Wolfsburg zrehabilitował się za upokorzenie w Pucharze Niemiec w starciu z Bayernem. Pewna wygrana „Wilków” pozwoliła im odskoczyć na bezpieczną odległość od strefy barażowej, a Werder znacznie do niej przybliżyła.
W ostatnim sobotnim spotkaniu 30. kolejki Bundesligi mierzyły się Werder Brema i VfL Wolfsburg, sąsiedzi w ligowej tabeli. Ten mecz był bardzo ważny dla obu zespołów. Stawką był spokój w końcówce sezonu o utrzymanie się w Bundeslidze.
Mecz od początku był rozgrywany w wolnym tempie. Strzałów było mało, sytuacji bramkowych w ogóle. Zaskoczeniem była bramka dla Wolfsburga zdobyta przez Arnolda. Niemiec zdecydował się na uderzenie zza linii pola karnego. Mocny, płaski strzał z prostego podbicia wylądował tuż przy słupku bramki Mielitza. Wolfsburg poszedł za ciosem. Chwilę później z boku pola karnego dryblował Diego. Udało mu się wymanewrować obrońcę i dośrodkować do Hasebe, którego strzał z woleja łatwo wyłapał Mielitz. Parę minut później dobrą akcją popisał się Fritz.. Udało mu się przedryblować kilku przeciwników w środku pola. Atak zakończył się jednak fatalnym strzałem daleko od bramki gości.
Świetnie został wyprowadzony kontratak „Wilków”. Vieirinha otrzymał dalekie płaskie podanie na skrzydło, gdzie efektownym kółeczkiem wokół własnej osi zgubił obrońcę i zagrał fantastyczną prostopadłą piłkę do Olicia, który uniknął spalonego i wybiegł sam na sam z Mielitzem. Szybką przekładanką minął bramkarza gospodarzy i z ostrego kąta podwyższył prowadzenie Wolfsburga. Fatalnie w tej sytuacji zachowali się obrońcy Werderu, łamiąc spalonego i prowokując akcję bramkową. Znów zagrożenie stworzyli Vieirinha z Oliciem. Chorwat wywalczył piłkę w środku pola i zagrał ją na skrzydło do Portugalczyka, który poczekał, aż Olić wbiegnie w pole karne, i celnie zacentrował do niego w tempo, ale Olić nieczysto trafił w piłkę. Mimo to ta akcja mogła się podobać.
Druga połowa była piekielnie nudna w porównaniu z pierwszą. Pierwsza sytuacja w drugiej części meczu została wypracowana dopiero w 57. minucie. Po dośrodkowaniu na Arnautovicia Benaglio popełnił błąd, nie łapiąc futbolówki. Błędu Szwajcara nie wykorzystał jednak napastnik Werderu. Wściekły na siebie był Arnautović. 65. minuta i bramka z rzutu karnego Diego już definitywnie odebrała nadzieje Werderowi. Hasebe zagrał ze skrzydła do Vieirinhii, który zatańczył między obrońcami na granicy pola karnego. Ostatecznie Portugalczyk został sfaulowany. Ta decyzja nie wzbudziła żadnych kontrowersji ani protestów. Faul był ewidentny, widoczny i w pełni oddawał bezradność Werderu w potyczce z „Wilkami”. Diego pewnie wykorzystał rzut karny mocnym uderzeniem tuż nad ziemią w lewy róg bramki.
Jeszcze w końcowych minutach z małym opóźnieniem obudzili się gracze Werderu. De Bruyne dośrodkował z lewego skrzydła do Petersena, który oddał strzał, ale Mielitz odbił piłkę przed siebie. Tam jednak znalazł się Arautović i wpakował piłkę do siatki gości. Wszyscy byli pewni, że Werderowi udało się zdobyć honorową bramkę. Okazało się jednak, że sędzia liniowy dojrzał w tej akcji spalonego. Gol uznany nie został, a gospodarze mieli powody do złości, bo powtórki pokazały, że spalonego nie było i bramka była zdobyta prawidłowo. Aktywny był w tym meczu Arnautović. Chwilę później po jego dośrodkowaniu piłkę ręką odbił Rodriguez i Werder miał rzut wolny w niebezpiecznej odległości od bramki. Do piłki podszedł Hunt, dobrze ją podkręcił, ale zabrakło jednak celności.








