Jeszcze niecałe dwa tygodnie temu wszystko szło zgodnie z planem. Lech łatwo rozprawiał się z Sarajewem, losowania Śląska i Jagiellonii dawały nadzieję, a po Legii mogliśmy spodziewać się spokojnego przemarszu do III rundy el. LE. Co więcej, Polska miała zdobyte ponad dwa punkty i tylko Norwegowie zaliczyli porównywalne wejście w sezon. Na ten moment sytuacja nie wygląda już tak różowo i wróciliśmy do momentu, w którym musimy liczyć każdy punkcik.
Tak właśnie pisałem niecałe dwa tygodnie temu. Nie ukrywam, miałem powody, żeby być tak optymistycznie nastawionym do tego, co polskie drużyny prezentowały po pierwszych meczach pucharowych. Jagiellonia przepędziła złe duchy Irtyszu Pawłodar i zaliczyła pierwszy, historyczny awans do drugiej rundy eliminacji. Śląsk podobnie dał sobie pewnie radę z Celje, a po losowaniu mogliśmy być optymistami. Miało być ciężko, ale tragedii nie było. Jak się okazało później, był to początek zjazdu w dół.
Po dwóch pierwszych remisach Jagielloni i Śląska, a także zwycięstwie Legii w Warszawie z Botosani, uzyskaliśmy dodatkowe 0,5 pkt. Nie zawiódł również Lech, który taką samą ilość uzyskał po dwóch zwycięstwach z Sarajewem. Niestety wraz ze porażkami podopiecznych Michała Probierza i Tadeusza Pawłowskiego straciliśmy znaczącą szansę na utrzymanie dobrej passy. Co gorsza, „Jaga” straciła te punkty w walce z przedstawicielem naszego bezpośredniego rywala, czyli Cypru. Za dwumecz Omonia zgarnęła 0,375 pkt, podczas gdy zespół z Białegostoku 0,125.
Podobnie rzecz ma się z rywalizacją Śląska z Goeteborgiem. Szwedzi znajdują się zaledwie pozycję niżej od naszej ligi i nie trudno wskazać, że właśnie te dwa dwumecze miały ogromne znaczenie dla naszej pozycji rankingowej. Po zwycięstwie ze Śląskiem zespół z Allvenskan dołączył do pozostałej trójki i Szwecja nadal utrzymuje komplet swoich reprezentantów, mimo że za nami już dwie rundy kwalifikacyjne. Dla porównania Polskę reprezentują już tylko dwa zespoły.
Faktem jest, że Lech i Legia to towary eksportowe naszej ligi i to właśnie na nich skupialiśmy nasze nadzieje na dobry wynik w Europie. Mogliśmy więc liczyć na to, że „Kolejorz” wyciągnie chociaż jeden remis z FC Basel, a Legia dwukrotnie ogra Kukesi, co w ostatecznym rozrachunku da nam aż 0,625 punkta. Można to było uznać za realny scenariusz.
I o ile o Legię jestem spokojny, o tyle Lech w dwumeczu z Basel raczej punktowych nadziei nam nie da. Na szczęście gra była lepsza od wyniku, co u nas nadal pozostaje zjawiskiem dość deficytowym i daje ona nadzieję na lepsze wyniki w Lidze Europy. Zwłaszcza że po bardzo możliwym odpadnięciu ze Szwajcarami podopieczni Skorży będą na 99% rozstawieni w czwartej rundzie el. LE. Dlaczego nie ma pewności?











