Co prawda brazylijski mundial odbył się nieco ponad pół roku temu, a do rozpoczęcia kolejnego pozostały nieco ponad trzy lata, to w wyniku takiej a nie innej sytuacji politycznej mamy prawo mieć pewne obawy z czekającym nas czempionatem na terenie Federacji Rosyjskiej.
Z czym związane są obawy? To chyba wie każdy i twierdzenia, że sport nie miesza się z polityką, po raz kolejny okazują się być utopią. Niedawno w Mińsku doszło do szczytu ws. Ukrainy, podczas którego Zachód tak naprawdę przypieczętował utratę kontroli rządu w Kijowie nad terenami kontrolowanymi przez separatystów, czyli de facto Rosjan, bo chyba nikt nie jest tak naiwny, aby wierzyć w bajki Władimira Putina o tym, że to nie jego żołnierze, i mówiącego, że takie mundury można kupić w każdym sklepie survivalowym.
Monachium vol. 2
Szczyt w Mińsku jest przez wielu ekspertów i komentatorów porównywany ze spotkaniem w Monachium z 1938 roku. Wówczas premierzy Wielkiej Brytanii i Francji zdecydowali się oddać w ręce Adolfa Hitlera zachodnią część Czechosłowacji, na której rzekomo dochodziło do prześladowań mieszkających tam Niemców, co – rzecz jasna – było szukaniem pretekstu i prozaicznym argumentem do przyłączenia kolejnych terenów do III Rzeszy. Polityka ustępstw Zachodu miała na celu wypełnienie żądań Hitlera za cenę pokoju, ale jaki był rezultat takiego rozwiązania sprawy – dobrze wiemy. Dzisiaj Francja i Niemcy, które w Mińsku usiadły do stołu z Putinem i prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką, znowu odpuszczają, zostawiając zajęte tereny Doniecka czy Ługańska pod ręką Kremla.
http://i60.tinypic.com/1pxhea.jpg
Nieco twardszą linię wobec polityki Władimira Władimirowicza przyjął Londyn, decydując się, jak w ostatnich dniach ogłoszono, na wsparcie Ukrainy swoimi żołnierzami. Faktem jest, że grupa, która zostanie wysłana za naszą wschodnią granicę, nie jest liczna, ale taka decyzja ma bardzo dużą wagę dyplomatyczną, bo największy sojusznik Downing Street, czyli Biały Dom, także zaczął rozważania nad podjęciem takich działań. I jest to swoista kontra do taktyki, którą przyjęła oś Berlin-Paryż. Co można też traktować jako kamyczek do ogródka UE ze strony i tak już bardzo eurosceptycznych Brytyjczyków.
Po co te opisy niemające (na razie) ani słowa o piłce nożnej, skoro to strona internetowa pisząca o tym właśnie sporcie? Po pierwsze – dlatego że, jak zaraz wyjaśnimy, ma to związek z MŚ 2018. Po drugie – autor niniejszego tekstu wyszedł z założenia, że nie każdy interesuje się tymi wydarzeniami, w związku z czym należy je krótko wyjaśnić i wytłumaczyć. Proszę sobie wyobrazić sytuację geopolityczną, jeśli na pierwszy front walki z „separatystami” na zachodzie Ukrainy trafią żołnierze USA i Wielkiej Brytanii. Proszę się chwilę zastanowić i odpowiedzieć sobie na pytanie, jak bardzo przy każdym z możliwych starć tych państw z Rosją, także sportowych, powróci narracja z czasów zimnej wojny.
Tym bardziej że Anglicy już mają na pieńku z Rosjanami w kontekście mundialu w 2018 roku właśnie. Rosja wygrała w głosowaniu kandydatów FIFA na organizatora tego turnieju, a największym kandydatem była Anglia, która koniec końców otrzymała tylko dwa głosy na 22 możliwe, przegrywając z kretesem nie tylko z największym państwem na świecie (9 głosów w pierwszej rundzie, 13 w drugiej), ale także z łączonymi kandydaturami Portugalii z Hiszpanią (dwa razy po siedem głosów) i Holandii z Belgią (cztery głosy w pierwszej rundzie i dwa w drugiej). Z tym że – łagodnie ujmując – głosowanie niewiele miało wspólnego z tym, jakbyśmy je sobie wyobrażali, i stwierdzenie, że głosy były kupowane, to żadne stwierdzenie.











