97 dni, czy jak kto woli 2328 godzin, 139 680 minut lub 8 380 800 sekund – tyle czekali kibice na powrót najlepszej ligi świata – Premier League. Nareszcie liga angielska wraca do gry. Kurtyna idzie w górę, na scenę znowu wybiegają wspaniali zawodnicy. Oczy publiczności będą ich na niej oglądać już od jutra, od godziny 16.
O tej tradycyjnej dla Premiership porze rozegranych zostanie sześć spotkań pierwszej kolejki sezonu 2012/2013. Na czoło wysuwa się mecz na Emirates Stadium, gdzie Arsenal podejmie Sunderland. Osłabiony Arsenal, dodajmy. Ba, nawet poważnie osłabiony. Tuż przed początkiem sezonu Londyn na Manchester zamienił Robin van Persie. Niektórzy mówili, że Holender nie zagra na początku sezonu z powodu kontuzji kręgosłupa, w końcu cały zeszły sezon nosił swój zespół na plecach… Mniej więcej tyle RvP był wart dla Arsene Wengera. A choć raczej było wiadomo, że odejdzie, to transfer w przededniu początku ligi jest wielkim ciosem. Tym bardziej, że król strzelców z zeszłego sezonu wzmocnił przecież ligowego rywala.

W takim właśnie nastroju do inauguracji Premier League przystąpią „Kanonierzy”. W zastępstwie za van Persiego sprowadzono króla strzelców Ligue 1, Olivera Giroud, oraz Lukasa Podolskiego. Wydaje się, że bliżej pierwszego składu i pozycji na szpicy jest jednak Niemiec, a Francuz zacznie na ławce. Dogrywać napastnikom ma Santi Cazorla, za to defensywa zostanie pewnie taka sama. Problem jest jednak na prawej obronie, bo kontuzjowany jest Sagna i być może z konieczności będzie tam musiał zagrać Koscielny. Kontuzjowani są też Wilshere, Frimpong oraz Rosicky, za to właśnie Koscielny, jak również Walcott i Oxlade-Chamberlain mieli drobne problemy, ale powinni się wyleczyć. W Sunderlandzie do większych roszad za to nie doszło. Defensywę uszczelni zapewne Cuellar, za to bramek nie będzie strzelał już Bendtner, który wrócił z wypożyczenia właśnie do Arsenalu. Problemem mógłby być ewentualny brak Sessegnona, którego występ stoi pod znakiem zapytania, podobnie jak w przypadku Wesa Browna i Davida Vaughana. Na pewno nie wystąpi za to Phil Bardsley.
Na The Hawthorns przyjedzie odmieniony Liverpool, dojdzie więc do starcia zespołów z nowymi trenerami. Na Anfield przeszedł ze Swansea szkoleniowiec – objawienie zeszłego sezonu – Brendan Rodgers, a do WBA Steve Clarke, wyrzucony właśnie z… Liverpoolu. Będzie to zatem dla Szkota niezła okazja do rewanżu. Nie jest bez szans, bo przecież „The Reds” nie zachwycali, a tak łatwo przecież Rodgers wszystkiego nie naprawi. Na razie wykonał plan minimum, pewnie przechodząc w eliminacjach LE FC Gomel. Na The Hawthorns będzie jednak na pewno trudniej. Tak wielkich jak rok temu wzmocnień klub z Anfield tym razem nie poczynił. Z ważniejszych zawodników przyszli Joe Allen i Fabio Borini, a wielkim wzmocnieniem będzie też powrót kontuzjowanego Lucasa Leivy. Nie ma też kłopotów z urazami, pod znakiem zapytania stoi tylko występ Joe Cole’a. Na co narzekać nie ma też Clarke. Z lekkimi urazami zmagają się jedynie Ridgewell i Thomas i choć wielkich pieniędzy nie wydano, to ostatnio sprowadzono Yassine’a El Ghanassy’ego oraz Romelu Lukaku (wypożyczony z Chelsea), a bliżej wyjściowego składu wydaje się być ten pierwszy. Choć faworytem są goście, to emocji zabraknąć nie powinno.












