mensur Mujdza, który pauzuje za kartki. Z kolei w Monachium są szczególnie zmartwieni brakiem Luiza Gustavo, który z powodu kontuzji już od dłuższego czasu nie gra. Kto może sprawić problemy Bayernowi? Na pewno tercet Max Kruse – Daniel Caligiuri – Jan Rosenthal obecnie jest w stanie zagrozić niemal każdej defensywie w lidze. Do tego podopieczni Christiana Streicha na pewno nadążą za rywalami, gdyż są świetnie przygotowani kondycyjnie, o czym świadczy, że biegają najwięcej w lidze. W dodatku oddają najwięcej (poza Bayernem i Dortmundem) strzałów w Bundeslidze, dzięki czemu być może Manuel Neuer w końcu zostanie prawdziwie przetestowany.








