Sobota w Premiership obfitowała w spotkania, w których stawką było przedłużenie szans, na utrzymanie w angielskiej ekstraklasie. Najwięcej emocji dostarczyła potyczka na Fratton Park, gdzie ostatnie w tabeli Portsmouth, po wspaniałym pościgu, wygrało z Hull 3:2. W dwóch pozostałych meczach Sunderland pokonał Birmingham 3:1, a Wigan odprawiło z kwitkiem Burnley.
Ktoś, kto powiedziałby, że mecz na Fratton Park jest najważniejszym w tej kolejce, niewiele by się pomylił. W portowym Portsmouth spotkały się ekipy zamykające tabelę Premiership. Dla gospodarzy była to właściwie ostatnia szansa na podźwignięcie się z ligowego dna. Jednak zadania podopiecznym Avrama Granta nie zamierzali ułatwiać gracze „Tygrysów”. Na ławce trenerskiej Hull zadebiutował Iain Dowie i zawodnicy chcieli pokazać, że pod wodzą nowego szkoleniowca zrobią wszystko, by wywalczyć utrzymanie w angielskiej ekstraklasie. Pierwszy celny cios goście zadali w 26. minucie, kiedy Davida Jamesa, strzałem z dystansu, pokonał Caleb Folan. Nadzieję na korzystny wynik dla „The Pompeys” dał, dokładnie dziesięć minut później, Tommy Smith, który pokonał Boaza Myhilla strzałem z narożnika pola karnego.
W drugiej części gry szkoleniowiec gospodarzy postanowił postawić wszystko na jedną kartę, wprowadzając za obrońcę – Mokoenę, Nigeyjczyka – Nwankwo Kanu. Odmienną taktykę zastosował nowy szkoleniowiec Hull, który zdjął z boiska Venegoora of Hesselinka, a w jego miejsce wprowadził mniej ofensywnie grającego Nicka Barmby’ego. Wydawało się więc, że „Tygrysy” postawią na utrzymanie wyniku remisowego. Tymczasem w 72. minucie padł drugi gol dla gości. Do bramki Jamesa po raz drugi trafił Caleb Folan.
Kiedy wydawało się, że wynik spotkania jest już przesądzony, na Fratton Park zaczęły dziać się niesamowite rzeczy. Najpierw w 87. minucie Jamie O’Hara doprowadził do remisu, a po kolejnej akcji było już 3:2 dla „The Pompeys”. Na listę strzelców wpisał się Nwankwo Kanu. Do końcowego gwizdka wynik nie uległ już zmianie. Portsmouth po dzisiejszym zwycięstwie ma jeszcze cień szansy na utrzymanie, nikły, ale jednak jest. Iain Dowie zaliczył z kolei nie najlepszy debiut na ławce trenerskiej Hull City.
Sunderland – Birmingham City
Na Stadium of Light doszło do starcia pomiędzy broniącym się przed spadkiem Sunderlandem i ekipą Birmingham City, która przed tą kolejką znajdowała się w górnej połowie tabeli. Od samego początku meczu było jasne, której z drużyn punkty są bardziej potrzebne. „Czarne Koty” rzuciły się do ataku zaraz po pierwszym gwizdku sędziego i po niespełna dziesięciu minutach Sunderland prowadził już 2:0. Autorem obu goli dla gospodarzy został Darren Bent. Anglik w 4. minucie pokonał Joe Harta pewnym uderzeniem lewą nogą z narożnika pola karnego, a niespełna pięć minut później skopiował swój wyczyn i młody golkiper Birmingham musiał po raz drugi wyciągać piłkę z siatki.
Goście szukali kontaktowego gola, ale ich strzały najczęściej lądowały pewnie w rękawicach Craiga Gordona. Swoje szany na podwyższenie prowadzenia mieli także piłkarze Sundelandu, ale w drugiej połowie byli równie nieskuteczni jak gracze Birmingham. Wynik zmienił się dopiero w 59. minucie. Kontaktowego gola dla gości zdobył Cameron Jerome, wykorzystując podanie Michela. To jednak wszystko, na co było dzisiaj stać graczy Birmingham. Rezultat zmienił się jeszcze pod koniec spotkania, bo w 87. minucie na 3:1 dla Sunderlandu podwyższył Frazier Campbell.










