W związku z długami, które Śląsk Wrocław ma wobec miasta, jego instytucji oraz swoich piłkarzy, włodarze stolicy Dolnego Śląska chcą interweniować. Ich planem jest wykupienie klubu z rąk Zygmunta Solorza-Żaka.
Tego typu inicjatywę władze Wrocławia podjęły już w ubiegłym roku, jednak posiadająca większościowy pakiet akcji klubu (51%) ekipa związana z Polsatem nie przystała na proponowane warunki. Teraz, gdy zadłużenie ekipy grającej w zielonych strojach sięga 22,5 miliona złotych (z czego 12,5 klub jest winny miastu, 6 – swoim piłkarzom a 4 – miejskim wodociągom) administracja Wrocławia postanowiła wkroczyć na drogę sądową. Szczególnie, że istnieje już nakaz zobowiązujący klub do rozliczenia się z pożyczonych pieniędzy. Według podawanych przez ratusz informacji miasto chce wykupić Śląsk w zarządzonej sądownie licytacji.
– Oczywiście istnieje możliwość, że ktoś w licytacji nas przebije. Proszę jednak pamiętać, że 12,5 mln nie musi być wcale ostatnim słowem miasta – powiedział Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia. Dopuszcza możliwość wykupienia klubu przez osobę prywatną, stawia jednak warunki – Ale nawet gdyby znalazł się ktoś, kto chciałby kupić w całości udziały w Śląsku, musimy zachować „złotą akcję”, zabezpieczającą miasto przed niepożądanymi działami właściciela. Na przykład wyprowadzeniem spółki do innego miasta – dodał. Przyznał przy tym, że inwestowanie w tego typu organizację, to kosztowny biznes, na którym ciężko wyjść na plus. Uznał jednak, że zespół stanowi wizerunkową wartość dla miasta i trzeba o niego zadbać.
Wykupienie Śląska przez Wrocław uchroni zespół przed karną relegacją do niższej ligi w przypadku utraty płynności finansowej. Spadek z najwyższej klasy rozgrywkowej stawiałby pod znakiem zapytania sens budowania nowoczesnego stadionu, który pochłonął około miliarda złotych. Inna sprawa, że po latach posuchy klub na dobre zadomowił się w czołówce T-Mobile Ekstraklasy, więc zwyczajnie jest o co walczyć.










