Mecz ze Szwajcarią był szóstym z rzędu, w którym nasza reprezentacja NIE poniosła porażki. Od pamiętnego starcia z Niemcami wokół kadry atmosfera uległa diametralnej zmianie, co było wyraźnie widać we Wrocławiu. Takiego wsparcia na trybunach w spotkaniach reprezentacji nie mieliśmy dawno.
Nie od dzisiaj wiadomo, że za dobrą grą idą wyniki, co oczywiście przekłada się na zainteresowanie kibiców meczami. O tym, że we Wrocławiu na trybunach będzie gorąco, można było się przekonać na kilka godzin przed meczem. Już wtedy było wiadomo, że zostało sprzedanych 40 tysięcy biletów. Liczba oczywiście miała wciąż rosnąć. I urosła. Dokładnie do 40 133 osoby. Miał więc kto zdzierać gardła.
Kibice pierwsze próby swoich umiejętności wokalnych dawali standardowo już w drodze na stadion. Od razu dało się jednak zauważyć, że nastroje panujące wśród fanów są zgoła inne niż na przykład przed towarzyskim meczem ze Szkocją zaledwie osiem miesięcy temu w Warszawie. Wtedy przeważały opinie, że „i tak przegramy”, „żeby chociaż zremisowali” itp. Przed spotkaniem ze Szwajcarią kibice mieli całkowicie innej podejście. „Musimy to wygrać”, „Wygramy. Mamy teraz ekipę”. Z tych wypowiedzi jednoznacznie biły pewność i wiara w zespół, co kibice udowodnili już na początku spotkania, kiedy od piątej minuty przegrywaliśmy 0:1. Na trybunie momentalnie podniosło się „Jesteśmy z Wami”. Stracony gol nie był przesłanką do tego, że na pewno przegramy, jak to zazwyczaj bywało, ale widać było, że wciąż wierzymy w dobry wynik.
Interwencja Boruca – najlepszy moment meczu
Można by się było spodziewać, że to po strzelonych golach na trybunach będzie największa wrzawa. Nic jednak bardziej mylnego. W ciągu całego spotkania to wtedy, kiedy byliśmy pod największym ostrzałem rywala, kibice najbardziej wspierali reprezentację. W 42. minucie Szwajcarzy oddali w sumie cztery celne strzały na bramkę Artura Boruca, który przy jednym z nich popisał się fantastyczną paradą.
– Przypomniałem sobie, jak się broni w reprezentacji – mówił po meczu nasz bramkarz.
Nasza defensywa monolitem w tym spotkaniu nie była, więc Boruc miał niejedną okazję, żeby się wykazać. Za interwencję z 42. minuty kibice nagrodzili go gromkimi brawami i długo skandowali jego imię. Parada Boruca na trybunach wywołała taką reakcję, jakbyśmy strzelili co najmniej dwa gole. Jest to tym bardziej istotne, że wtedy jeszcze przegrywaliśmy 0:1.
Bohaterowie nie z przypadku
Kiedyś w reprezentacji mówiło się praktycznie tylko o Lewandowskim i to w nim upatrywano największe nadzieje na dobrą grę zespołu. Czas pokazał jednak, że kadra to nie tylko „Lewy”. Teraz kibice mówią o Mili, Miliku, Krychowiaku itd. Tego pierwszego domagali się na boisku już w pierwszej połowie.












